REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


Dobiegła końca misja Artemis II − pierwszy od ponad pół wieku załogowy lot w okolice Księżyca. Rozmowa z Aleksandrą Rutczyńską, Senior Software Engineer z Niemieckiego Centrum Lotnictwa i Kosmonautyki (Deutsches Zentrum fur Luft und Raumfahrt, DLR), jedną z naukowczyń zaangażowanych w ten projekt. Aleksandra Rutczyńska jest jedną z gościń zaproszonych na największą konferencję dla kobiet (i mężczyzn) w technologiach w Europie, czyli Perspektywy Women in Tech Summit 2026.

Oprogramowała pani cztery detektory, które poleciały wraz z astronautami na orbitę Księżyca w misji Artemis II. Jak to jest być częścią takiego projektu?

To dla mnie duże wydarzenie i muszę przyznać, że od momentu startu rakiety SLS bardzo dużo czasu poświęcałam śledzeniu wszelkich wiadomości na temat tej misji, oglądałam również wszystkie połączenia na żywo z kapsułą, obserwowałam, czym astronauci się zajmują, a nawet bawiłam się w wyszukiwanie na zdjęciach i filmach z kapsuły, udostępnionych w sieci, naszych detektorów. Wysyłam często moje czujniki w kosmos, ale podróż ludzi w stronę Księżyca, po ponad 50-letniej przerwie, rozpala wyobraźnię.

I udało się znaleźć oprogramowane przez panią detektory?

Poza jednym zlokalizowałam wszystkie. Przed misja dostaliśmy z NASA informację, gdzie nasze detektory zostaną zainstalowane, ale mimo wszystko to nie pomogło w odszukaniu tego ostatniego czujnika na zdjęciach. Jeden za to znalazł się na fotografii zatytułowanej „Goodnight Moon”, która obiegła cały świat, wykonanej tuż przed rozpoczęciem okrążania Księżyca przez załogę misji Artemis II.

Do czego służą oprogramowane przez panią czujniki?

Celem naszego eksperymentu jest dokładny pomiar środowiska radiacyjnego (promieniowania) podczas całej misji. Bowiem jeżeli myślimy o eksploracji kosmosu przez człowieka, musimy brać pod uwagę trzy główne czynniki, które nas przed tym powstrzymują: promieniowanie kosmiczne, mikrograwitacja oraz samotność, zamknięcie w małych pomieszczeniach astronautów. Aktualnie największym ograniczeniem jest właśnie promieniowanie kosmiczne. Na Ziemi jesteśmy bardzo dobrze przed nim chronieni: ono do nas dociera, ale tylko w niewielkich dawkach, ponieważ chroni nas przed nim magnetosfera, to dla nas taki bezpieczny „kokon”. Natomiast kiedy wyruszamy w dalekie podróże kosmiczne, tracimy tę ochronę i promieniowanie zaczyna gwałtownie rosnąć, np. w kapsule Orion dawka promieniowania jest około 450 razy wyższa niż ta na Ziemi!

A kiedy detektory już to zbadają…

… będziemy wiedzieli np., jak lepiej projektować statki kosmiczne, które osłony dobrze spełniają swoje funkcje, a które robią to gorzej itp. Dlatego detektory są umieszczane w różnych miejscach kapsuły, byśmy mogli przetestować, jak to promieniowanie rozkłada się w różnych częściach statku i jak to się zmienia w czasie całego lotu. Same czujniki nie pełnią żadnej funkcji ochronnej, ale mogą ostrzegać astronautów przed wysoką aktywnością słoneczną, co pozwala członkom misji lepiej się zabezpieczyć np. przez wejście do specjalnych schronów w kapsule Orion czy na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.

