REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


Rozmowa z Przemkiem Wojcieszkiem, scenarzystą, reżyserem filmowym i teatralnym.

wojcieszek m1– 14 lat temu student polonistyki – Przemek Wojcieszek – pisze scenariusz Poniedziałku. Rok później kręci Zabij ich wszystkich według własnego tekstu. Skąd się wziąłeś w kinie, bo przecież nie ze studiów?

– Dość szybko zorientowałem się, że polonistyka w Krakowie przygotuje mnie przede wszystkim do zawodu nauczyciela, co mnie przerażało. W Krakowie jednak mogłem oglądać wtedy awangardowe kino i poznać nowoczesny teatr, chodziłem więc nałogowo do kin studyjnych i skończyło się to tak, że po pierwszym semestrze rzuciłem studia i zacząłem pisać scenariusze filmowe.

– Od kogo, czy skąd uczyłeś się reżyserii, pisania scenariusza?

– Oglądałem dużo filmów, wybierając różnorodny repertuar, nie tylko komercyjny. Nie było wtedy powszechnego dostępu do internetu, więc filmy zdobywałem dzięki życzliwości ludzi. Z drugiej strony: dzieła Godarda czy Truffaut można było sobie nagrać z telewizji – a w to dziś trudno uwierzyć. Erudycja filmowa jest dla mnie ważniejsza niż lekcje pisania scenariuszy.

– Przez te kilkanaście lat nakręciłeś w sumie sześć filmów, odnajdujesz w tych historiach jakiś wspólny mianownik?

– Może podobny typ bohatera? Każdy z tych filmów jest dla mnie osobistym dziennikiem z czasów, kiedy je kręciłem. Opowiada o moich aspiracjach i marzeniach oraz o moim ówczesnym, często dość naiwnym, wyobrażeniu o świecie. Zresztą, dzisiaj to właśnie niedojrzałość najbardziej mnie w nich cieszy.

– Ile masz teraz wspólnego ze swoimi bohaterami?

– Po kilkuletniej przygodzie w teatrze wróciłem do kina i już nie interesuje mnie realizm. Życiowe perypetie dwudziesto- czy trzydziestolatków są mi obojętne. Biogramy bohaterów moich filmów nie mają więc znaczenia. W moim ostatnim filmie – Sekret – całkowicie je zresztą wycięliśmy. Główna bohaterka nie ma nawet imienia.

wojcieszek m2– Co jeszcze możesz powiedzieć o Sekrecie?

– To opowieść czy też anty-opowieść o chłopaku, performerze drag queen, który dowiaduje się, że jego dziadek zamordował rodzinę żydowską pod koniec ostatniej wojny. Film jest eksperymentem formalnym i narracyjnym, jest surowy i bardzo szybki. Chciałem zrealizować Sekret po pierwsze, żeby poruszyć temat, który jest wciąż tabu, a także na przekór wszystkim: scenariusz tego filmu został odrzucony przez wszystkie instytucje filmowe w Polsce. Na szczęście w produkcję włączyło się Stowarzyszenie Nowe Horyzonty, które zostało koproducentem filmu. Dzięki temu nie musiałem zastawiać mieszkania.

– Wszystkie ciężkie tematy w jednym Sekrecie, nie bałeś się, że to za dużo i zaczniesz oscylować niebezpiecznie blisko groteski?

– Tak się może wydawać: jest Holocaust, drag queen, dużo cytatów z Madonny, bohaterowie nie mizdrzą się do widza i nie próbują być sympatyczni. Film jest bardzo formalny i konfrontacyjny. To dobrze, bo to właśnie tanie i offowe kino powinno być konfrontacyjne. Nie jestem od tego, żeby się podobać, ale żeby robić ważne filmy na ważne tematy, w najbardziej oryginalny sposób na jaki mnie stać.

– Jak wyglądała organizacja produkcji tego filmu?

– Film nakręciliśmy aparatami Canona: 5D i 7D, w pełnym HD. Jest bardzo kolorowo, a jednocześnie sterylnie. Niesamowite, że film kręcony lustrzanką cyfrową kwalifikuje się na tak duży festiwal filmowy jak Berlinale. To ogromny przełom w kinie i w produkcji filmowej. Skala produkcji w kinie offowym jest zawsze wypadkową ilości posiadanych pieniędzy, zdolności organizacyjnych i planowanego efektu. Jeśli porównałbym moje ekipy, tę od Zabij ich wszystkich, oraz tę z Sekretu – to okazałoby się, że były bardzo podobne, różnica polega na tym, że unowocześniły się narzędzia. Zabij ich wszystkich jest jeszcze prymitywne, Sekret to już w pełni profesjonalny film.

