REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


Europejskie uczelnie stają się nowym polem rosyjskiej presji. Naukowcy badający Rosję i Europę Wschodnią mierzą się z cyberatakami, zastraszaniem i coraz większą presją ze strony rosyjskich władz.

W sierpniu Kreml uznał Research Centre for East European Studies działające przy Uniwersytecie w Bremie za organizację „niepożądaną”. To kolejny europejski ośrodek badawczy, który znalazł się na rosyjskiej liście. Decyzja ma realne konsekwencje dla badaczy. Pracownicy związani z Rosją zaczęli obawiać się o bezpieczeństwo swoje i swoich rodzin, a część z nich usunęła informacje o sobie ze strony internetowej ośrodka.

Rosyjska presja nie kończy się jednak na wpisywaniu instytucji na czarne listy. Europejskie ośrodki badawcze są również celem cyberataków. Latem tego roku zaatakowano berlińskie Centre for East European and International Studies. Według Science|Business hakerzy mogli uzyskać dostęp do danych osobowych pracowników i współpracowników centrum.

Dla naukowców oznacza to, że badanie Rosji może wiązać się dziś z ryzykiem, którego jeszcze kilka lat temu trudno było się spodziewać. Zagrożenie dotyczy nie tylko rosyjskich badaczy pracujących w Europie, ale również europejskich naukowców utrzymujących kontakty z Rosją. Obawy obejmują bezpieczeństwo danych, podróże do Rosji oraz możliwość wykorzystania prywatnych informacji przeciwko konkretnym osobom.

Problem stawia europejskie uniwersytety przed trudnym wyborem: jak zwiększyć bezpieczeństwo, nie ograniczając jednocześnie wolności badań i międzynarodowej współpracy? Coraz więcej wskazuje na to, że wojna o informacje nie omija akademii. Europejskie uczelnie muszą dziś chronić nie tylko swoje serwery, ale również ludzi, którzy pracują w ich murach.

Opr. MTA

Źródło: sciencebusiness.net