MegaBaza edukacyjna Perspektywy®







piggy bank t

Zapoczątkowane w 2007 r. w USA spowolnienie gospodarcze przekształciło się w trwające do dziś zjawisko globalne. Jego skutków doświadczają przedsiębiorstwa w wielu krajach, w tym także w Polsce. Sytuacja gospodarcza na nowo wzbudziła spory na temat racjonalności systemów, ale także adekwatności teorii ekonomii do potrzeb praktyki. Koniec pierwszej dekady XXI w. z pewnością przejdzie do historii jako okres zaciętych dyskusji dotyczących poszczególnych nurtów, szkół ekonomicznych i ich przydatności w praktyce gospodarczej.

Jedną z najczęściej poruszanych kwestii jest spór o rolę państwa w gospodarce. Jednak pytanie czy państwo jest w stanie skutecznie niwelować gospodarcze nierównowagi czy jedynie przyczynia się do ich pogłębiania wciąż pozostaje bez jednoznacznej odpowiedzi.

Zuzanna Ajchel: Ekonomia prezentuje różnorodne poglądy na rolę państwa. Spór o wolny rynek jest tym, co od wieków dzieli ekonomistów. Przedstawiono liczne argumenty za interwencjonizmem i równie wiele przeciw. Opinie są skrajnie przeciwstawne: „państwo jest najwyższym dobrem” (m.in. idea państwa opiekuńczego) lub „państwo jest najwyższym złem” (M. Rothbard, ekonomia neoklasyczna). Moje poglądy, co prawda zdecydowanie nie są tak kontrowersyjne, jak wspomnianego powyżej przedstawiciela szkoły austriackiej, który pytał „A czymże innym w istocie jest państwo niż zorganizowanym bandytyzmem?”. Uważam jednak, że rola państwa we współczesnym świecie powinna być ograniczona i przedefiniowana. Nie wyznaję przekonania, że rynek jest doskonałym środkiem osiągania wszelkich celów, ale wydaje mi się, że problemy powstające w pewnych dziedzinach w związku z interwencjonizmem państwa są większe niż te, które dzięki niemu są rozwiązywane.

Marcin Wroński: Polskie społeczeństwo zmaga się obecnie z licznymi problemami – wzrastają nierówności dochodowe oraz obszary wykluczenia i ubóstwa, a służba zdrowia i edukacja od lat znajdują się w delikatnie mówiąc nienajlepszej sytuacji finansowej. Stajemy w obliczu postępującego pogarszania się równości szans i marnotrawstwa kapitału ludzkiego (nie wszyscy mają dostęp do płatnych korepetycji, kursów językowych itp.), a pomoc udzielana w formie stypendiów często stanowi jedyną szansę na poprawę sytuacji osób z gorzej sytuowanych rodzin. Co więcej, w obliczu spowolnienia gospodarczego przedsiębiorstwa coraz częściej szukają oszczędności – zwalniają pracowników, obniżają płace (czy wręcz ich nie płacą), próbują ograniczać prawa pracowników (zob. np. dyskutowany przez nas poprzednio temat umów śmieciowych). Szwankuje też system zabezpieczenia społecznego. Wyzwań tych nie da się pokonać bez silnego i sprawnie działającego państwa dysponującego odpowiednimi środkami. Pomoc społeczna, czy publiczna edukacja to nie tylko redystrybucja, a także inwestycja ze strony państwa (pomyślmy np. o stypendium dla Janka Muzykanta).

