Tegoroczni maturzyści otrzymali od losu prezent: łatwiejsze egzaminy. Zostali potraktowani specjalnie, dostali fory, o jakich poprzednie roczniki mogły tylko pomarzyć.
Tegoroczni maturzyści otrzymali od losu prezent: łatwiejsze egzaminy. Zostali potraktowani specjalnie, dostali fory, o jakich poprzednie roczniki mogły tylko pomarzyć.
Wymagania egzaminacyjne – decyzją ministra edukacji i nauki – zostały zmienione. Z każdego przedmiotu inaczej, ale jednak zauważalnie, np. z języka polskiego dano trzeci temat wypracowania oraz ograniczono liczbę lektur obowiązkowych. To rekompensata za pandemiczną edukację, która trwała, z małymi przerwami, ponad rok.
Formalnie egzaminy są łatwiejsze, jednak w praktyce maturzyści mogą tego nie odczuć. Oby nie okazały się trudniejsze! Pamiętam, jak zmieniono zasady egzaminowania na prawo jazdy. Zdający po raz pierwszy mieli na placu wykazywać się umiejętnością wykonywania tylko wybranych manewrów, a nie wszystkich, jak do tej pory. Miało więc być łatwiej, gdyż zadań było mniej. Co z tego, skoro oceniano je bardziej surowo. A zatem teoretycznie matura 2021 miała być łatwiejsza, ale jaka będzie, okaże się po sprawdzeniu testów. Oby egzaminatorzy nie czepiali się drobiazgów. Mam nadzieję, że sposób sprawdzania i oceniania również został dostosowany do sytuacji pandemicznej w oświacie.
Matura jest krytykowana
Egzaminy maturalne od lat nie podobają się nikomu. Starsze pokolenia narzekają, że są za łatwe. Dawniej nie do pomyślenia było, aby napisać wypracowanie z języka polskiego z błędami ortograficznymi. Trzy poważne błędy i trzeba było maturę powtarzać. Dzisiaj ortografia nie ma kluczowego znaczenia. Nie można nie zdać z powodu błędów tego typu. Nawet bardzo dużo „ortografów”, choćby i sto, to nie jest powód do dyskwalifikacji pracy. Obecnie liczy się co innego. Dlatego starsze pokolenia żądają zwiększenia wymagań, a przede wszystkim przywrócenia zasady, że maturzysta umie pisać bezbłędnie.
Inni chcieliby łatwiejszych egzaminów. Uważają wręcz, że ukończenie szkoły średniej powinno być równoznaczne z otrzymaniem świadectwa dojrzałości, czyli prawa do podjęcia studiów. Niech zdawanie matury będzie tylko formalnością. Każdy, kto się zjawi na sali egzaminacyjnej i otworzy test, już go zdał. Na razie tylko na zero procent, gdyż jeszcze nie rozwiązał żadnego zadania. Jeśli chce zdobyć więcej punktów, niech się postara. Jeśli jednak nie chce się starać, maturę i tak ma zaliczoną, choć na najniższym – zerowym - poziomie. Niech uczelnie decydują, czy pozwolą studiować osobie, która na świadectwie maturalnym ma z jednego bądź wielu przedmiotów zero procent.
W 2021 jest łatwiej, a co będzie za rok?
W tym roku zwyciężyli zwolennicy łatwiejszych egzaminów. Ministerstwo uwzględniło prośby tych, którzy twierdzili, że z powodu pandemii realizacja podstawy programowej jest poważnie utrudniona. Nie można udawać, że nic się w szkołach nie zmieniło. Tegoroczni maturzyści nauczyli się mniej nie ze swojej winy. To nie oni przecież zdecydowali o przeniesieniu nauki do internetu. Niestety, zdalna edukacja daje mniejsze efekty niż stacjonarna. Dlatego aby sprawiedliwości stało się zadość, matura w roku 2021 jest specyficzna: oparta została na specjalnych wymaganiach egzaminacyjnych, oceniana też będzie – wszyscy mamy taką nadzieję – odpowiednio do wyjątkowej sytuacji. Egzaminatorzy, którzy sprawdzacie testy, nie zróbcie zawodu maturzystom.