To już kolejny raz, kiedy przygotowywała pani oprogramowanie takich czujników…

Nasz instytut współpracuje z NASA i np. w czasie poprzedniej misji Artemis I również przygotowywaliśmy podobny eksperyment. Tyle że Artemis I była misją bezzałogową. Wtedy wysłaliśmy w kosmos dwa bliźniacze manekiny, z tym że jeden z nich był wyposażony w specjalną kamizelkę, która miała chronić przed promieniowaniem. Oba manekiny były wypełnione tysiącami detektorów: samych detektorów pasywnych było 12 tysięcy, aktywnych - 16 sztuk. Sprawdzaliśmy wtedy, jak dobrą ochronę stanowi taka kamizelka plus prowadziliśmy pomiary wewnątrz statku, by ocenić właśnie, które części statku zapewniają lepszą ochronę przed promieniowaniem w czasie lotu i kiedy to się zmienia w czasie zmian trajektorii lotu. Ale brałam też udział w projektach przeznaczonych na satelity, na niskiej orbicie okołoziemskiej oraz na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.

Artemis II jest już na Ziemi. Teraz kolej na…

… analizę wyników i przygotowania do kolejnych misji.

Jak to się stało, że trafiła pani do tej branży?

Studiowałam na Politechnice Warszawskiej i z wykształcenia jestem elektronikiem ze specjalizacją elektronika i informatyka w medycynie. Ale od zawsze interesowałam się kosmosem, moim marzeniem zawsze był lot w kosmos (przyznam, że brałam udział w rekrutacji do korpusu astronautów Europejskiej Agencji Kosmicznej, ale znalazł się w nim inny Polak, czyli dr Sławosz Uznański-Wiśniewski). Po studiach trafiłam do Narodowego Centrum Badań Jądrowych, które współpracowało ze szwajcarskim instytutem badawczym prowadzącym projekty kosmiczne. Tam zaczęła się moja kosmiczna ścieżka: pierwszy był projekt POLAR. A kiedy pojawiła się szansa przeniesienia się do Szwajcarii i udziału w innych eksperymentach kosmicznych, skorzystałam z niej. I tak zajmuję się tym już 15 lat. Więc mimo że nie spełniam marzenia o locie w kosmos, dzięki udziałowi w różnych eksperymentach kosmicznych czuję, jakbym sama uczestniczyła w różnych misjach pozaziemskich. Natomiast obecna praca będąca z pogranicza elektroniki, fizyki i medycyny kosmicznej jest dokładnie tym, co bardzo mi odpowiada.

Lubi pani tę interdyscyplinarność?

Interdyscyplinarność czyni projekty, w których biorę udział, jeszcze bardziej interesującymi. Ale też trzeba wiedzieć, że interdyscyplinarność jest domeną w zasadzie wszystkich projektów kosmicznych. To totalnie poszerza horyzonty. Przez to moja praca to nie jest tylko siedzenie nad elektroniką, ale poznawanie wielu różnych aspektów z zakresu biologii, fizjologii, psychologii ludzi, konieczność ciągłego uczenia się, bo ta praca wymaga ode mnie, bym zawsze umiała odpowiedzieć na każde pytanie związane właśnie z tymi innymi dyscyplinami, które obejmują nasze projekty.

Z jednej strony nauka rozwija się w coraz szybszym tempie dyktowanym m.in. eksploracją kosmosu, z drugiej mamy wciąż żywe różnego rodzaju teorie spiskowe dowodzące np., że człowiek wcale nie był na Księżycu, dr Sławosz Uznański-Wiśniewski nie był w kosmosie…

… no tak, dowodem na to, miał być słoik musztardy przyklejony rzepem do stołu (śmiech).

Właśnie. W efekcie całe grupy ludzi uznają, że w ogóle cała ta kosmiczna historia to jedna wielka bujda wciskana naiwnym przez… [wstawić dowolne słowo]. Ma pani swoją teorię, skąd takie skrajne opinie?

