Dlaczego przyszłość energetyki i biznesów wartych biliony dolarów może nie kryć się w laboratoriach, lecz na wysypiskach globalnego Południa? Czym właściwie jest „fizyka innowacji” i dlaczego prawdziwe innowacje są niemożliwe bez przyzwolenia na porażkę? Dlaczego współczesny niepokój związany ze sztuczną inteligencją jest całkowicie uzasadniony? Rozmawiamy o tym z ASTRO TELLEREM, znanym jako Filozof Radykalnych Innowacji i Kapitan Moonshotów, który odpowiada za projekty mające rozwiązywać problemy na skalę cywilizacyjną, takie jak Waymo, Wing i Verily. Astro będzie Gościem Specjalnym na Summicie 2026.
Bianka Siwińska, CEO Fundacji Edukacyjnej Perspektywy: W Europie od dwóch lat trwa ogromna debata o potencjale innowacyjnym kontynentu jako całości. Dyskutujemy o bardzo ważnym raporcie Draghiego, w którym jest mowa o tym, jak działa innowacja w Europie, a ogólny wniosek brzmi: Europa właściwie utraciła już ducha innowacji, jesteśmy w pewnym sensie zablokowani przez regulacje, brak gotowości do podejmowania ryzyka oraz interesy poszczególnych państw. Wiemy już, że musimy zbudować tutaj nową kulturę innowacji, że musimy być silni, zrównoważeni i niezależni. Co więc zasugerowałbyś Europie i Polsce, aby rozpocząć nową erę budowania innowacyjności? Z których twoich doświadczeń powinniśmy skorzystać, by ten duch innowacji znów ożył?
ASTRO TELLER: Nie jestem Europejczykiem, więc mogę jedynie podać pewne sugestie. Rozumiem, że to bardzo złożony temat i nie udaję, że istnieje jakieś proste rozwiązanie. Mimo to uważam, że jednym z najważniejszych problemów jest fundamentalne niezrozumienie tego, dlaczego tak ważne są porażki.
Nie sądzę, by – szczególnie w Europie – była ona postrzegana jako naturalna albo wręcz konieczna część procesu. Porażka jest traktowana jako coś nieodpowiedzialnego i niechlujnego, coś, co dzieje się gdzieś w Dolinie Krzemowej i do czego macie nastawienie: „Och, lepiej tak nie postępujmy”. Tymczasem nie można tworzyć radykalnych innowacji, jeśli przez większość czasu się nie myli. Nie ma innej drogi. Taka jest fizyka radykalnej innowacji. Sama definicja radykalnej innowacji zakłada, że myślenie oparte na pierwszych założeniach nie prowadzi większości ludzi do rozwiązania. Gdyby prowadziło, nie byłaby to radykalna innowacja.
To absolutna podstawa. Może nie jest to warunek wystarczający, ale na pewno konieczny: trzeba stworzyć kulturę, w której próbowanie czegoś i brak sukcesu nie niszczy człowiekowi kariery.
I nie wiem – wy wiecie to lepiej ode mnie – ale wydaje mi się, że Europa, mimo iż może nie ma idealnego systemu venture capital, ma dużo pieniędzy. Ma świetnych inżynierów, projektantów i ludzi od produktów. To nie jest problem. Oczywiście, więcej pieniędzy w systemie VC by się przydało, ale uważam, że to kwestia drugorzędna. Gdyby kultura naprawdę doceniała próbowanie nowych rzeczy i uczenie się na błędach – czyli przyznawanie się do pomyłki, analizowanie jej i szybkie ruszanie dalej bez wielkiego wstydu czy poczucia winy – wtedy mielibyśmy najkrótszą możliwą pętlę uczenia się i proces innowacji działałby najlepiej. Gdybym więc przez jeden dzień zarządzał Europą, właśnie na tym skupiłbym swoją energię.
Bianka: Tak, Europą nie jest łatwo zarządzać, bo to bardzo skomplikowany organizm.
ASTRO TELLER: Dlatego właśnie na początku powiedziałem, że rozumiem, iż to nie jest takie proste, jak brzmi.
