REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


Mazowiecki oświatowy szlak, który od roku przemierzam, wiąże się z tym, że propaguję idee szkoły czułości bez obojętności - mówi w wywiadzie dla "Perspektyw" Wioletta Krzyżanowska, Mazowiecka Kurator Oświaty.

LJ:  Nie ma dnia, żeby nie była Pani „na oświatowym szlaku”, nie gościła w jakiejś mazowieckiej szkole czy placówce. To świadomy wybór takiego urzędowania mazowieckiej kurator oświaty?  
WK: – Tak, to zamierzone działanie. Odwiedzam wszystkich, którzy zajmują się edukacją, bo ostatnie lata były dosyć trudne dla nauczycieli, dyrektorów szkół, organów prowadzących i wszyscy potrzebujemy wsparcia, dobrego słowa, takiej „szkoły czułości bez obojętności”. Ten mazowiecki oświatowy szlak, który od roku przemierzam, wiąże się z tym, że propaguję ideę szkoły czułości bez obojętności właśnie w taki sposób – spotykając się z ludźmi: nauczycielami, dyrektorami, obsługą szkół, sprzątającymi, woźnymi, osobami pracującymi w kuchni, bo wszyscy pracują na rzecz i dzieci i młodzieży, i są ważni. Tego typu wizyty są istotnym elementem nadzoru pedagogicznego, pozwalającym na lepsze zrozumienie potrzeb i wyzwań, przed którymi stoją placówki edukacyjne w regionie. I dlatego na tym oświatowym szlaku spotkamy się jeszcze nie raz.  

– Czy po rocznym doświadczeniu ma Pani więcej entuzjazmu czy troski o stan mazowieckiej edukacji?  
– I trochę jednego, i trochę drugiego. Entuzjazmu cały czas mam dużo, zwłaszcza kiedy widzę, jak wiele osób związanych z edukacją robi tak wiele dla dzieci i młodzieży, zabiega o dobrze zorganizowane i prowadzone placówki oświatowe. Chciałabym, żebyśmy wyszli z tej nie do końca prawdziwej bańki informacyjnej, szerzącej się zwłaszcza w internecie, jak zaniedbana jest nasza oświata. Oświata mazowiecka jest przede wszystkim różnorodna i bogata w ofertę edukacyjną na każdym poziomie kształcenia. Mój entuzjazm karmi się energią i konkretnymi działaniami tych, którzy wkładają w swoją pracę tak dużo wysiłku.  

– Ale jest i troska…  
– Tak, wynika z różnych, napływających do Kuratorium niepomyślnych sygnałów, problemów, informacji o działaniach niezgodnych z prawem. Dyskutujemy o tym podczas narad pedagogicznych z dyrektorami szkół i organami prowadzącymi szkoły, które organizujemy online, bo to najlepszy sposób na kontakt z tak licznym gronem. Ostatnia, w lutym br., zgromadziła 2200 osób. Podczas tych narad wskazuję dyrektorom kierunki ich pracy, przedstawiłam kadrze zarządzającej mazowieckimi placówkami oświatowymi bieżące działania ministerstwa i Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego, zmiany w prawie oświatowym, informacje na temat bieżącego nadzoru pedagogicznego.  

– Co przywozi Pani z tych podróży?  
– Przede wszystkim konkretną wiedzę o miejscowych zróżnicowaniach, potrzebach i osiągnięciach. To każe poważnie zastanawiać się nad rozwiązaniami, które chcielibyśmy wprowadzać systemowo i ich różnicowaniu w stosunku do dużych szkół w dużych aglomeracjach i mniejszych w małych aglomeracjach. Poza tym mam dowody na to, że polska oświata naprawdę jest bogata w przeróżne oferty dla każdego dziecka, które potrzebuje i pomocy, i rozwoju, i ścieżki zawodowej. Chcę głośno mówić o tym, jak ważną rolę spełniają ośrodki szkolno-wychowawcze, młodzieżowe ośrodki wychowawcze czy socjoterapii, które często odwiedzam, bo tam też są dzieci wymagające wielu starań i nie można o nich zapominać.  

– Od lat mówimy o kryzysie szkolnictwa zawodowego…  
– A ja chylę czoła przed nauczycielami i wychowawcami pracującymi tam z pełnym zaangażowaniem. Jestem też zaskoczona przebogatą ofertą szkolnictwa branżowego mazowieckiej oświaty i sprawczością, jaką wykazują dyrektorzy tych szkół we współpracy z pracodawcami, żeby taką ofertę zapewnić, organizacją przebogatych pracowni przygotowania zawodowego. I przy okazji bardzo chciałabym zachęcić rodziców ósmoklasistów i uczniów klas siódmych i ósmych, żeby zanim realnie wybiorą przyszłą szkołę, dostrzegli ciekawą ofertę szkolnictwa branżowego, techników i szkół zawodowych. Żeby odczarowali nie najlepszy wizerunek tego szkolnictwa, bo nie tylko proponuje bogatą ofertę kształcenia i możliwość rozwoju, ale po pięciu latach uzyskanie konkretnego zawodu i pracy. To jest ta bezcenna wiedza, którą zdobywam w terenie jako kurator oświaty.  

