MegaBaza edukacyjna Perspektywy®








Niezwykłe życie jubilata Andrzeja K. Koźmińskiego, który kończy 80 lat, przebiega jak dobrze wymyślony scenariusz z wieloma wątkami, które na kolejnych etapach splatają się, tworząc przemyślaną, pełną zaangażowania w zachowanie wolności osobistej, politycznej i akademickiej drogę do międzynarodowego sukcesu naukowca i twórcy uczelni otwartej na świat.

Liczne wątki, o których czasem opowiada, toczą się jak „po sznurku”, nawet kiedy realia są tragiczne. Jak ten o wstrzymaniu transportu do Oświęcimia, w którym jechał wraz z matką i dziadkami z obozu w Pruszkowie po Powstaniu Warszawskim. To jeden z najmocniejszych obrazów, jakie zapadły w jego pamięć, wówczas czterolatka. Kilka miesięcy później, dokładnie 9 maja 1945 roku, duże wrażanie wywarła na nim uczelnia jego ojca, prof. Leona Koźmińskiego, Szkoła Główna Handlowa.

Życiowe zakręty

W tej historii nakładają się też epizody z życia ojca i syna. Przed II wojną światową jego ojciec dostał stypendium rządu polskiego do Paryża na Sorbonę. Tam pod kierunkiem sławnego francuskiego historyka myśli, Claude’a Morneta obronił doktorat – Wolter jako finansista. Po czterech latach wrócił do Polski, chociaż mógł zostać.  - Ale to mu nawet przez myśl nie przeszło – opowiada jego syn, który również w trudnym momencie życia znalazł się w Paryżu i tam układał sobie życie. I również wrócił do Polski. Wspomina o tym pytany o życiowe zakręty, a zwłaszcza o to, jaki miały wpływ na jego dalsze losy.

- Oczywiście, zdarzały mi się zakręty i bardzo dotkliwe porażki. Takim zakrętem była moja habilitacja, którą przedstawiłem na swojej macierzystej uczelni, na SGPIS-ie, miałem wtedy 26 lat. Za mało, tak widocznie uważano, ponieważ mimo czterech jednoznacznie pozytywnych recenzji rada wydziału w głosowaniu tajnym bez dyskusji odmówiła mi dopuszczenia do kolokwium. To była całkowita katastrofa młodego, nazwijmy to szumnie –  uczonego.

Wtedy pojechałem do Francji na prywatne, rodzinne zaproszenie. Udało mi się uzyskać dosyć dobrą posadę w Centre National de la Recherche Scientifique, elitarnej instytucji naukowej, będącej odpowiednikiem naszego PAN. To było marzenie każdego młodego francuskiego naukowca, a mnie udało się to z marszu. Miałem wówczas trochę publikacji po francusku, niektórzy ludzie znali mnie, a poza tym w owym czasie polska nauka miała dobrą opinię. Byłem uczniem takich ludzi, jak prof. Ossowski, prof. Lange, prof. Lipiński, prof. Kalecki. To były nazwiska, które otwierały wszystkie drzwi na całym świecie.

No i zacząłem się tam powoli mościć. Wtedy przyjechał do Francji mój ojciec. Odbyliśmy bardzo długą rozmowę, chodząc nocą po Paryżu i wstępując do różnych barów i kafejek. Ojciec powiedział mi, że powinienem wracać. Wtedy ku kolosalnemu zdziwieniu wszystkich skasowałem tam swoje sprawy, kupiłem samochód – volkswagena garbusa – i wróciłem do Polski – opowiada profesor.

Ostatecznie habilitację uzyskał w Łodzi na Wydział Socjologiczno-Ekonomiczny UŁ. Ale ponieważ był zatrudniony w Katedrze Ekonomii Politycznej SGPiS, a wówczas rzeczą nie do pomyślenia było, by docentem w takiej katedrze był człowiek, który nie jest członkiem partii, został przeniesiony do Katedry Zarządzania. Tak zaczął zajmować się zarządzaniem, uzyskał stypendium Fulbrighta na uniwersytecie Carnegie-Mellon w Pittsburghu, gdzie miał możność zetknięcia się z laureatem Nobla, Herbertem Simonem. Odbył podróż po wszystkich najważniejszych szkołach biznesu w Stanach Zjednoczonych. Wówczas przyszła mu do głowy szalona myśl, żeby taką szkołę biznesu stworzyć w Polsce.