Joanna Maraszek-Darul, absolwentka programów Perspektyw, współzałożycielka Plan Be Eco: Waymo to dziś chyba najbardziej rozpoznawalny projekt na świecie. Ale kiedy czytałam o Waymo, miałam wrażenie, że ten projekt był gotowy już dekadę temu. Czego ta historia uczy nas o cierpliwości w innowacjach?
ASTRO TELLER: Już 15 lat temu rozumieliśmy, że Waymo będzie możliwe. Nie wiedzieliśmy jednak dokładnie, ile czasu ani pieniędzy to pochłonie. Radykalne innowacje po prostu wymagają czasu. Bardzo ogólnie: potrzeba około dekady, by „szalony pomysł” przestał być szalony, a potem czasem kolejnej dekady, by stał się trwałym i dochodowym biznesem. Nie zawsze trwa to tak długo, ale rzeczywistość jest taka, że nie da się tego czasu znacząco skrócić, a większość ludzi nie ma cierpliwości, by czekać 20 lat.
Po prostu istnieją pewne realia. Nawet gdyby autonomiczne samochody były dziś perfekcyjne, nie pojawiłyby się wszędzie już w przyszłym roku, bo ludzie wydali ogromne pieniądze na auta, które już mają. To koszt utopiony i będą chcieli wykorzystać ich wartość. Dlatego to potrwa. Innowacje zawsze wymagają czasu.
Większość takich procesów ma charakter wykładniczy. Problem polega na tym, że ludzie nie myślą wykładniczo, więc początek takiej krzywej wydaje im się płaski. Jest pewien próg, poniżej którego postęp nie trafia do świadomości ludzi, więc wydaje się zerowy. Postęp Waymo przez dekadę wyglądał, jakby wynosił zero. Ale to nie było zero – po prostu nikt nie zwracał uwagi na tę wykładniczą krzywą. Dopiero po przekroczeniu pewnego progu ludzie zaczęli zwracać uwagę. I właśnie dlatego innowacje często sprawiają wrażenie, jakby pojawiły się nagle.
Dam ci przykład. Jak bardzo śledzisz Wing, czyli drony do dostarczania paczek? Mniej? Gwarantuję ci, że za rok lub dwa będzie się wydawało, że to „nagły sukces”. Ale tak nie jest. Ten projekt jest na tej samej krzywej rozwoju, tylko o 2-2,5 roku krótszej niż Waymo. Rosną jednak bardzo szybko, to całkowicie zmieni świat i wtedy nagle ludzie powiedzą: „Skąd to się wzięło?”
Joanna: Czy jest jakiś moonshot, z którym wiążesz największe nadzieje i ekscytację?
ASTRO TELLER: Ekscytują mnie wszystkie. To trochę jak pytanie, które dziecko kocham najbardziej. Ale opowiem krótką historię, która szczególnie mnie angażuje.
Mamy teraz w X projekt o nazwie Materra. Jest dużo późniejszy niż Waymo – Waymo ma dziś 16 lat, a Materra 4,5 roku. Jest więc znacznie wcześniej w swoim rozwoju i pracuje przy nim dużo mniej ludzi.
Obecnie – zależnie od sposobu liczenia – od 1 do 3 bilionów dolarów rocznie trafia na wysypiska śmieci. Nie dlatego, że nie dałoby się odzyskać tej wartości. Ta wartość jest zawarta w tych przedmiotach, na przykład w minerałach ziem rzadkich, w długich polimerach tworzących plastiki. Problem polega na tym, że nie wiemy dokładnie, na co patrzymy, gdy odpady przesuwają się taśmami transportowymi na całym świecie. Dlatego wszystko trafia na wysypiska.
Gdybyśmy mieli spektrometrię masową i mogli spojrzeć na te odpady, odparować odrobinę materiału i sprawdzić, jakie cząsteczki oraz pierwiastki się w nim znajdują, wiedzielibyśmy, jak to recyklingować i czy w ogóle warto. Moglibyśmy odzyskać 1-3 bilionów dolarów rocznie i jednocześnie zrobić ogromnie dużo dobrego dla świata, bo gospodarka stałaby się bardziej obiegowa i musielibyśmy znacznie mniej eksploatować Ziemię.
