MegaBaza edukacyjna Perspektywy®







gender t

Feminizm niejedno ma imię, bo między jego nurtami występują rozliczne różnice. Jest słowem, które na wielu działa niczym czerwona płachta na byka. Popierający i popierające feminizm spotykają się z wieloma zarzutami – zaczynając od tego, że wierzą w idee oderwane od rzeczywistości, a kończąc na tym, że wspierają nurt „wrogi naszej cywilizacji”. Do jakich wniosków dojdziemy, jednak jeśli spróbujemy spojrzeć na feminizm okiem ekonomisty, bądź ekonomistki, jeśli z rozmowy o ideologii przejdziemy do rozmowy o interesach? Spróbujmy zastanowić się nad tym jakie są ekonomiczne konsekwencje równouprawnienia płci.

Przydatnym podczas tej analizy jest koncepcja granicy możliwości produkcyjnych. Jest to krzywa przedstawiająca możliwości produkcyjne hipotetycznej gospodarki, która dysponując określonym zasobem czynników produkcyjnych (czyli kapitału, ziemi i pracy) produkuje – przyjmijmy w uproszczeniu – jedynie dwa dobra. Jako, że zasoby, który dysponuje są ograniczone, to aby wyprodukować więcej dobra A konieczna jest rezygnacja z wytworzenia pewnej ilości dobra B. Ot, klasyczny problem wyboru (nie tylko ekonomicznego!). Jak zatem na taką hipotetyczną gospodarkę wpłynie wzrost popularności idei feministycznych i tych głoszących równouprawnienie płci? Sytuacja ta zaowocuje wzrostem odsetka kobiet podejmujących pracę zawodową, poprawą poziomu ich wykształcenia, co – mówiąc językiem ekonomii – oznacza wzrost jakości zasobów pracy oraz zwiększenie poziomu kapitału ludzkiego. Nasza hipotetyczna gospodarka mając do dyspozycji więcej „zasobów” będzie mogła wyprodukować więcej dóbr A i B niż wcześniej.

Dowód na to, iż wzrost wskaźnika zatrudnienia kobiet ma pozytywny wpływ na gospodarkę, może stanowić przykład Unii Europejskiej. Wskaźnik ten sięga w krajach Wspólnoty 62,5% i przejawia trend wzrostowy. Ponadto w latach 2000–2009 na 12,5 mln stworzonych miejsc pracy 9,8 mln miejsc przypadło właśnie na etaty kobiet. Zaobserwowano, że wejście większej liczby kobiet na rynek pracy pomaga zrównoważyć negatywne skutki kurczenia się liczby ludności w wieku produkcyjnym. Tym samym częściowo odciążone są finanse publiczne i system opieki społecznej, podnosi się jakość zasobów ludzkich oraz wzmacnia konkurencyjność. Ma to z kolei pozytywny wpływ na wzrost (czy szerzej  rozwój) gospodarczy.

Równouprawnienie płci oznacza nie tylko zwiększenie liczby kobiet na rynku pracy i poprawę ich kwalifikacji, ale także wzrost ich udziału w organach władzy wszystkich szczebli. Można, zatem zadać sobie pytanie: jak zrównywanie się odsetka poszczególnych płci wpłynie na podejmowane decyzje w różnych organach. Jest to oczywiście temat wymagający poważnych badań, ale intuicyjnie można stwierdzić, że zjawisko to sprawia, że instytucje te zwracają większą uwagę na kwestie zwykle uważane za „kobiece” (takie jak: system opieki, edukacja, służba zdrowia). Są to obszary, które w powszechnym odczuciu w naszym kraju uznawane są za niedofinansowane.

Istotna jest również sprawiedliwa, z ekonomicznego punktu widzenia, zasada równej płacy dla mężczyzn i kobiet za pracę o równej wartości. Pomimo, iż jest ona zawarta w ustawodawstwie europejskim różnica w wynagrodzeniu kobiet i mężczyzn (średnia różnica pomiędzy stawką wynagrodzenia brutto za godzinę pracy kobiet i mężczyzn, z uwzględnieniem wszystkich sektorów gospodarki) wciąż jest widoczna (w UE wynosi ona 17,8%).

Przechodząc od perspektywy makroekonomicznej do perspektywy mikroekonomicznej zwiększenie równouprawnienia płci oznacza m.in. wzrost zasobów finansowych znajdujących się w dyspozycji kobiet. Przekłada się na lepszą przyszłość branż, w których kobiety stanowią większość klientów.

Komu zatem – wracając do tytułowego pytania – opłaca się feminizm? Wszystkim! Przynajmniej, gdy spojrzymy na to zagadnienie z poziomu całej gospodarki. Rzecz jasna równouprawnienie płci oznacza siłą rzeczy pewne osłabienie pozycji płci dotychczas „naduprawnionej”. Jednakże w ogólnym rozrachunku wszyscy na tym korzystają. Pamiętajmy, że niezależność ekonomiczna jest niezbędnym warunkiem, zarówno dla kobiet jak i mężczyzn, do sprawowania kontroli nad własnym życiem i podejmowania rzeczywistych wyborów.

Zuzanna Ajchel

Marcin Wroński


O Autorach:

Zuzanna Ajchel – laureatka XXVI Olimpiady Wiedzy Ekonomicznej. Uczennica trzeciej klasy Liceum Ogólnokształcącego im. T. Czackiego w Warszawie. Swoje plany na przyszłość łączy z ekonomią i studiami w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Interesuje się muzyką, nauką języków, kuchnią indyjską i podróżami. Aktualnie próbuje zrozumieć otaczająca ją rzeczywistość gospodarcza i do znudzenia słucha utworów Ed’a Sheerana i Crystal Fighters (oczywiście zakładając, że kiedykolwiek jej się znudzą, w co wątpi).

Marcin Wroński – absolwent Liceum Ogólnokształcącego im. S. Witkiewicza w Warszawie. Trzykrotny laureat Olimpiady Wiedzy Ekonomicznej, członek Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Studiuje w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Oprócz ekonomii interesuje się także między innymi historią, fantastyką i grami planszowymi. Aktualnie z niepokojem obserwuje inicjatywę organizacji Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2022 w Krakowie.

© 2019 Perspektywy.pl    O nas | Patronaty | Polityka Prywatności | Znak jakości | Reklama | Kontakt