Fot. PW
Inauguracje roku akademickiego dobiegają końca. Uroczyste przemówienia i Gaudeamus igitur ustępują miejsca codziennej pracy. W salach wykładowych i laboratoriach rozstrzygnie się wkrótce, czy uczelnie potrafią wystarczająco dobrze wesprzeć swoich najmłodszych studentów i studentki. A odpowiedź nie jest wcale oczywista, biorąc pod uwagę, że w tym roku uczelnie przyjęły o około 15 procent osób więcej niż w roku poprzednim. Zmiana ta nie idzie jednak w parze ze wzrostem liczby kadry dydaktycznej. Stwarza to wyzwania dla szkół wyższych. Przyrost osób w salach wykładowych wymaga od uczelni przemyślenia całego procesu kształcenia. Sukcesem uczelni nie jest bowiem sama rekrutacja i wręczenie indeksów nowym członkom akademickiej wspólnoty, lecz stworzenie im warunków do zdobywania wiedzy, rozwijania kompetencji i – co równie istotne – przekonanie ich, że studia warto ukończyć. Szczególnej uwagi wymagają też najzdolniejsi.
W liczniejszych niż dotąd grupach i przy często dość jednolitych na pierwszym roku programach dydaktycznych łatwo zniechęcić i przeoczyć osoby o ponadprzeciętnych możliwościach. Potrzebują one zindywidualizowanych ścieżek kształcenia, szansy na realizację własnych projektów, udziału w badaniach naukowych oraz bezpośredniej współpracy z doświadczoną kadrą.
Kluczowa staje się tu otwartość na partnerów biznesowych uczelni, którzy wspierają budowanie kariery młodych ludzi i wzmacniają ich motywację do kontynuacji nauki. Najzdolniejsi muszą czuć, że mogą realizować swoje pomysły od pierwszego roku studiów, a nie dopiero po obronie dyplomu. Ośmielanie do podejmowania ryzyka, prowadzenia własnych badań czy tworzenia start-upów to dziś jeden z najistotniejszych elementów akademickiego wsparcia.
Wysoka jakość kształcenia nie może być jednak przywilejem wyłącznie wybranych – tylko ambitne, zaangażowane środowisko daje gwarancję, że wybitne jednostki będą mogły rozwinąć skrzydła. Kluczowym pytaniem na początek roku akademickiego staje się więc to, jak skutecznie zahamować zjawisko dropoutu. W ostatnich latach stało się ono zmorą wielu kierunków i stawia pod znakiem zapytania przetrwanie części z nich, a ich ewentualne zamknięcie może w przyszłości odbić się czkawką wielu sektorom gospodarki.
Początek roku akademickiego to także właściwy moment, aby dobrze zaplanować kolejną rekrutację – ostatnią tak dużą w dającym się przewidzieć horyzoncie czasowym. Z danych wynika, że w maju 2027 roku czeka nas wielka fala: do matury przystąpi aż 386 tysięcy osób, czyli o ponad 65 tysięcy więcej niż w roku 2026.
Czy polskie szkolnictwo wyższe będzie w stanie wskoczyć na tę falę i na niej popłynąć?
Jedno jest pewne: każdy student i studentka to najważniejszy kapitał polskich uczelni. Ważne, aby każdy kolejny rocznik maturzystów słyszał od starszych kolegów i koleżanek, że warto studiować. Najbliższe dwa lata trzeba wykorzystać maksymalnie – drugiej takiej szansy przez wiele kolejnych lat będzie.
Perspektywy