Z.A.: Masz rację, że państwo jest organizacją niezbędną i użyteczną. Musi ono przede wszystkim zabezpieczać system gospodarczy od strony instytucjonalno-prawnej. Niedoskonałość rynku i konkurencji w praktyce prowadzi do monopolizacji gospodarki czy nieprawidłowej alokacji zasobów, a co za tym idzie do obniżania się poziomu dobrobytu społeczeństwa. Nie zmienia to jednak faktu, że istnieją sfery gospodarki, w których ingerencja państwa powinna zostać ograniczona lub zlikwidowana. Rozrost biurokracji państwowej zmniejsza elastyczność systemu gospodarczego. Interwencjonizm niesie za sobą wysokie koszty (nie tylko finansowe). Często mówi się, że osłabia motywacje ludzi do pracy a przedsiębiorstw do efektywnej produkcji, zniekształca informację i powoduje pojawianie się stanów nierównowagi (niedoborów lub nadwyżek). Zadaniem państwa powinno być rozszerzanie prywatnej przedsiębiorczości i rynku, a nie ich ograniczanie przez np. zastępowanie własności prywatnej publiczną i stosowanie administracyjnych metod regulowania gospodarki. Jako przykład można podać świadczenia socjalne i zasiłki dla bezrobotnych – ich zadaniem jest ochrona przed ubóstwem, ale im są one wyższe i dłużej dostępne, tym słabsze są bodźce bezrobotnych do podejmowania pracy. Osłabiająco na gospodarkę działa również nadmierny fiskalizm. Obniżka podatków nie musi wcale prowadzić do strat dla budżetu państwa. Przykładem niech będzie obniżenie w Polsce akcyzy na alkohol w 2003 r., które w konsekwencji przyniosło wzrost dochodów budżetowych.

krzywa laffera, źr.: Wikipedia

Wzrost stopy opodatkowania początkowo skutkuje wzrostem wpływów budżetowych z podatków, ale po przekroczeniu pewnego poziomu wpływy te spadają.
T → dochód; t → stawka opodatkowania;
t* → stawka opodatkowania maksymalizująca wpływy do budżetu; stopy t1 i t3 dają takie same wpływy budżetowe

Źródło: Wikipedia

M.W.: Oczywiście państwo nie jest nieomylne, w swoich działaniach z pewnością popełnia liczne błędy i niedociągnięcia, niekiedy marnując gigantyczne środki. Moim zdaniem ta omylność państwa jest pewną ceną, którą musimy zapłacić za jego istnienie, chociaż nie znaczy to oczywiście, że nie powinniśmy z nią walczyć. W swojej wypowiedzi odwołałaś się do tzw. krzywej Laffera będącej częstym argumentem zwolenników obniżek podatków. Jednak w rzeczywistości kształt krzywej Laffera ma nieco inny przebieg niż przedstawia to model – punkt przegięcia, czyli miejsce na wykresie, powyżej którego wzrost podatków oznacza spadek dochodów z ich tytułu, przesunięty jest bardziej w lewo. Zdaniem większości ekonomistów jest to stopa podatkowa wynosząca około 70%. Analizy przeprowadzone w 2005 r. przez Biuro Budżetu Kongresu Stanów Zjednoczonych pokazują, że w wyniku obniżki podatków o 10% (czyli np. zmienia stopy opodatkowania z 30% do 27%), w ciągu dekady jedynie 28% utraconych przychodów z podatków się wróci dzięki ich obniżeniu i zakładanemu przyśpieszeniu tempa wzrostu gospodarczego. Państwo potrzebuje odpowiednich dochodów by prawidłowo wypełniać swoje zadania.

Z.A.: Jednak musisz się zgodzić, że ingerencja państwa często niesie za sobą negatywne konsekwencje. Odnosząc się do ostatniego kryzysu, to właśnie działania i interwencje rządu wywołały, przedłużyły i pogorszyły kryzys. Nadmierne obniżenie stóp procentowych przez FED (bank centralny USA) wywołało przyspieszony wzrost kredytu, co z kolei przyczyniło się do nadmiernego wzrostu cen w postaci bańki na rynku nieruchomości w tym kraju.

M.W.: Światowy kryzys finansowy został spowodowany nie tylko błędną polityką FED, ale także błędnie przeprowadzoną deregulacją, oznaczającą wycofywanie się państwowego nadzoru z kolejnych dziedzin sektora finansowego. Zbyt dalece posunięte ograniczenie roli państwa jest gigantycznym zagrożeniem dla gospodarki, tak samo zresztą jak jej nadmierna rozbudowa. Słabość nadzoru w Stanach może wydawać się czymś odległym. Jednak w pewnej mierze kwestie te dotyczą także Polski – nadzór finansowy i regulacje okazują się za słabe, aby ograniczyć ryzyko, jakim dla sektora finansowego są parabanki. Jednym z przykładów była ostatnia głośna sytuacja Amber Gold.

