REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


Naukowców, którym już przyznano stypendium Fulbrighta, może czekać duże rozczarowanie. Komisja (Fulbright Foreign Scholarship Board - FFSB), przyznająca te prestiżowe  stypendia, jest całkowicie niezależna w procesie selekcji kandydatów, ale w tym roku ostatnie słowo należy do kogoś innego. Program finansowany jest przez państwo, ale do procesu przyznawania stypendiów wkradła się polityka. Stypendia Fulbrighta zostały wciągnięte do wojny, jaką prezydent Trump wypowiedział amerykańskiemu szkolnictwu wyższemu, a w szczególności elitarnym uniwersytetom takim jak Harvard i Columbia.

Tradycyjnie, od dziesiątków lat, zgłoszonych kandydatów najpierw przeglądał Institute of Education, następnie krajowy komitet, a ostatecznie zatwierdzał FFSB. Tym razem Marco Rubio, sekretarz stanu, zarządził dodatkową procedurę. Według przecieków z Departamentu Stanu wynika, że urzędnicy dostali polecenie przejrzenia projektów zgłoszonych przez kandydatów pod kątem zgodności z polityką prezydenta Trumpa. W praktyce oznacza to, że w zgłoszonych projektach szukano słów nawiązujących do zmiany klimatu, równości płci, imigracji czy DEI  (Diversity, Equity, Inclusion).

O tym co ta nowa, czysto polityczna zmiana oznacza, przekonali się najlepiej Norwegowie, którzy wybrali siedemnastu kandydatów i otrzymali informację, że wszyscy zgłoszeni zostali zaakceptowani przez komisje FFSB. Okazało się jednak, że po „politycznej” weryfikacji, odrzuconych zostało aż siedmiu z nich! Wprawdzie oficjalnie nie podano przyczyny odmowy, ale Norwegowie dowiedzieli się, że o odrzuceniu jednego z projektów było znajdujące się w nim zdanie, że „chłopcy i dziewczęta mają zazwyczaj odmienne poglądy na temat zmian klimatycznych” (“boys and girls tend to have different perspectives on climate change.”) .

Rada dla przyszłych kandydatów na Fulbrighta, przed zgłoszeniem swojego projektu, skorzystajcie z „Trump spell check”.

Opr. KB

THE news 29.05.2025

insidehighered.com