„Złudzenia pedagogiki? Edukacja w dobie upadku dialogu” to tytuł sympozjum, które odbyło się 20 kwietnia w Sali Senatu Uniwersytetu Warszawskiego z inicjatywy dziekana Wydziału Pedagogicznego UW prof. Rafała Godonia. Wprowadzenia dokonał prof. Lech Witkowski. Wykład prof. Witkowskiego zatytułowany „Pora na bunt pedagogiczny i edukację wybuchową po spotkaniu z myślą Whiteheada" nadał ton całej dyskusji i skłonił do refleksji nad kondycją współczesnej edukacji.
Dwoistość rutyny
Słowo „rutyna” ma dziś prawie wyłącznie negatywne konotacje, jako zaprzeczenie innowacyjności, otwarcia. A jednak dobra rutyna potrafi być zbawienna – kiedy? Odpowiedź na to pytanie znajdujemy np. u A. N. Whiteheada, o czym pisałem szerzej w monografii poświęconej jego wizji naszego funkcjonowania w świecie[1]. Jedną z najbardziej paradoksalnych myśli tego filozofa jest teza, iż ”Cywilizacja rozwija się poprzez zwiększanie liczby ważnych operacji, które możemy wykonywać bez zastanawiania się nad nimi. Perspektywa ta zaprzecza bezkrytycznej afirmacji refleksyjności jako niezbędnej w każdych warunkach. Jak się okazuje, także absolutyzacja bezrefleksyjności prowadzi prostą drogą do złej rutyny, niezdolnej do radzenia sobie w momentach „kryzysowych”.
Zła rutyna
Wiąże się to z paradoksem polegającym na tym, że czasem dla jakości naszego działania niezbędna jest pewna doza bezrefleksyjnego automatyzmu, wyćwiczenia, sprawności, w tym pewności konkretnych gestów i zachowań. To jest jednocześnie dysponowanie takim zapleczem doświadczenia, które niesie ze sobą umożliwienie skupienia refleksji na poziomie złożoności wymagającej określenia się w przestrzeni nieredukowalnej złożoności, w tym dylematów i niepewności. Zła rutyna o tym wymogu adekwatnego skupienia refleksji zapomina, sugerując, że wszystko jest kwestią techniki i metodyki, czy szerzej algorytmów i procedur, nie rozpoznających groźby błędu etycznego czy zaślepienia na niezamierzone efekty uboczne.
Nie chodzi więc w pozytywnie rozumianej rutynie o pełną bezmyślność działania, ale o nakierowanie owej „myślności” – w tym aktywnej przemyślności i z czujnością wyczuloną na odpowiedzialność – na wymiar, który domaga się refleksyjności z natury rzeczy jako czujności w momentach decydujących w sposób nieodwracalny, bez możliwości korygowania nieprzewidzianego błędu. Rutyna w dobrym sensie zatem chroni refleksyjność dla zasadniczych składników procesu decyzji, uwzględniających czynniki pozostające poza naszą kontrolą i wymagające wzięcia ich pod uwagę poza schematami, nawykami czy elementami z góry przesądzającymi o ograniczeniach naszej relacji z adresatami obecnymi w polu naszego działania.
Samograj zwalniający z myślenia
Zła rutyna trzyma się sztywno od góry narzuconych procedur, absolutyzując je jako samograje zwalniające z myślenia, zamiast uznania, że pozostaje jednak zawsze konieczność dopuszczenia nieadekwatności sytuacyjnej typowych zachowań w warunkach nagłej komplikacji czy zwrotu sytuacji. Rutyna widziana jako sprawność techniczna nie może dominować tam, gdzie musimy uwzględniać ryzyko błędu, mierzyć się z napięciami w strukturze czynników czy orientować się na działanie w ramach puli możliwości wyboru wymagającej szacowania szans na uzyskanie pożądanego efektu, w tym także działania przezwyciężającego normatywną presję konwencji. Pojawić się może bowiem wymóg działania „postkonwencjonalnego”, jak opisuje to między innymi Jūrgen Habermas za psychologią rozwojową Lawrence’a Kohlberga.
