REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


Z prof. Tonym Chanem, prezydentem Hong Kong University for Science and Technology rozmawia Bianka Siwińska.

– Panie Profesorze, Pana uczelnia, założona zaledwie w 1991 roku, jest obecnie jedną z najlepszych w Azji i na świecie. Według rankingu QS macie 40. miejsce na świecie, 5. w Azji i 1 w światowym rankingu młodych uczelni (istniejących mniej niż 50 lat). Podobnie w rankingu THE: 51. miejsce na świecie i 4 w rankingu THE Under 50. Równie znakomita pozycja w Rankingu Szanghajskim (252-300) oraz 39 w grupie Engineering. Do tego 14. miejsce na świecie w prestiżowym Global MBA Ranking publikowanym przez „Financial Times”. Rankingi stają się naszym kompasem w zawiłej rzeczywistości globalnej jakości akademickiej. Jak ważne są dla Pana tego typu zestawienia?

– Bardzo ważne. Są one bardzo wygodnym, nawet jeżeli czasem niewystarczająco precyzyjnym, narzędziem kalibracji. Są też nieocenioną pomocą przy nawiązywaniu współpracy międzynarodowej. Gdy przyjeżdżamy na przykład na Uniwersytet Warszawski, czy Politechnikę Warszawską – a nie znamy się nawzajem – ranking daje nam przynajmniej ogólne pojęcie, z kim mamy do czynienia. Na HKUST często patrzymy w rankingi: globalne i narodowe. Jednak nie kierujemy się nimi ślepo przy zarządzaniu uczelnią. Nie ustalamy sobie celów na zasadzie, że w tym roku musimy iść o pięć miejsc do góry w którymś z zestawień. Mówimy naszej kadrze naukowej, że ich obowiązkiem jest robić jak najlepsze badania i jak najlepiej nauczać. Wynik rankingowy jest efektem ubocznym tego procesu.

– Jaka jest Pana recepta na doskonały uniwersytet?

– W takiej recepturze musi współgrać wiele czynników. Na pewno jednym z nich, bardzo podstawowym, jest finansowanie. Ważne jest trwałe wsparcie państwa, ale potrzeba też wsparcia z sektora prywatnego – nie tylko od biznesu i przemysłu, ale po prostu z indywidualnych datków. Pieniądze są koniecznym, choć niewystarczającym warunkiem dla rozwoju uczelni o światowej klasie. Uczelnię taką należy również właściwie pozycjonować. Uniwersytet musi być pewną odpowiedzią na zapotrzebowanie czasów.

– Jak to rozumieć?

– HKUST jest najmłodszą uczelnią w Hongkongu. Został założony w 1991 roku. Wiedzieliśmy, że kiedy Chiny otworzą się na Hongkong – a doszło do tego 6 lat później – dużo fabryk i rzemiosła przeniesie się tam. I tak się stało – bardzo zresztą szybko. Hongkong musiał postawić na wiedzę i budowanie kapitału intelektualnego. HKUST zostało pierwszą uczelnią badawczą. Chcieliśmy mieć Massachusetts Institute of Technology (MIT), chcieliśmy mieć Uniwersytet Stanforda – bo tylko w ten sposób mogliśmy stworzyć podwaliny pod nowego Googla czy Appla. A tak właśnie widzieliśmy naszą przyszłość – zamiast szycia ubrań i tanich wersji innych prostych towarów. To była nasza motywacja i inspiracja, na tym zbudowaliśmy nasz uniwersytet.

Inną częścią pozycjonowania jest fakt, że Hongkong cieszy się wyjątkowym statusem w kontekście globalnym. Wielu obywateli Hongkongu to obywatele chińscy. Kulturalnie rozumiemy Azję  – oglądamy filmy koreańskie, japońskie, dogłębnie rozumiemy jej zanurzenie w konfucjanizmie. A jest on równie definiujący, jak chrześcijaństwo dla Zachodu. Jednocześnie jesteśmy bardzo zachodni w swoich dążeniach i aspiracjach. Więc my, siłą rzeczy, pozycjonujemy się w tym wszystkim jako najważniejszy uniwersytet badawczy w Hongkongu, najbardziej otwarty i międzynarodowy. Miejsce, gdzie Wschód spotyka Zachód.

– Czyli nie do końca czujecie się uczelnią chińską?

– Jeśli określilibyśmy się jako uczelnia chińska, nie zaszlibyśmy tak daleko. Gdybyśmy chcieli oprzeć się wyłącznie na wzorcach zachodnich, to również nie stalibyśmy się tym, czym jesteśmy dziś. Bo uczelni wzorowanych na Stanfordzie – mniej lub bardziej udanych – jest na świecie mnóstwo. My jesteśmy świadomi naszej unikatowej pozycji na styku kultur i światów, i to myślenie implementujemy w każdy poziom naszych działań.

– Przykład takiej implementacji?

– Na przykład, kiedy rekrutujemy kadrę badawczą, bierzemy pod uwagę cały świat. Hongkończyków jest tutaj zaledwie 20%. Sporo jest Chińczyków, którzy opuścili Chiny wiele lat temu, zrobili doktoraty na Harvardzie czy Stanfordzie, pracowali tam potem w badaniach lub przemyśle po 15 lat, a teraz wrócili, bo warunki, jakie im oferujemy, są znakomite. I mogą konkurować z tymi oferowanymi przez najlepsze ośrodki na świecie. Inni profesorowie pochodzą z całej reszty świata, znacząca część z USA. Zatrudniamy wyłącznie najlepszych, korzystając z usług profesjonalnych headhunterów. I tak udało nam się „przechwycić” kilku wybitnych badaczy: dziekanów i szefów instytutów z Columbia University w Nowym Jorku, czy z singapurskiego NTU. Oczywiście działa to w obie strony i niektórzy z naszych profesorów są z kolei zatrudniani przez najlepsze uczelnie z Zachodu.