Uczelnia z marzeń

Wywiad z prof. Andrzejem Koźmińskim .pdf

Dojrzewał pomysł stworzenia własnej uczelni, szkoły biznesu, inspirowanej przedwojenną  SGH i amerykańskim systemem kształcenie menedżerów. Stopniowo te marzenia zaczęły się spełniać. Jego pierwszą inicjatywą, kiedy był jeszcze dziekanem Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego, było stworzenie w 1989 roku spółki pod nazwą Międzynarodowa Szkoła Zarządzania, oferującej program MBA (Master of Business Administration), pierwsze tego typu studia w Europie Środkowowschodniej. Kształcenie profesjonalnych menedżerów było niezbędne dla rozwoju odradzającej się w Polsce gospodarki wolnorynkowej. W 1991 roku pojawiła się szansa powołania na UW pozawydziałowego Międzynarodowego Centrum Zarządzania, a kilka lat później Centrum zostało przyłączone do Wydziału Zarządzania UW.

W lutym 1992, po dwóch latach działalności twórcy Międzynarodowej Szkoły Zarządzania musieli odpowiedzieć sobie na pytanie: czy elitarna, podyplomowa edukacja menedżerska ma perspektywy rozwoju porównywalne z powszechną edukacją wyższą, adresowaną do maturzystów? I odpowiedzieli: właśnie teraz jest potrzeba powołania wyższej uczelni. 31 marca 1993 roku Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości i Zarządzania otrzymała zgodę na działalność i rozpoczęła rekrutację na studia licencjackie na kierunek zarządzanie i marketing. Kluczową sprawą było znalezienie stałej lokalizacji. Siedzibą uczelni stał się zdewastowany budynek upadłej fabryki ZOPAN (Zakład Opracowań i Produkcji Aparatury Naukowej) na warszawskiej Pradze, przy ul. Jagiellońskiej 59, gdzie dziś mieści się już okazały kampus uczelni.

- Po pobycie w Stanach powziąłem zamiar utworzenia nowoczesnej szkoły biznesu typu amerykańskiego, która musi być elastyczna, stosunkowo niewielka i nie podlegająca układom. Dlaczego? Z tej samej przyczyny, dla której zawsze poszukiwałem maksymalnej niezależności i swobody. Kiedy to zaczynaliśmy wspólnie z kolegami, to przed moimi oczyma była taka uczelnia, jak jest dzisiaj. To znaczy duża, szerokiego profilu, z pełnymi uprawnieniami akademickimi, z mocną działalnością międzynarodową, z silnym centrum kształcenia podyplomowego. Wówczas chyba tylko mnie się wydawało, że uda się to zrobić od razu. Nie sądziłem, że zajmie mi to następnych 20 lat, czyli resztę mojego życia. Ale nie żałuję tego – wspomina prof. Koźmiński.

W grudniu 1994 roku, podczas pierwszej wigilii we własnej siedzibie, rektor prof. Andrzej Koźmiński wznosząc świąteczny toast powiedział współpracownikom, że tu powstanie najlepsza uczelnia biznesowa w Europie Środkowej, która będzie kształcić także cudzoziemców. W ciągu 28 lat uzyskała najważniejsze akredytacje, o które ubiegają się najlepsze wyższe szkoły biznesu na świecie: tzw. trzy korony EQUIS, AACSB, AMBA, które posiada tylko 100 uczelni biznesowych. Od 2009 roku regularnie pojawia się w światowych rankingach edukacyjnych dziennika Financial Times zarówno w rankingach studiów magisterskich z zarządzania, z finansów, programów Executive MBA i europejskich uczelni biznesowych. W rankingach Perspektyw ALK 21 razy zajęła pierwsze miejsce wśród uczelni niepublicznych, a w 2020 roku wśród wszystkich polskich uczelni znalazła się na 15 miejscu.

 

Plan na „po”

Profesor Koźmiński od 2011 roku pozostawiał codzienne kierowanie akademią swoim młodszym współpracownikom. Obecnie zajmuje się pracą naukową.

- W ALK jestem na pozycji doradczej i zajmuję się przede wszystkim swoimi własnymi badaniami empirycznymi, a konkretnie trzema tematami, Pierwszy dotyczy Wskaźnika Zrównoważonego Rozwoju (BDI) europejskich krajów OECD, który pozwolił nam zorientować się, że zasadnicze znaczenie w kształtowaniu polityki społeczno-gospodarczej mają emocje, a nie racjonalność. 