Ponadto każda z tych wizyt zawiera element serdecznego podziękowania dyrektorowi, kadrze pedagogicznej, pracownikom. Wiem, że to może są banały, ale sama byłam przez lata dyrektorem i chciałabym mieć takiego kuratora, który powiedziałby mi: „Droga koleżanko, robisz świetną robotę i bardzo ci za to dziękuję”. Podczas wizyt dziękuję wszystkim, bo razem pracujemy na rzecz dzieci, a brakuje nam na co dzień czułości, za dużo mamy złej energii wokół siebie, a za mało dobra.  

– Wracamy do Pani koncepcji „Szkoła czułości, bez obojętności”. Co to oznacza konkretnie?  
– Ma to dla mnie szerokie znaczenie, nie chodzi tylko o budowanie relacji ucznia z nauczycielem, która, jak mówi Olga Tokarczuk, bazuje na empatii, ale także czułości dyrektorów szkół i nauczycieli wobec przepisów prawa. Szkoła to przecież też urząd z podstawowym dokumentem regulującym jego działalność, jakim jest statut szkoły, i o wadze tworzenia i respektowania statutu szkoły często rozmawiamy. Wszystko musi odbywać się nie tylko zgodnie z wiedzą metodyczną i dydaktyczną, ale i przepisami prawa, czy to będzie ocenianie, klasyfikacja, czy organizowanie pomocy psychologicznej. Ta koncepcja polega także na „czułym” wsparciu, miękkich formach współpracy, które przenoszą się w dół – od kuratora do dyrektora, od dyrektora do rady pedagogicznej, od nauczycieli do dzieci. Celem jest wypracowanie dobrych praktyk w szkołach, m.in. budowanie poczucia bezpieczeństwa ucznia. W tym widzę swoje główne zadanie.  

– A czy widzi Pani zróżnicowanie między szkołami warszawskimi a szkołami w innych powiatach województwa?  
– Miasto stołeczne Warszawa jest ogromnym organem prowadzącym szkoły…  – …i hojnym.  
– To prawda, i hojnym, ale inne też są hojne, skrzywdziłabym inne, które też dobrze płacą swoim nauczycielom, dyrektorom, inwestują w swoją oświatową bazę. Natomiast na pewno od Warszawy wymaga się sprawnego zarządzania oświatą, bo jest tu dużo ośrodków oświatowych. Żeby tym sprawnie zarządzić, mieć kompletną wiedzę na temat infrastruktury oświatowej, wydatków, godzin przydzielonych, trzeba niezwykle solidnej urzędniczej pracy. Edukacja w Warszawie stoi na mega wysokim poziomie, nie tylko w kwestii wyników nauczania, ale również wdrażanych projektów, pomysłów i wsparcia dla kadry pedagogicznej. Inaczej zarządza się w mniejszych organach prowadzących, niektóre mają bardzo ciekawe pomysły na prowadzenie jednostek oświatowych, na przykład w Markach powołana jest spółka prawa handlowego, która odpowiada za wszystkie sprawy techniczne w mareckich szkołach. Jednak zdecydowanie chciałabym podkreślić, że na Mazowszu mamy bardzo bogatą ofertę oświatową, a dla mnie każda placówka jest ważna. To, co wyróżnia Mazowsze, to rzesza nauczycieli i dyrektorów szkół oddanych dzieciom.  

– Jaki ma Pani stosunek do rankingów szkół?  
– Nie przepadam za tym słowem w odniesieniu do oświaty, natomiast w przypadku rankingu Perspektyw napawa mnie optymizmem to, że macie zamiar dołożyć dodatkowe, otwarte kryteria, że dostrzegacie potrzebę innych, miękkich wartości, jakie niesie dana szkoła. To wzbogaci i rozszerzy spojrzenie na pracę szkół. Do liceów nie idą tylko ci najlepsi – potrzebujemy też szkół, w których każdy będzie mógł się odnaleźć, znaleźć swoją przystań i zdać maturę tak, jak potrafi. Bardzo cenię taką pracę. Najczęściej rodzice szukają twardych danych o szkole, co w ich indywidualnych wyborach jest ważne i co szanuję, ale uważam, że każdy rodzic, wybierając szkołę dla dziecka, powinien przede wszystkim poznać potrzeby własnego dziecka.

- Dziękuję za rozmowę

Rozmawiała Lidia Jastrzębska