Zła rutyna nie uwzględnia złożoności, indywidualnej specyfiki, stopnia niepewności, a nawet oporu, który trzeba brać pod uwagę. Zła rutyna zapomina o odpowiedzialności etycznej i redukuje złożoność sytuacji do własnych jednostronnych skłonności i iluzji ich jednoznacznego waloru. Zła rutyna wyklucza innowacyjność, dobra rutyna oswojona jest z koniecznością czujnego otwarcia na nią w sytuacji nieprzewidzianych nagłych elementów kryzysu. Dobra rutyna powstaje wręcz w warunkach ćwiczenia sytuacji kryzysowych, wymagając ich technicznej symulacji.
W horyzoncie działań edukacyjnych, w tym samokształceniowych, niezbędna jest dobra rutyna w zakresie czytania tekstów czy słuchania wykładów i robienia notatek. Chodzi o zwiększanie pewnymi „chwytami” sprawności umysłowej w zakresie rozumienia, rozpoznawania istoty, chwytania treści zasługujących na porównania czy krytycyzm ich kontekstualizacji. Dobra rutyna wyczulona jest na paradoksy i napięcia, pozostawiając działaniu chłonność na nowe rozwiązania i środki wyrazu; pozostaje otwarta na inicjatywę w zakresie nowatorstwa w podejściu do sytuacji problemowej. Zła rutyna nastawia się na jednostronne egzekwowanie odtwórczości, nie rozpoznającej szkodliwego nadmiaru sztywności i pedanterii w postępowaniu, oraz przeszkody poznawczej w postaci nadmiaru uwzględniania szczegółów zamiast ogarniania struktury i relacji oraz znaczenia i rangi zaskakujących innowacyjnych idei i postulatów. Daje tu o sobie znać aspekt „przygody” jak i „przygodności” w rozpoznawaniu napięcia między owocną dyscypliną a śmiałością wyobraźni.
Cóż mi po kimś, kto myśli tak samo jak ja?
Ta maksyma Bachtina powinna nam chyba przyświecać w każdym obszarze naszej aktywności. A jednak tak łatwo dajemy się „przekonać”, tak łatwo wierzymy oszustom, wszelkiej maści szarlatanom, a także… politykom (nawet jeśli deklarujemy brak zaufania do nich). Brakuje nam krytycyzmu? Jesteśmy zbyt leniwi? Co zrobić, żeby to zmienić?
Aktualna sytuacja w zakresie komunikacji społecznej osiągnęła poziom katastrofalny jeśli chodzi o fałsz, manipulację, pozory, uzurpacje, przemoc, oszustwo, resentyment, hejt, cynizm, gadaninę,… listę można ciągnąć. Edukacja często staje się rytuałem procedur i sztucznych kryteriów, testujących i wręcz egzekwujących wpisanie w program oddziaływania, a nie osiągnięcie poziomu ciekawości, niezależności, odwagi cywilnej, głodu wiedzy, gotowości do wysiłku stawania się i przebudzenia kulturowego. Wydaje się to wręcz równią pochyłą bez szans na odwrócenie trendów umacnianych przez nieodpowiedzialność narracji wykorzystującej AI i fora społecznościowe o dużej dozie anonimowości i bezkarności w stosowaniu przemocy, w stygmatyzowaniu inności, w groźbach wybuchu kolejnej rozpasanej nikczemności. Czy jest szansa na uniknięcie momentu bezpowrotnie degradującego świat społeczny i szanse kolejnych pokoleń do stanu, gdzie ludobójstwo będzie znowu rozpasane?