Drugi temat dotyczy problematyki przywództwa.

- Robimy badania w Chinach, Niemczech, Stanach Zjednoczonych, Portugalii i w paru innych krajach. Zobaczymy, w jakiej mierze przywódcy są ograniczeni przez różnego rodzaju problemy i jak sobie z tym radzą. W tej chwili jestem wyłącznie zaangażowany w interdyscyplinarne projekty, ponieważ uważam, że tylko one mają przyszłość.

Wracam także do tematu wyobraźni ekonomicznej społeczeństwa, czyli sposobu, w jaki ludzie postrzegają gospodarkę i obowiązujące w niej prawa. To suma wyobrażeń, opinii, nadziei, lęków charakteryzujących różne grupy społeczne w myśleniu o gospodarce, takie swoiste okulary, za pomocą których ludzie dokonują oceny sytuacji ekonomicznej kraju..

Jest sporo do zrozumienia

Nie chodzi tylko o twórczo spędzany czas, ale o szukanie odpowiedzi na wyzwania, jakie stwarzają nasze czasy. Wyzwania, które uważnemu, w miarę fachowemu obserwatorowi, który jest w stanie nawiązać współpracę z innymi, nie powinny dawać spokoju – podkreśla profesor.

Dlatego potrzebna jest edukacja – uzasadnia profesor – aby społeczeństwa potrafiły sprostać przemianom, które w nich zachodzą. I teraz, jeżeli chcemy, żeby społeczeństwo rozwijało się, funkcjonowało w sposób w miarę pożądany, taki, który wydaje się odpowiedni dla świata, trzeba ludzi edukować. Powstaje pytanie, jaki rodzaj edukacji jest w stanie ten niezadawalający stan rzeczy zmienić, czy edukacja szkolna, czy działania przez media. To wszystko razem sprawia, że naprawdę nie bardzo widać drogę, która prowadziłaby do „oświecenia”. Jest sporo do zrozumienia, bo większości tych zachowań naprawdę nie rozumiemy.

- Mamy do „przerobienia” zupełnie nowy kształt społeczeństwa, coś, czego do tej pory nie było. Musimy sobie z tym jakoś poradzić. I dlatego warto angażować się w takie projekty. ponieważ  obowiązkiem intelektualistów jest prezentowanie na forum publicznym ostrzegawczych prognoz i refleksji nad procesami, których dynamika przyśpiesza, jak narastająca w skali globalnej fala nacjonalizmów. Ale to praca na lata – zastrzega profesor – a pandemia podziałała w tym wszystkim jak akcelerator, przyspieszyła te procesy, które można była zaobserwować już wcześniej. W związku z tym mam nadzieję, a nawet pewność, że nie będę się nudził w tym czasie, który mi pozostał.

Wyzwania na JUŻ

Profesor Koźmiński od kilku lat zapowiadał, że szkoły wyższe czekają trudne czasy, na które nakłada się od roku radykalna zmianą formuły kształcenia.

- Uważam, że transformacja cyfrowa, która jest nieunikniona, i która została bardzo przyspieszona przez pandemię, stwarza zarówno szansę, jak i kolosalne zagrożenie. Zagrożenie polega na tym, że produkty, które wytwarzają uczelnie, podobnie jak produkty, które wytwarza prasa, media, zostaną przejęte przez giganty cyfrowe, pakowane w pakiety i sprzedawane w świecie, przeważnie bez wynagradzania tych, którzy dany produkt wytwarzają – odpowiada. - Jak wiemy, do tej pory jedynie media australijskie zdołały się temu „postawić”, ze skutkiem kompromisu. Zobaczymy, co będzie dalej, ale dla uczelni to jest ogromne zagrożenie, ponieważ oznacza całkowitą marginalizację. Uczelnia musi tworzyć ten wyjątkowy, swoisty klimat, który wynika ze stacjonarnego trybu nauczania, z osobistych kontaktów, z możliwości nawiązywania sieci, z rozwoju osobistego, który jest udziałem studentów czy uczestników szkoleń, w zespołach. To wszystko musimy kultywować, a równocześnie nie możemy odwracać się od transformacji cyfrowej. Znaleźliśmy się w niesłychanie trudnym momencie, który wymaga aktywnego i „przytomnego” zarządzania uczelnią.

