Dla tysięcy młodych ludzi z Indii, Nigerii czy Chin Wielka Brytania to szansa na lepszą przyszłość. Sam, 24-latek z Odisha, wziął kredyt, podpisał umowę z agentem edukacyjnym i wyruszył na studia magisterskie w Dundee, licząc na dobrze płatną pracę w finansach. Marzenia zderzyły się z brutalną rzeczywistością: wysokie koszty życia, ograniczenia wizowe i rynek pracy pełen przeszkód.
Wielka Brytania przyciąga około 400 tysięcy studentów zagranicznych rocznie, a wielu korzysta z agentów edukacyjnych. Z pozoru wszystko wygląda profesjonalnie - doradcy pomagają wybrać uczelnię, prowadzą przez procedury wizowe. W praktyce często liczy się tylko szybkość i zysk, studenci bowiem są traktowani jak produkty, a wybór uczelni bywa uzależniony od prowizji, nie jakości edukacji.
Ajith z Tamil Nadu wylądował w Oxford Brookes z obietnicą łatwego wynajmu mieszkania i pracy dorywczej. Napotkał mroźną zimę, brak zakwaterowania i pensję ledwo starczającą na życie. Sam, choć lepiej przygotowany, musiał łączyć studia z kilkoma pracami na część etatu, a po ukończeniu kursu wciąż nie znalazł pracy w finansach. Studenci wkładają w edukację całe oszczędności lub rodzinną ziemię, często kończąc z długami i brakiem perspektyw.
Boom studentów zagranicznych w UK nie jest przypadkowy. Uczelnie, zmagające się z niedofinansowaniem ze strony państwa, traktują opłaty od studentów spoza kraju jako kluczowe źródło przychodów. W ciągu ostatnich lat liczba międzynarodowych studentów wzrosła dramatycznie, ale polityka wizowa i wymagania finansowe często pozostają w tyle za obietnicami reklamowymi, tworząc system pełen presji i ryzyka.
Globalny rynek edukacyjny rozwija się w zawrotnym tempie, a brytyjski dyplom kusi tysiące młodych ludzi. Jednak bez większej regulacji i przejrzystości po stronie agentów i uczelni coraz więcej studentów płaci wysoką cenę za szansę, która może nigdy się nie zmaterializować.
Opr. MTA