Wciąż jednak nie wiadomo, jaka matura będzie za rok? Czy przywilej ograniczonych wymagań zostanie przedłużony? Nawet jeśli definitywnie skończy się zdalna nauka, to przecież nie uda się szybko nadrobić zaległości. Skutki izolacji społecznej mogą dawać o sobie znać jeszcze bardzo długo. Doprawdy nie wiadomo, co przyniesie rok szkolny 2021/2022. Może kolejne kłopoty? Byłoby więc sprawiedliwe, gdyby także w 2022 obowiązywały ograniczone wymagania egzaminacyjne. Im szybciej minister podejmie decyzję, tym lepiej. Najgorsza jest bowiem niepewność.
To nie jest wcale błahostka, jakie zasady obowiązują na egzaminie maturalnym. Różnice miedzy normalnymi a ograniczonymi wymaganiami są znaczne. Na przykład z języka polskiego można w tym roku zdać maturę, nawet jeśli nie przeczytało się żadnej lektury, również tej z gwiazdką (wprowadzony został temat trzeci wypracowania, który można pisać bez znajomości lektur). Dlaczego tylko jeden rocznik ma skorzystać z tego przywileju? Czyżby młodsi uczniowie nie doświadczyli na własnej skórze skutków pandemii i zdalnego nauczania? Jeśli wszyscy jednakowo cierpieli z powodu lockdownu, wszyscy mają prawo do rekompensaty w postaci forów na egzaminach.
Absolwenci z poprzednich lat chcą skorzystać z łatwiejszej matury
Absolwenci z poprzednich lat szybko dowiedzieli się, że matura 2021 jest oparta na preferencyjnych zasadach. To dobra okazja, aby poprawić wyniki. Jeśli ktoś słabiej zdał egzamin rok czy dwa lata temu i z tego powodu nie dostał się na wymarzone studia, teraz może ponownie próbować szczęścia. Jest duża szansa, że zda lepiej. Z wielu szkół dochodzą informacje, iż osób poprawiających maturę jest znacznie więcej niż w poprzednich latach. Dawniej zgłaszało się kilkoro absolwentów, a teraz nawet pięć razy więcej.
Zalew chętnych do poprawiania wyników zmienia reguły gry. Co z tego, że matura jest łatwiejsza, jeśli przybyło zdających? Choć wymagania rzeczywiście zmniejszono, to jednak konkurencja jest większa. W wyścigu o miejsce na studiach tegorocznym maturzystom przyjdzie zmierzyć się nie tylko z rówieśnikami, lecz także ze starszymi osobami, które poprawiły wyniki na maturze. Większa konkurencja oznacza podniesienie poprzeczki. Jeśli rok czy dwa lata temu do przyjęcia na dany kierunek wystarczyło, dajmy na to, 70 procent, teraz może być potrzebne 75 procent, a może nawet 80. To oznacza, że matura wcale nie jest łatwiejsza. Trzeba ją bowiem zdać znacznie lepiej niż w poprzednich latach.
Wyniki przestały być porównywalne
Nie tylko matura jest wyjątkowa. Mówi się, że jeszcze nigdy nauczyciele nie wystawili tak wysokich ocen na koniec roku. Nigdy nie było aż tylu świadectw z biało-czerwonym paskiem. Nic, tylko się cieszyć. A jednak wielka liczba dobrych ocen to nie jest wcale powód do radości. Zauważono bowiem, że oceny przestały świadczyć o wiedzy i umiejętnościach. Jak to bowiem możliwe, że jest tyle czwórek i piątek, a nieraz nawet szóstek z przedmiotów maturalnych, a minister nakazuje obniżyć wymagania na egzaminach, gdyż maturzyści nie byli w stanie skutecznie opanować całej podstawy programowej? To za co dostali te wszystkie czwórki, piątki i szóstki, dyplomy, nagrody i świadectwa z wyróżnieniem? Wychodzi na to, że za mniejszą wiedzę niż poprzednie roczniki.
Zaburzona też została statystyka. Dyrektorzy szkół otwarcie mówią, że tegoroczne oceny są nieporównywalne z poprzednimi i – jeśli na stałe wrócimy do nauczania stacjonarnego – będą nieporównywalne z latami następnymi. Ten rok może okazać się ewenementem, jeśli chodzi o znaczenie ocen i wartość świadectw z biało-czerwonym paskiem. Na szczęście w rekrutacji na studia nie liczą się oceny wystawione przez nauczycieli, lecz wyniki egzaminu maturalnego. Jeśli jednak wyniki też okażą się niepodobne do tych, jakie maturzyści osiągali w latach poprzednich, komisje rekrutacyjne będą miały wielki problem.