Trzeba także wziąć pod uwagę to, że zmienia się struktura popytu na usługi edukacyjne. W coraz większym stopniu ludzie poszukują konkretnych umiejętności, a w coraz mniejszym – dyplomu. W tej chwili czołowe firmy technologiczne nie wymagają od osób ubiegających się w nich o pracę dyplomów, wymagają umiejętności, predyspozycji, doświadczeń, które niekoniecznie muszą być poparte dyplomami. To zmienia nieco optykę, ludzie zaczynają swój proces edukacyjny, w gruncie rzeczy rozłożony na całe życie, od poszczególnych modułów, w których mieszczą się konkretne pakiety umiejętności i niekonieczne znajduje to swoje odzwierciedlenie w czysto biurokratycznych, przestarzałych formach.

O polskiej nauce

- Powiedzmy sobie szczerze – na skutek zawirowań historycznych nasza pozycja w nauce światowej jest teraz niższa w porównaniu z tym, co było w latach 60., nawet 70. XX wieku. I to mnie boli.

Jak wymienia, składa się na to wiele czynników, m.in. olbrzymia machina produkcji naukowej, w której my nie znajdujemy się dostatecznie dobrze. Także to, że nie zdołaliśmy wejść do najbardziej liczących się sieci współpracy naukowej, że przeżywaliśmy wstrząsy, które w nauce są zawsze szkodliwe. - Takim wielkim wstrząsem, który przyniósł Polsce straty, według mnie porównywalne z wojennymi, był 1968 rok, kiedy z Polski wyjechała ogromna grupa naukowców, a którzy w przyszłości mogli naukę polską podciągnąć do góry. Poza tym odbiło się to negatywnie na marce, obrazie Polski, jako kraju nauki. Później był okres lat 80., wspaniały okres Solidarności, ale nie był to okres rozkwitu nauki. Krótko mówiąc – na skutek tych wszystkich wstrząsów i tego, że zmieniły się mechanizmy pracy naukowej na świecie, nie zdołaliśmy znaleźć takiego miejsca, jakie zajmowali Ossowski, Kalecki czy Lange. Czy to się uda odrobić? Być może z czasem tak, ale nasza pozycja w światowych rankingach edukacyjnych i naukowych mniej więcej odpowiada naszej pozycji w rankingach rozwoju społeczno-ekonomicznego. Musimy zrobić poważny krok do przodu, żeby pociągnąć za tym naukę.

- Polskie elity rządzące, poczynając od przedwojnia, a kończąc na dzisiejszych, poprzez okres PRL-u, nigdy nie uważały nauki za „klucz do dobrobytu”. Naukę uważa się za taki sobie ozdobnik, a edukację wyższą, za formę socjalnej konsumpcji zbiorowej, która jest dostępna dla mniejszej, czy większej grupy ludzi, ale nie jest uważna za motor rozwoju. Reforma Gowina, którą per saldo oceniam pozytywnie, ma na celu dogonienie standardów szkolnictwa wyższego i nauki na świecie, trochę szybsze zamknięcie tej luki. Czy to się uda zrobić? Trudno powiedzieć, ale na razie szkolnictwo wyższe i nauka są na marginesie, i w dodatku instrumentalnie używane w różnych, groteskowych, politycznych rozgrywkach.

Życzymy Panu Profesorowi wielu satysfakcji w kreśleniu scenariuszy przyszłości gospodarczej świata oraz czasu i możliwości na kultywowanie swoich pasji.

LIDIA JASTRZĘBSKA

Wywiad z prof. Andrzejem Koźmińskim .pdf


Prof. dr hab. Andrzej K. Koźmiński (ur. 1 04 1941 r.), współtwórca i pierwszy rektor Akademii Leona Koźmińskiego (w latach 1993-2011), obecnie Honorowy Prezydent, Vice Przewodniczący Rady Powierniczej, Dyrektor Centrum Interdyscyplinarnego Akademii Leona Koźmińskiego. Ekonomista i socjolog specjalizujący się w problematyce zarządzania i transformacji ustrojowej. Członek PAN i wielu krajowych i zagranicznych towarzystw naukowych. Doktor honoris causa Uniwersytetu Szczecińskiego (2015) i ESCP Europe Business School (2017). Autor licznych publikacji i artykułów naukowych (współczynnik Hirsha  H – 31).

 

 

 

 

 

© 2019 Perspektywy.pl    O nas | Patronaty | Polityka Prywatności | Znak jakości | Reklama | Kontakt