REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


W mediach coraz częściej pojawiają się informacje o tym, że kraje europejskie szykują się na „powrót do normalności”. Do powrotu do „nowej normalności" przygotowuje się także nasz kraj, który nakreślił „plan łagodzenia restrykcji”.  Powrót do normalności, to z jednej strony poluzowanie obecnie obowiązujących ograniczeń, z drugiej zaś to opracowanie i wdrożenie nowych procedur oraz rozwiązań organizacyjnych i prawnych. Celem nadrzędnym, co oczywiste, jest „uwolnienie gospodarki” – straty związane z ograniczeniem naszej aktywności liczone są już w dziesiątkach miliardów złotych tygodniowo.
 
W krajach dotkniętych pandemią uniwersytety zrezygnowały z bezpośredniego nauczania i przeszły na zdalny system pracy. Próbujemy zdalnie prowadzić kształcenie studentów i doktorantów, zdalnie pracujemy też w naszych biurach. Wprowadzając „pandemic plans”, uniwersytety starają się z jednej strony zapewnić bezpieczeństwo, z drugiej zaś „pewną stabilność” studentom, doktorantom i pracownikom.

Portal PLOS One (czasopismo naukowe wydawane przez Public Library of Science na zasadach otwartego dostępu) przeprowadził badanie ankietowe wśród autorów publikujących na jego łamach. Pytanie brzmiało: „W jaki sposób na naszą społeczność autorów wpłynęła pandemia COVID-19?” Zaledwie 7,2% respondentów odpowiedziało: „Moje laboratorium jest otwarte i działa normalnie”. Natomiast największy odsetek odpowiedzi - 36,6% - to stwierdzenie „Moje laboratorium jest zamknięte dla wszystkich (oprócz niezbędnych działań), ale mogę kontynuować badania zdalnie”. 18,8% respondentów odpowiedziało: „Musiałem odłożyć lub anulować prace”. Pojawiły się jeszcze dwie kategorie odpowiedzi - 4,3% badanych stwierdziło: „Moje badania są bezpośrednio związane z epidemią i faktycznie ją badam”, natomiast 6,9% respondentów udzieliło odpowiedzi: „Robię sobie przerwę od badań, aby nadać priorytet osobistym obowiązkom, takim jak opieka nad bliską osobą lub edukacja moich dzieci”.

Prowadzenie badań w tych czasach nie jest więc łatwe. Zamknięcie laboratoriów i wynikające z tego ograniczenie badań (research shutdown) doskwiera naukom eksperymentalnym, zamknięcie bibliotek i ograniczenie dostępu do publikacji naukowych doskwiera wszystkim naukowcom. Do tego dochodzi brak międzynarodowej mobilności. W bardzo trudnej sytuacji są doktoranci, szczególnie ci kończący studia doktoranckie.
 
Dlatego coraz częściej pojawiają się pytania o „powrót do normalności” na uniwersytetach oraz czy i jak przewidywany kryzys gospodarczy wpłynie na nasze funkcjonowanie, zarówno w bliższej jak i dalszej przyszłości. Pesymistyczny charakter tej debaty wzmagają tytuły w światowych mediach: „1,3 miliarda uczniów na całym świecie nie może uczęszczać do szkoły ani na uniwersytet ze względu na środki powstrzymujące rozprzestrzenianie się COVID-19”, „Pandemia wywrze ogromny wpływ na edukację globalną” czy „Jesteśmy na krawędzi przepaści: jak pandemia może zniszczyć marzenia o studiach”.

Ekonomiści przewidują, że to właśnie uniwersytety będą musiały w sposób szczególny poradzić sobie z szeregiem nowych wyzwań. Jak twierdzą - „prawdziwe niebezpieczeństwo może czaić się w przypadku długotrwałej epidemii, ponieważ szkolnictwo wyższe nie jest przygotowane do radzenia sobie z takim kryzysem”.

W czasopiśmie „The Boston Globe” ukazał się 13 kwietnia artykuł zatytułowany „Harvard announces hiring and salary freezes, president and top leaders take a 25 percent pay cut”. Czytamy w nim, że „Harvard, podobnie jak inne uniwersytety na całym świecie, nie zostanie oszczędzony ekonomicznym konsekwencjom pandemii”. I dalej: „Zdajemy sobie sprawę z napięć i zakłóceń spowodowanych przez COVID-19 dla każdego członka naszej społeczności. /…/ Jesteśmy jednak przekonani, że wspólnie jako społeczność dostosujemy się do nowych wyzwań w miarę ich pojawiania się.” W konkluzji stwierdza się, że „Uniwersytet Harvarda zamrozi wzrost pensji, zrezygnuje z nowych zatrudnień, anuluje dodatki uznaniowe, opóźni niektóre projekty inwestycyjne oraz obniży wynagrodzenie osób zajmujących najwyższe stanowiska administracyjne, gdyż zmaga się z efektami finansowymi COVID-19.
To są działania bardzo radykalne, ale uzasadnia je zarówno sytuacja epidemiczna w Stanach Zjednoczonych, jak i specyfika tego uniwersytetu.”
 
W Polsce prognozy liczby zakażeń zaczynają się powoli „wypłaszczać”, jest plan łagodzenia restrykcji, może jest to więc właściwy moment, aby, przede wszystkim na poziomie ogólnopolskim, rozpocząć dyskusję, ale przede wszystkim podjąć działania, które pozwolą uczelniom, w sposób najmniej bolesny, wrócić do „nowej normalności”. 


Prof. Ryszard Naskręcki jest prorektorem Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Kieruje Szkołą Doktorską UAM. Absolwent fizyki ze specjalnością fizyka doświadczalna. Kierował zespołem, który przygotował zwycięski wniosek UAM w konkursie „Inicjatywa Doskonałości – Uczelnia Badawcza”.