Biały Dom grozi „deportacją” studentów uczelni w Stanach Zjednoczonych przebywających na wizach studenckich i innych „rezydentów-cudzoziemców”, którzy wyrażali poglądy „pro-Hamasowe” lub „pro-dżihadystyczne” w celu „zwalczania antysemityzmu na kampusach uniwersyteckich i w społecznościach w całym kraju”.
„Studenci żydowscy stanęli w obliczu nieustającego ostrzału dyskryminacji; odmowy dostępu do wspólnych przestrzeni i obiektów kampusu, w tym bibliotek i sal lekcyjnych; oraz zastraszania, nękania i gróźb fizycznych i napaści”, czytamy w rozporządzeniu wykonawczym prezydenta Donalda Trumpa.
Rozporządzenie to, mające na celu zwalczanie antysemityzmu, wzywa instytucje szkolnictwa wyższego do „monitorowania i zgłaszania działań studentów i pracowników zagranicznych” dotyczących „antysemityzmu” na kampusach uniwersyteckich. Wzywa Departament Sprawiedliwości do natychmiastowego podjęcia działań w celu „uciszenia pro-Hamasowego wandalizmu i zastraszania oraz zbadania i ukarania rasizmu antyżydowskiego w lewicowych, antyamerykańskich college'ach i uniwersytetach”.
Niektórzy prawnicy wyrażają obawy, że może to ograniczać wolność słowa na kampusach uniwersyteckich, podczas gdy inni eksperci zauważyli, że poprzednie sprawy z ery McCarthy'ego dotyczące działalności komunistycznej przypominają status prawny tej sprawy.
„Rozporządzenie zapewnia alibi dla administratorów uniwersytetów, którzy chcą rozprawić się z aktywizmem palestyńskim, a teraz mogą powołać się na ten dekret wykonawczy i wykorzystać je jako kolejny pretekst do swoich działań, mimo że nie mają oni prawnego obowiązku stosowania zaleceń tego dekretu”, powiedział Darryl Li, prawnik z University of Chicago, w wywiadzie dla ABC News.
W swojej opinii prawnej dodał, że „nie mają oni prawnego obowiązku szpiegowania swoich studentów i zgłaszania ich rządowi. Nie muszą i nie powinni współpracować z tym rozporządzeniem wykonawczym”.
Opr. MTA
Źródło: abcnews.go.com









