Europejskie uniwersytety oferują „naukowy azyl” amerykańskim naukowcom uciekającym przed cięciami Donalda Trumpa. Aktywnie rekrutowani są naukowcy z USA, którzy mają nadzieję uniknąć zamrożenia funduszy na badania. Do Europy licznie spływają aplikacje od amerykańskich badaczy.
Od czasu, gdy Trump przejął władzę pod koniec stycznia, naukowcy w USA stanęli w obliczu kryzysu. Wysiłki mające na celu cięcie wydatków rządowych sprawiły, że tysiące pracowników szykuje się na zwolnienia, w tym w instytucjach takich jak NASA, Centra Kontroli i Zapobiegania Chorobom oraz Narodowa Administracja Oceaniczna i Atmosferyczna, wiodąca amerykańska agencja badań klimatycznych.
- Uważamy, że naszym obowiązkiem jest przyjść z pomocą naszym amerykańskim kolegom - powiedział Jan Danckaert, rektor Vrije Universiteit Brussel (VUB). Jego uniwersytet zdecydował się otworzyć stanowiska podoktoranckie dla międzynarodowych badaczy, ze szczególnym uwzględnieniem Amerykanów.
We Francji dyrektor prestiżowego Instytutu Pasteura w Paryżu, Yasmine Belkaid, powiedziała, że już pracuje nad rekrutacją osób zza Atlantyku do pracy w takich dziedzinach, jak choroby zakaźne lub pochodzenie chorób. - Codziennie otrzymuję prośby od osób, które chcą przyjechać: Francuzów, Europejczyków, a nawet Amerykanów, którzy nie są już w stanie prowadzić swoich badań lub boją się robić to swobodnie - powiedziała Belkaid. Z kolei francuski minister szkolnictwa wyższego i badań, Philippe Baptiste wezwał instytucje badawcze do przesyłania propozycji, w jaki sposób najlepiej zachęcić talenty ze Stanów Zjednoczonych
Holandia poinformowała, że zamierza szybko uruchomić fundusz, aby przyciągnąć badaczy do kraju. Holenderskie działania podjęto po tym, jak francuski Uniwersytet Aix-Marsylia ogłosił, że uruchomił program zatytułowany „Bezpieczne miejsce dla nauki”. Dwa tygodnie po uruchomieniu programu wpłynęło około 100 wniosków, wśród których byli naukowcy z Yale, NASA i Stanford, którzy wyrazili zainteresowanie. Uniwersytet nadal otrzymuje około 10 wniosków dziennie.
Opr. MTA
Źródło: theguardian.com