Materra stworzyła coś w rodzaju takiego prostego spektrometru, dzięki któremu możemy rozpoznać każdą cząsteczkę w opakowaniu po chipsach, gdy przelatuje ono przez taśmę sortowniczą.
Czy ekscytuje mnie to, że dzięki temu gospodarka stanie się bardziej cyrkularna? Tak. Czy ekscytuje mnie to, że może to być ogromny i bardzo dochodowy biznes? Tak.
Ale najbardziej fascynuje mnie coś innego: globalna Północ przez co najmniej pół wieku wysyłała swoje śmieci na globalne Południe. Gdyby się okazało, że „szybami naftowymi przyszłości” są właśnie wysypiska, które zapełnialiśmy na globalnym Południu, byłby to jeden z niewielu momentów w historii, kiedy kolonializm zadziałałby odwrotnie. Przypadkowo wysłaliśmy tam wartość, zamiast ją stamtąd zabierać. To sprawiłoby mi niewiarygodną satysfakcję. To przykład projektu, który ekscytuje mnie trochę bardziej niż inne.
Joanna Maraszek-Darul: To absolutnie szalony pomysł, ale muszę przyznać, że bardzo do mnie przemawia. Dzięki też za nawiązanie do gospodarki obiegowej i geopolityki, bo to wszystko łączy się z ropą. Obserwuję obecną sytuację i mam wrażenie, że wojna zrobiła więcej dla transformacji energetycznej niż dekady działań klimatycznych. Jak postrzegasz tę geopolityczną zmianę w kontekście paliw kopalnych? Czy ma ona wpływ na strategię Moonshot Factory dotyczącą przesyłu energii elektrycznej, czy trzymacie się pierwotnych założeń?
ASTRO TELLER: Wrócę do tego, co mówiłem wcześniej: około dekady potrzeba, by szalony pomysł przestał być szalony, a potem kolejnej dekady, by stał się trwałym biznesem. Nie możemy zmieniać strategii za każdym razem, gdy zaczyna się albo kończy wojna. To po prostu nie działa, bo celujemy daleko poza horyzont. Nie możemy się poddawać krótkoterminowym zmianom.
Czy interesuje nas poprawa działania sieci energetycznych? Oczywiście. Nasz moonshot Tapestry już dziś pomaga na całym świecie i jesteśmy z tego bardzo dumni. Ale zaczęliśmy ten projekt 8 lat temu, kiedy nikt jeszcze nie mówił o sieci energetycznej. Przez dwie dekady zużycie energii praktycznie stało w miejscu. Teraz nagle wszyscy zaczęli o tym mówić i wygląda to tak, jakbyśmy przewidzieli przyszłość. Może trochę tak było, ale prawda jest bliższa temu, że co roku testujemy od 100 do 200 pomysłów i eliminujemy je na podstawie obserwowanych wyników. Tak działa Moonshot Factory. Projekty, które przetrwają i okażą się mniej szalone oraz bardziej wartościowe dla świata, przechodzą ten proces „próby ogniowej”.
Tak więc będziemy trzymać się tego procesu i ufać, że jeśli kilka razy na dekadę stworzymy coś takiego jak Google Brain, Waymo, Wing albo Tapestry, to wykonujemy dobrą robotę – pomagamy światu i pomagamy Alphabetowi. I mogę się z tym dobrze czuć.
Bianka Siwińska: Dlaczego zdecydowałeś się przyjechać do Polski, szczególnie na duże wydarzenie dla kobiet – Perspektywy Women in Tech Summit?