Wyniki nie powinny się rażąco zmienić ani na plus: np. nagle przybyło osób z maturą zdaną na 90-100 procent. Nie powinny też się zmienić zbyt mocno na minus: np. mnóstwo maturzystów ma wynik progowy, czyli 30 proc. Zatem zmniejszenie wymagań maturalnych na tegorocznych egzaminach nie jest po to, by przybyło prymusów ani też po to, by ratować nieuków, ale by rocznik uczący się zdalnie miał równe szanse z maturzystami z lat poprzednich.
Oznacza to, że osób, które zdały na maksimum albo na minimum, powinno być mniej więcej tyle samo, co w latach poprzednich. Wahadło nie powinno się wychylić zbyt mocno w żadną stronę. Niestety, istnieją obawy, że wahadło się wychyli. Większość osób uważa, że wyniki, mimo mniejszych wymagań, będą w tym roku gorsze. Dla starszych absolwentów poprawiających teraz maturę to bardzo dobra wiadomość.
Byłoby jednak niesprawiedliwe, gdyby tegoroczni maturzyści mieli mniejsze szanse niż poprzednie roczniki w ubieganiu się o miejsce na studiach. Covid covidem, ale bez przesady. Oczywiście, to tylko złe przeczucia, natomiast fakty poznamy dopiero po ogłoszeniu wyników, czyli w lipcu. Władze oświatowe muszą być wtedy przygotowane na każdą ewentualność, choćby na to, że z powodu zaskakująco złych wyników trzeba pomyśleć o jakiejś tarczy dla maturzystów, skoro zmiana wymagań nie pomogła. Jeśli nie będzie żadnej tarczy, absolwenci będą zmuszeni poprawiać wyniki za rok.
Matura 2021 do poprawy
Miejmy nadzieję, że do żadnych absurdów nie dojdzie, a wyniki matury okażą się podobne do tych z lat poprzednich. Wtedy rekrutacja na studia będzie przewidywalna, a konkurencja między kandydatami, także z różnych roczników, sprawiedliwa. Jeśli jednak wszystko stanie na głowie, a starsi absolwenci będą mieć znacznie lepsze świadectwa maturalne, wówczas trzeba będzie podjąć decyzję, że egzaminy przynajmniej z niektórych przedmiotów należy zdawać jeszcze raz. Po prostu rok 2021 w edukacji zostanie uznany za kuriozalny. Choć nikomu nie uśmiecha się pisanie matury jeszcze raz, być może to najlepsze wyjście. Jest bowiem nadzieja, że w 2022 wszystko wróci do normalności. Matura także.
Jaka matura jest normalna?
Zdający mają prawo oczekiwać, że egzaminy są dostosowane do poziomu nauczania. Nie może być tak, że nauka sobie, a matura sobie. Jedno z drugim powinno być ściśle powiązane. Skoro spadł poziom usług edukacyjnych w szkołach, nauczyciele bowiem uczyli gorzej, choć pracowali więcej niż przed epidemią, musi to znaleźć odzwierciedlenie w wymaganiach egzaminacyjnych. To sprawiedliwe, że tegoroczna matura została zaplanowana jako łatwiejsza. Czy taka się okaże, zobaczymy po ogłoszeniu wyników..
Temu rocznikowi osłona na maturze się po prostu należała. Jednak żeby nie przylgnęła do niego łatka, że zdawał zbyt łatwą maturę, maturę dla idiotów, ułatwienia należy przedłużyć i objąć nimi wszystkich uczniów, którzy w czasie lockdownu pobierali naukę w szkole średniej. Wszystkim doświadczonym przez pandemię należą się egzaminy dostosowane do zmienionych warunków nauczania. Następne roczniki powinny tego wręcz żądać. Jest to nie tylko sprawiedliwe, ale medycznie uzasadnione. Nie znamy bowiem wszystkich skutków pandemii, może jeszcze przez wiele lat po covidzie będziemy cierpieli na mgłę mózgową, czyli brak pamięci. No i jak tu zdawać trudną maturę, gdy się niewiele ze szkoły pamięta?
Dariusz Chętkowski
Fot. PAP