To duży problem, że niestety wiedza naukowa nigdy nie wygrywa z emocjami i z taką potrzebą nieufności wobec instytucji, z poczuciem głosicieli tych teorii spiskowych, że wiedzą coś więcej. Z jednej strony krążą więc te bajki, mity na różne tematy, a z drugiej chyba jest to poczucie, że postęp naukowy to właśnie „bajka”, która nijak się ma do rzeczywistości. Mnie wciąż zadziwia, jak często spotykam się z takimi opiniami głoszonymi przez ludzi skądinąd wykształconych, których nigdy nie podejrzewałabym o to, że wierzą w teorie spiskowe i prowadzą takie rozmowy „skoro lot na Księżyc jest możliwy, to czemu nie byliśmy tam przez ostatnie 50 lat? a kto w ogóle nakręcił to wyjście Armstronga na Księżyc?” itp. Jedyne, co jako naukowcy i inżynierowie możemy chyba zrobić, to uporczywie tłumaczyć, próbując sprowadzić tych ludzi na dobrą drogę.

Internet nie pomaga…

Właśnie. Wzmacniane są te negatywne przekazy, one lepiej się niosą w sieci, przez co takim ludziom łatwiej odnaleźć grupę „swoich” i umocnić się w swoich przekonaniach.

Instytut, w którym pani pracuje, stara się przeciwdziałać dezinformacji?

Tak. Prowadzimy szereg programów dla dzieci i młodzieży, a na naszym kampusie działa DLR School_lab, czyli specjalnie wydzielona strefa, do której przyjeżdżają całe szkoły i mogą tu przeprowadzać eksperymenty, słuchać prelekcji, ale też odwiedzają poszczególne instytuty badawcze, gdzie poznają naszą pracę. Mamy wreszcie specjalny autobus, który odwiedza różne miejscowości w całych Niemczech i w nim dzieci odbywają wirtualną podróż w kosmos, spotykają tam dwóch niemieckich astronautów – Aleksandra Gersta i Matthiasa Maurera… Jednym słowem: duże nakłady są przeznaczane na popularyzację wiedzy i badań od najmłodszych lat. Ta konsekwentnie prowadzona naukowa retoryka bardzo mi się w Niemczech podoba.

Studiowała pani elektronikę, pracuje pani w branży kosmicznej, w misji Artemis II z DLR była pani jedyną Polką...

Rzeczywiście, ale wiem o jeszcze jednej Polce pracującej przy Artemis II z ramienia ESA − to dr Anna Fogtman, która również zajmuje się promieniowaniem jonizującym, ale od strony operacyjnej.

W misji Artemis II na czterech astronautów jest jedna kobieta. Można uznać, że od czasów lotu Apolla trochę się jednak zmieniło, ale kobiet w branży kosmicznej wciąż jest niewiele…

Sprawdzałam statystyki − obecnie to około 20 procent w Europie, a w NASA nieco więcej, około 30 procent. Natomiast w moim instytucie w części inżyniersko-fizycznej jestem jedyną kobietą, ale z kolei w części biologiczno-medycznej kobiet jest dużo. Nadal czekamy na pierwszą Polkę w kosmosie.

Jak się pani z tym czuje?

Przywykłam do tego, zresztą już w czasach szkolnych - np. byłam jedyną dziewczyną, która w naszym liceum podchodziła do matury z fizyki. Ale nigdy się nad tym nie zastanawiałam, czy fakt bycia w tak wyraźnie mniejszościowej grupie mi w czymś przeszkodzi. Dla mnie zawsze najważniejsze były moje zainteresowania i marzenia. Jednak mam nadzieję, że m.in. dzięki takim inicjatywom jak Dziewczyny na Politechniki! ta sytuacja już się zmieniła i zmiana będzie postępować w dobrym kierunku.

Według pani ważne jest, by kobiety były w branży kosmicznej?

Uważam, że istotne jest przede wszystkim, by nie zniechęcano dziewczynek czy dziewczyn do podążania za ich zainteresowaniami. By każda dziewczynka, dziewczyna, kobieta, która chce w tej branży pracować, nigdy nie spotkała na swojej drodze nikogo, kto ją od tego pomysłu odwiedzie.

Pani na swojej drodze miała jakąś role model?