– Co jest najważniejsze w produkcji offowej?

– Na szczęście pieniądze nie są już w kinie wielkim problemem. Najważniejsze to wiedzieć, czego się chce, mieć klarowną wizję i zbudować wokół niej skuteczny kolektyw. Jest też jednak tak, że młody twórca w Polsce musi wybierać – czy pozostać artystą lokalnym, czy też walczyć o widza o innej wrażliwości, otwartego na eksperyment. Nie jest to łatwa sytuacja, bo wiążą się z nią braki w finansowaniu w Polsce odważnych projektów.

– A można w ogóle żyć tylko z kina offowego, nie zastawiając mieszkania, żeby sfinansować produkcję?

– Jeżeli chcesz odnieść sukces, musisz założyć, że robisz tylko kino – tę jedną rzecz i choćby nie wiem, co się działo, musisz być konsekwentny. Na światowych festiwalach jest mnóstwo twórców, dla których kino jest kwestią życia i śmierci, nie dorabiają w serialach. Mam wrażenie, że na świecie bardzo się docenia taki radykalizm, bo on jest wiarygodny. Tacy artyści to zwykle ludzie bardzo młodzi – idą na całość. My nie mieliśmy kasy, kiedy zaczynaliśmy Sekret, ale im dalej posuwała się produkcja, tym więcej ludzi chciało pomagać.

– Są jakieś projekty, które porzuciłeś?

– Tak, jest taki jeden, choć projekt, nad którym teraz pracuję, to jego mutacja, więc nie mogę powiedzieć, że całkiem trafił na półkę. Mam wiele niezrealizowanych pomysłów, ale to normalne. Kiedy piszesz tekst, w powietrzu pojawiają się dziesiątki, wydawałoby się, lepszych pomysłów, ale nie wolno za nimi gonić. Trzeba doprowadzać rzeczy do końca i potem brać się za następne, zazwyczaj zupełnie nowe i inne.

– Jakie cechy mają filmy, które cię inspirują?

– Film musi być innowacyjny, a więc przemawiać autorskim, oryginalnym językiem, dla mnie to jest w tej chwili najważniejsze. Musi być też nowoczesny, czyli świadomie korzystać z narzędzi jakie przyniosła rewolucja cyfrowa. Nie potrafię już oglądać filmów zrobionych na taśmie, ekscytuje mnie za to wykorzystanie np. lustrzanek, bo to daje pole do eksperymentu. Film musi być też dziełem intelektualnym, zmuszać do myślenia.

– O czym jest projekt, który teraz rozwijasz?

– Napisałem już draft scenariusza pt. Jak całkowicie zniknąć: w Berlinie spotykają się dwie dziewczyny i spędzają ze sobą w tym mieście jedną noc. To rwana, impresyjna opowieść, teraz zbieram recenzje od potencjalnych koproducentów i pewnie za chwilę będę wiedział, ile mam na to pieniędzy. To mały projekt, pewnie nakręcę go jesienią.

– Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Marta Syrwid


Przemek Wojcieszek (1974) – studiował polonistykę na UJ i zaocznie dziennikarstwo na Uniwersytecie Wrocławskim; debiutował jako scenarzysta i reżyser w wieku 25 lat. Nakręcił takie filmy, jak Głośniej od bomb (nagroda publiczności na festiwalu Debiuty polskie 2001), nagradzane na FPFF w Gdyni W dół kolorowym wozem i Doskonałe popołudnie (2005). Jego najnowszy film Sekret miał premierę na tegorocznym Berlinale. Wiele nagród otrzymał za reżyserię autorskiego przedstawienia Made in Poland; sztuka została okrzyknięta wydarzeniem roku 2005, a film zrealizowany na jej podstawie zdobył główną nagrodę konkursu Nowe Filmy Polskie na festiwalu Era Nowe Horyzonty (2010). W teatrze reżyserował m.in. sztukę Doroty Masłowskiej Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku (TR Warszawa). Autor teledysku do piosenki Pustek Lugola. Laureat Paszportu Polityki (2005).