ASTRO TELLER: Jeśli chodzi o pierwsze pytanie: interesują mnie miejsca, w których ludzie wciąż mają w sobie pozytywne nastawienie i ekscytację światem. Głęboko wierzę, że jeśli chcemy znajdować nowe perspektywy pomagające światu, potrzebujemy w X – i we współpracy z X – ludzi, którzy patrzą na świat inaczej niż my. Nie chodzi wyłącznie o kobiety, ale uważam, że kobiety, a szczególnie kobiety-inżynierki, są jednym z najbardziej niewykorzystanych zasobów świata. Dlatego chciałbym znaleźć sposoby na bliższą współpracę z Polską i z kobietami-inżynierkami na całym świecie. Rekrutujemy ludzi, więc to wydaje mi się bardzo naturalnym powodem, by się pojawić. A przy okazji jestem w Europie z kilku powodów, między innymi z powodu Hello Tomorrow.
Bianka Siwińska: Co myślisz o rozwoju sztucznej inteligencji w najbliższych latach?
Sztuczna inteligencja bardzo zmieni świat. Rozumiem, że ludzie odczuwają niepokój, a nawet strach, bo zmiana jest dla wielu przerażająca. I oni nie są w błędzie, ponieważ historycznie wielkie zmiany zwykle poprawiały świat w średnim i długim terminie, ale po drodze często powodowały prawdziwe cierpienie przynajmniej części społeczeństwa. Myślę, że jako gatunek i jako cywilizacje moglibyśmy znacznie lepiej pomagać ludziom przechodzić przez takie okresy gwałtownych zmian.
Widzę w tym szansę. Technologia zwykle czyni świat lepszym. Nie chcielibyśmy wrócić do czasów bez internetu, bez prasy drukarskiej, bez penicyliny, teorii zarazków, ognia, koła, elektryczności czy komputerów. Tak samo będziemy postrzegać sztuczną inteligencję – jestem tego wyjątkowo pewien.
To jednak nie oznacza, że droga do tego będzie łatwa. Dojdziemy do momentu, w którym 95% ludzi na świecie zgodzi się, że AI było dobre dla ludzkości – tak jak dziś myślimy o elektryczności. Ale to, jak pomożemy społeczeństwu przejść przez ten proces, naprawdę mnie martwi.
Uważam jednak, że skupianie się wyłącznie na samej technologii mija się z celem. Prawdziwy problem polega na tym, że technologia zwykle przynosi rozproszone korzyści i skoncentrowane szkody. Kiedy coś produkuje się taniej za granicą, wszyscy w kraju mogą kupić ten produkt taniej – wszyscy odnoszą korzyść. Ale ci nieliczni ludzie, którzy wcześniej produkowali to u siebie, tracą pracę. To nadal może być pozytywne dla całości, ale co robimy dla tych ludzi, którzy stracili zatrudnienie? To jest właściwe pytanie, a nie złość o to, że telewizor z płaskim ekranem jest tańszy.
Nie zmieniam więc tematu – po prostu uważam, że to sedno sprawy. Będziemy musieli się zmieniać i adaptować się jako gatunek, tak jak wcześniej w obliczu elektryczności. Najważniejsze będzie to, jak zareagujemy, a nie szczegóły samej technologii.
Bianka Siwińska: Czyli uważasz, że big tech nie powinien współodpowiadać za rozwiązywanie problemów społecznych związanych ze sztuczną inteligencją?
ASTRO TELLER: Absolutnie nie. Uważam, że big tech – zresztą każda firma – powinien czuć odpowiedzialność za tworzenie dobrych produktów i głęboko analizować niezamierzone konsekwencje swoich działań. Tak. Ale przecież na pewno nie chcielibyście, żeby wielka korporacja mówiła Polsce, jak ma organizować swoje społeczeństwo, prawda? To Polska powinna decydować o tym, jak funkcjonuje Polska. Oczywiście nie zwalnia to firm z odpowiedzialności za tworzenie dobrych produktów, ale nie sądzę, żebyście chcieli, by jakakolwiek ogromna firma podejmowała decyzje społeczne dotyczące waszego kraju.
Bianka Siwińska: Nie, zdecydowanie nie. Nie miałam tego na myśli.
ASTRO TELLER: Ja też nie.
PERSPEKTYWY WOMEN IN TECH SUMMIT
10-11 czewrwca 2026, Warszawa
EXPO XXI, ul. Prądzyńskiego 12/14