Na swojej drodze spotykałam wiele inspirujących i motywujących osób. Niewątpliwie inspirowała mnie Maria Skłodowska-Curie – niestrudzona pionierka, podwójna noblistka, która odważnie otwierała kobietom drogę do nauk ścisłych i w swoim laboratorium dawała realną szansę do rozwoju i zdobywania doświadczenia. W liceum na pewno taką kobietą była moja nauczycielka fizyki. Po pierwsze to była kobieta fizyczka, co już było wyjątkowe, po drugie, pasjonowała się astronomią i wraz z mężem organizowała dla nas niezapomniane nocne obserwacje nieba. Wszystko to było wtedy dla mnie bardzo inspirujące.

Co się liczy w pracy, jaką się pani zajmuje?

Na pewno trzeba mieć bardzo solidną wiedzę z matematyki i fizyki. A z cech charakteru: wytrwałość w dążeniu do celu, wewnętrzna dyscyplina, chęć samodoskonalenia się, umiejętność współpracy i adaptacji. Najważniejsza jest chyba jednak pasja — to ona daje energię, żeby poświęcać tej pracy tyle czasu i zaangażowania, ile ona wymaga.

Misje kosmiczne dosłownie poszerzają nasze horyzonty, pozwalają dokonywać niesamowitych odkryć naukowych, technologie opracowywane na potrzeby eksploracji kosmosu później znajdują zastosowanie także na Ziemi – to ogromnie inspirujące. U mnie za tą pasją stoją marzenia o eksploracji kosmosu, jakie hoduję w sobie od dziecka.

A propos marzeń: proszę zdradzić, czy ma pani takie jedno swoje „złote” marzenie.

Moja praca zmusza do tego, by stale mieć nowe marzenia. Kiedyś moim marzeniem był udział w załogowej misji z NASA na Księżyc. I to się spełniło. Kolejne to byłby udział w misji, w której ludzie znów wylądują na Księżycu lub Marsie. Mam nadzieję, że do tego też dojdzie. Ale w kwestii spełniania marzeń zgadzam się ze Sławoszem Uznańskim-Wiśniewskim, który kiedyś powiedział, że marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia. Ta sprawczość jest bardzo ważna. Nie musimy na nic czekać, musimy brać sprawy w swoje ręce i dążyć do realizacji tego, co sobie stawiamy za cel. Dlatego moje przesłanie do wszystkich dziewczyn brzmiałoby: działajcie. Szukajcie okazji, choćby w czasie takich wydarzeń jak Perspektywy Women in Tech Summit, , na których można poznawać ludzi, łapać inspirację i odważniej myśleć o swojej dalszej drodze.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Magda Tytuła

Aleksandra Rutczyńska
Ekspertka specjalizująca się w tworzeniu oprogramowania kosmicznego oraz systemów uczenia maszynowego. Od 15 lat pracuje przy międzynarodowych projektach kosmicznych. Brała udział w misjach obejmujących niską orbitę okołoziemską (LEO), w misjach księżycowych oraz projektach realizowanych w ramach robotycznej eksploracji Marsa. Absolwentka Wydziału Elektroniki i Technik Informacyjnych Politechniki Warszawskiej.

W czasie Perspektywy Women in Tech Summit 2026 (10-11 czerwca, EXPO XXI Warszawa) tematy kosmiczne zajmować będą szczególne miejsce, a jednym z gości specjalnych konferencji będzie dr Sławosz Uznański-Wiśniewski.

Więcej: womenintechsummit.pl

Misja Artemis – pierwszy załogowy lot (z udziałem: Reida Wisemana, Victora Glovera, Christiny Koch i Jeremy’ego Hansena) w okolice Księżyca od czasu misji Apollo (1972); trwała 1-11 kwietnia. W jej ramach statek Orion pokonał w sumie 1 mln 118 tys. km (astronauci oddalili się od Ziemi bardziej niż jakikolwiek człowiek wcześniej). Nazwa misji jest symboliczna: Artemida była siostrą bliźniaczką Apolla i boginią Księżyca. „W lotach kosmicznych Apollo symbolizuje to, co już osiągnęła ludzkość, a Artemis to, co jeszcze przed nami” — wyjaśniał portal Space.com.