– To znaczy, że strategia otwarcia na świat i inwestowania w jakość przyniosła efekty?

– Kiedy tworzyliśmy ten uniwersytet 30 lat temu, nikt nie wiedział, co stanie się z Chinami – czy upadną? Teraz Chiny są drugą najsilniejszą gospodarką świata. Inwestują mnóstwo w uniwersytety, naukę, innowacje. HKUST jest w świetnej pozycji, aby z tego korzystać. 30 lat temu mogliśmy powiedzieć sobie: będziemy lokalną uczelnią uczącą ludzi na potrzeby Hongkongu. Będziemy zatrudniać miejscowych profesorów i uczyć po chińsku. Wtedy stalibyśmy się częścią systemu Republiki Ludowej i zginęlibyśmy w masie innych uczelni. Teraz mamy własny system, pełną swobodę działania, dostęp do obiegu wymiany myśli i wolność akademicką.

– Na ile ta wolność jest ważna?

– Szalenie. Jest absolutnie konieczna do tworzenia nauki na najwyższym poziomie. My, w przeciwieństwie do wielu chińskich uczelni, nie musimy nikogo pytać o pozwolenie, jeżeli chcemy przyjechać do Polski. Bez wolności nie moglibyśmy pozyskać najlepszych badaczy. Oni po prostu nie pojadą tam, gdzie czują, że nie mogą robić tego, co chcą – z absolutną swobodą. To jest zresztą problem wielu nowych uniwersytetów powstających w ostatnich latach, w ambitnych krajach wiele w nie inwestujących, jak Wietnam czy Kambodża. Obecnie gospodarka lepiej im prosperuje i rządy zaczynają inwestować w rozwój kapitału ludzkiego. Zazwyczaj jednak przy takich inwestycjach system definiuje te uczelnie jako część ministerstwa. A przecież najlepsze uczelnie świata nie należą do rządu. To się po prostu nie sprawdza.

– Na świecie toczy się debata o potrzebie poszerzenia udziału kobiet w nauce i technologii. Czy HKUST podejmuje starania w tym kierunku?

– Wierzymy w tę potrzebę w stu procentach. Zachęcamy naszą kadrę i administrację do zwracania uwagi na potrzeby kobiet. Dążymy do ich szerszego zatrudniania  – wszędzie tam, gdzie jest to możliwe. Tradycyjny wizerunek naukowca w Azji jest mocno zmaskulinizowany. Nasze społeczeństwo nie należy do zbyt progresywnych, ale i tak jesteśmy bardziej postępowi niż Japonia czy Korea w tym względzie. Kobiety stanowią u nas około 40% studentów, a na kierunkach stricte inżynierskich – ok. 20%. To nas nie zadowala, więc robimy dużo, aby zachęcać kobiety do nauki i technologii. Mamy nawet specjalny program WISE (Women in Science and Engineering) – w jego ramach oferujemy naukowe obozy letnie dla uczennic szkół średnich oraz stypendia dla zdolnych studentek zainteresowanych nauką i technologią.

– Jaką ma Pan wizję rozwoju swojej uczelni?

– Nasz wizja jest prosta i precyzyjna. Chcemy być jednym z najlepszych uniwersytetów na świecie. Chcemy być w TOP 20. Nie możemy być Harvardem, bo nie jesteśmy pełnym uniwersytetem: nie mamy szkoły medycznej ani prawa. Nie mamy gigantycznego funduszu inwestycyjnego Harvardu. Nie mamy też na razie Doliny Krzemowej, na której wzrasta symbiotycznie Uniwersytet Stanforda. Naszym najbliższym wzorcem jest MIT. I w tę stronę będziemy iść.

– W oparciu o jakie wartości chcecie budować swoją unikalność?

– Chcemy być zachodnią uczelnią w Chinach – i to czyni nas niezwykłymi. Chcemy, żeby przyjeżdżali do nas najlepsi z całego świata, aby Chińczycy dzięki doświadczeniu studiowania u nas mogli ten świat zrozumieć, budować go i rozwijać. Naszą ambicją jest, aby szefowie wielkich innowacyjnych firm i liderzy polityczni byli naszymi absolwentami, a HKUST stało się sercem przyszłej Doliny Krzemowej. Mamy niepodważalne atuty: dobry system prawny, dostęp do największego rynku na świecie. Mamy dostęp do olbrzymiego zasobu talentów. Mówimy w dwóch globalnych językach – angielskim i mandaryńskim. Hongkong jest potężnym centrum finansowym. Mamy też łatwy dostęp do zasobów, które znajdują się po drugiej stronie granicy politycznej – instytucji badawczych i centrów innowacyjności. To tylko 45 minut od nas. Hongkong odegra olbrzymią rolę w prawdziwej integracji Chin z resztą świata. My będziemy służyć temu procesowi w obszarze nauki i technologii.

– Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę powodzenia w nawiązywaniu kontaktów z polskimi uczelniami.

Prof. Tony Chan jest matematykiem i inżynierem. Doktorat zrobił na informatyce na Uniwersytecie Stanforda. Badania prowadził na Caltech i UCLA, dydaktykę w Yale. W National Science Foundation zarządzał  dyrektoriatem matematyki i nauk fizycznych. Od 2009 jest prezydentem Hong Kong University for Science and Technology.