Edukacja sprzyjająca empatii i gotowości do dialogu
Kluczem wyjściowym jest skupienie się na otwieraniu przestrzeni empatii i troski, życzliwości i przyjaźni, samorealizacji i rozwoju zaczynając od małych dzieci, już w przedszkolach. Każde dziecko ma w sobie wewnętrznego geniusza (Hegel), bywa uśpionego, pozbawionego szans na rozkwit czy choćby manifestację. Degradacja dzieci to nie tylko niszczenie ich przyszłości, ale samobójcza praktyka całych społeczeństw. Szczęśliwe dzieci, otwarte na nowe doświadczenia, oswajane z wielkim zróżnicowaniem świata jako bogactwem, uczące się podawania sobie ręki i wymiany uścisków w zabawie, w trosce, żeby nie krzywdzić, to warunek tego aby nie rosły nieprzejednane hordy tępych, zatwardziałych, zaślepionych, pozbawionych skrupułów osiłków czy nawiedzonych fanatyków, histerycznie atakujących innych na podstawie uprzedzeń, stereotypów czy eskalowanych wrogości.
Kolejny warunek to tworzenie przestrzeni edukacji sprzyjającej gotowości do dialogu i dociekliwości poznawczej, łącznie ze śmiałością zadawania pytań, odwagi samodzielnego myślenia, sięgania po doświadczenia rozsadzające ramy przyzwolenia, zamykające w wąskich ścieżkach posłuchu i wtórowania, naśladowania i odtwarzania. Niezbędny jest twórczy ferment duchowy, życzliwie wprowadzający otwarcie na inne warianty socjalizacji, zawsze funkcjonującej w trybie wiru redukcji złożoności kulturowej świata, przywiązującego do danego miejsca. Świat w swojej różnorodności nie da się podporządkować jednej sztywnej normie narzucanej z fanatyczną wyższością.
Upominać się o siebie
Wreszcie w grę wchodzi warunek edukacyjnego upełnomocnienia do upominania się o siebie, aby posłuszny uczeń nie przeradzał się w potulnego obywatela, pracownika zredukowanego do ogniwa w systemie, czy żołnierza karnie maszerującego w nienawistnym marszu pełnym pogardy dla mniejszości, słabszych czy oskarżanych o patologię samego oczekiwania poszanowania i prawa do istnienia. Nie może tu dominować poczucie zagrożenia, niepewności z jednej strony, a wyższości dającej iluzoryczne prawo do niszczenia innych z drugiej.
Fale fundamentalizmu, nacjonalizmu czy populizmu w nastawieniach elektoratów różnych maści, dających się nakręcać, podjudzać, eskalować są nadal nieuchronne zapewne, choć tym bardziej wymagają przeciwdziałania w sferze edukacyjnej, wymagającego nowych rozwiązań instytucjonalnych. Trzeba także znaleźć sposób na zmianę warunków życia całych społeczeństw i ich rosnących pokoleń, aby rozpacz i determinacja nie przekształcały się na fale emigracji, wykorzystywane do przemytu ludzi pozbawionych szans i rodzących poczucie zagrożenia jak i uosabiających rozpaczliwą walkę o przetrwanie.
Nie jesteśmy wioską, w której „nasza chata z kraja”, dając komfort obojętności na to, co dzieje się z innymi. Staliśmy się światem globalnym, w którym rozwiązania nie mogą być tylko lokalne. Wymagają nowego sposoby myślenia i poczucia odpowiedzialności za przyszłość, która nieustannie wkracza nowymi zagrożeniami i wyzwaniami, jakich nie daje się przewidzieć. Brak krytycyzmu, lenistwo myślowe czy naiwność i zapiekłość – to wszystko staje się znamieniem postawy samobójczej całych pokoleń i społeczeństw. Lecz ludzi dobrej woli jest więcej… jak śpiewał Czesław Niemen, zbuntowany na ten dziwny świat.
Prof. Lech Witkowski
[1] Lech Witkowski, Whitehead. Naddania i (w)zrosty dla humanistyki i edukacji, Wydawnictwo „Universitas”, Kraków 2024.