Z.A.: Teoretycznych źródeł liberalizacji i deregulacji systemu finansowego należy upatrywać w paradygmacie „represji finansowej” (R. McKinnon i E. Shaw), mówiącym o zniekształceniu cen na rynku finansowym (m.in. stóp procentowych i kursów walut) w wyniku wszechobecnego udziału rządu. Zbyt niski, kształtowany w sposób administracyjny poziom stóp procentowych skutkuje niższym od optymalnego poziomem oszczędności. Nadmierna interwencja państwa na rynku finansowym powoduje nieefektywną alokację zasobów oraz nasilenie zjawiska „racjonowania kredytu”. Liberalizacja stymuluje wzrost oszczędności, wyższy poziom inwestycji oraz wzrost gospodarczy. Podobnie jest w przypadku handlu. Handel oraz przepływy inwestycji rozpowszechniają nowe, bardziej wydajne pomysły i innowacje, technologie i najlepsze badania, prowadząc do poprawy produktów i usług, z których korzystają jednostki i spółki. Dane długookresowe z państw UE wykazują, że wzrost stosunku eksport/PKB o 1% prowadzi do wzrostu wydajności pracy o 0,6 %. Swoją drogą nie oznacza to, że nie potrzeba odpowiednich ram instytucjonalnych. Uważam jednak, że w przypadku niektórych rynków powinny być one tworzone na poziomie ponadnarodowym. Nie możemy też skupiać się jedynie na działaniach w krótkim horyzoncie czasowym, beztrosko odnosząc się do narastającej nierównowagi w sektorze finansów publicznych. J.M. Keynes, zwolennik interwencjonizmu, powiedział podobno, iż „w długim okresie wszyscy będziemy martwi”. Jednak moim zdaniem, nie możemy obarczać negatywnymi konsekwencjami naszych decyzji przyszłych pokoleń.

M.W.: W pełni się z Tobą zgadzam, nie powinno się obarczać przyszłych pokoleń skutkami naszych błędnych działań. Gdybyśmy pozostali przy poglądach Keynesa na rynki finansowe, uważając je za miejsce spekulacji, które powinno pozostać pod silnym nadzorem, dług publiczny niektórych krajów byłby dzisiaj dużo niższy. Faktycznie istnieje wiele przypadków, w których liberalizacja rynku jest działaniem wysoce uzasadnionym, jednakże jak pokazuje analizowany przez nas przykład rynków finansowych metoda ta ma pewne ograniczenia. Oczywiście potrzeba nam państwa, które nie tylko dysponuje wystarczającymi środkami do realizacji celów, które mu wyznaczyliśmy, ale też państwa sprawnego, z ograniczona biurokracją reagującego na potrzeby obywateli. Wzrost nakładów na cele aktualnie zaniedbane można oczywiście osiągnąć za pomocą ograniczenia wydatków w innych miejscach. Alternatywą jest też wzrost sprawności samego państwa i zmniejszenie skali marnotrawstwa. Są to mimo wszystko tylko szczytne hasła, często powtarzane w publicznych dyskusjach. Jak pokazuje praktyka, są one w praktyce raczej trudne do zrealizowania. Nie oznacza to jednak, że są one niemożliwe.


O Autorach:

Zuzanna Ajchel – laureatka XXVI Olimpiady Wiedzy Ekonomicznej. Uczennica trzeciej klasy Liceum Ogólnokształcącego im. Czackiego w Warszawie, łącząca swoje plany na przyszłość z ekonomią i studiami w Szkole Główne Handlowej w Warszawie. Na Boże Narodzenie dostała (w formie żartu) od swojej przyjaciółki portret Keynesa, ale nie zamierza powiesić go w swoim pokoju.

Marcin Wroński – absolwent Liceum Ogólnokształcącego im. Witkiewicza w Warszawie, trzykrotny laureat Olimpiady Wiedzy Ekonomicznej, członek Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Studiuje w Szkole Główne Handlowej w Warszawie. Oprócz ekonomii interesuje się między innymi historią i fantastyką. Okres świąt poświęcił na lekturę i przygotowywanie podopiecznych do udziału w II etapie XXVII Olimpiady Wiedzy Ekonomicznej.

 

© 2019 Perspektywy.pl    O nas | Patronaty | Polityka Prywatności | Znak jakości | Reklama | Kontakt