Litewski minister spraw wewnętrznych chce zakazać zagranicznym studentom pracy w ramach samozatrudnienia. Argumentuje, że część cudzoziemców wykorzystuje studia jako sposób na uzyskanie prawa pobytu, zamiast faktycznie się uczyć. Uczelnie ostrzegają jednak, że nowe przepisy mogą zniechęcić kandydatów do studiowania na Litwie.
Według Departamentu Migracji w kraju przebywa ponad 230 tys. cudzoziemców posiadających zezwolenia na pobyt czasowy. Około 12 tys. przyjechało na studia. Najwięcej zagranicznych studentów pochodzi z Pakistanu, Indii, Bangladeszu, Maroka i Białorusi. Minister Martynas Katelynas twierdzi, że niektórzy studenci pojawiają się na zajęciach tylko wtedy, gdy jest to konieczne do utrzymania legalnego pobytu. Kontrole wykazały również przypadki nieobecności na obowiązkowych zajęciach i niezgłaszania przez uczelnie przerw w nauce.
Proponowane ograniczenia budzą jednak sprzeciw środowiska akademickiego. Uczelnie przyznają, że zaostrzenie zasad poprawiło frekwencję, ale ostrzegają, że utrudnienie pracy może osłabić atrakcyjność Litwy jako kierunku studiów. - Przyjechałem tu studiować. Pracuję tylko po to, żeby się utrzymać - mówi Tanjid z Bangladeszu, student drugiego roku Vilnius College. Jak wyjaśnia, połączenie nauki z pracą na etacie bywa trudne.
Minister zapewnia, że studenci nadal będą mogli pracować na podstawie umów o pracę. W praktyce znalezienie takiego zatrudnienia może być jednak znacznie trudniejsze niż praca w ramach indywidualnej działalności gospodarczej. Spór sprowadza się więc do jednego pytania: jak ograniczyć nadużycia, nie utrudniając życia osobom, które naprawdę przyjeżdżają na Litwę studiować i muszą zarabiać na swoje utrzymanie?
Opr. MTA


