REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


Polskie relacje z Turcją to bogata cześć naszej historii i naszej dyplomacji. Wystarczy wspomnieć, że Polska była pierwszym krajem chrześcijańskim, który już w 1414 (lub 1415) roku, czyli ledwie kilka lat po Grunwaldzie, nawiązał stosunki dyplomatyczne z Imperium Ottomańskim. Turcja z kolei to kraj, który przed długą noc rozbiorów na swoim dworze zawsze trzymał miejsce dla polskiego ambasadora, a wielu polskim patriotom uciekającym przed carską opresją udzielił schronienia. Po odrodzeniu, II Rzeczpospolita już w 1923 roku zawarła z Turcją Traktat o Przyjaźni. Podczas II wojny światowej ambasada RP w Ankarze działała nieprzerwanie, a władze tureckie udzielały pomocy uciekinierom z Polski. Wsparły też ewakuację rezerw złota Banku Polskiego.

Historię należy szanować i o niej pamiętać, ale pora na Turcję spojrzeć od nowa – i to nie z perspektywy wakacji w kurortach Anatolii.

Kilka dni temu polski premier z dumą ogłosił, że polska gospodarka osiągnęła poziom pozwalający nam starać się o członkostwo w elitarnym klubie państw grupy G-20, a jednocześnie polski prezydent zabiegał o to w Białym Domu.  W tym miejscu warto odnotować, że Turcja w tym elitarnym klubie jest już od lat! Turcja to dzisiaj kraj nowoczesny, z rozwiniętym przemysłem.

Turcja ma, po amerykańskiej, drugą co do wielkości armię w NATO, a turecki przemysł obronny reprezentuje wysoki poziom technologiczny, osiągnięty m.in. dzięki współpracy z tureckimi uczelniami. Doskonale pamiętamy rolę, jako w pierwszym roku wojny w Ukaranie odegrały bezzałogowe rozpoznawczo-bojowe tureckie drony „Bayraktar”. Turecki przemysł zbrojeniowy, który kiedyś opierał się na obcej technologii, rozwinął własną i produkuje nie tylko na swój użytek, ale też na eksport.

Tak jak w latach 90.  Turcja aktywnie wspierała starania Polski o członkostwo w NATO, tak Polska, już jako członek Unii, Europejskiej, konsekwentnie popiera aspiracje Turcji związane z akcesją do tej organizacji.

Turcja jest państwem stowarzyszonym z Unią Europejską, co oznacza bezcłowy obrót towarowy między Turcją a krajami EU, choć są wyjątki od tej reguły oraz wiele dodatkowych regulacji. Polsko-turecka współpraca gospodarcza charakteryzuje się dynamicznym rozwojem i obejmuje różnorodne sektory: handel, inwestycje, energetykę oraz obronność. W latach 2007–2023 obroty handlowe pomiędzy oboma krajami wzrosły z niespełna 3 mld USD do ponad 12 mld USD, utrzymując trend wzrostowy. Polsko-Turecka Izba Gospodarcza prognozuje, że w kolejnych latach możliwe jest osiągnięcie poziomu 20 mld USD w dwustronnej wymianie handlowej.

Turcja to kraj młodych. Sytuacji demograficznej tego kraju, my Polacy, możemy tylko pozazdrościć. Najlepiej ilustruje to średnia wieku – w Polsce wynosi 43 lata, a w Turcji 32, czyli o aż o 11 mniej. Nic więc dziwnego, że choć w Turcji jest ponad 200 uczelni, młodzi Turcy często i chętnie wybierają studia za granicą. Ubieganiu się na studia w uczelniach europejskich, w tym polskich sprzyja fakt, że dyplomy ukończenia szkoły średniej w Turcji są automatycznie uznawane w krajach Unii Europejskiej. Nie znaczy to bynajmniej, że tureckie uczelnie jakościowo odstają od europejskich, w tym polskich.

W światowym rankingu THE 2025 w przedziale 351-400 znalazły się trzy tureckie uczelnie, w przedziale 501-600 jedna, a w przedziale 601-800  - dwie.

W rankingu QS 2026 Middle East Technical University w Ankarze jest na miejscu 269. Istambul Technical University 298. a prywatny Koç University 323. Więc choć młodzi Turcy i Turczynki chętnie wyjeżdżają studiować za granicą, trudno się dziwić, że jeszcze więcej chętnych przyjeżdża studiować w tureckich uczelniach.  W Turcji jest ok. 250 tysięcy zagranicznych studentów. Wiele tureckich uczelni prowadzi większość programów w języku angielskim.

O ile w XIX wieku szkolnictwo wyższe w Turcji było głównie pod wpływem niemieckim i francuskim, to po drugiej wojnie światowej dominujący jest wpływ amerykański. Amerykański wpływ na tureckie szkolnictwo wyższe przejawia się w przyjęciu anglosaskich modeli edukacyjnych, utworzeniu amerykańskich uniwersytetów, takich jak Robert College oraz wymianie kulturalnej i akademickiej, którą ułatwiał rząd USA i fundacje Rockefellera i Forda. Wpływ ten, początkowo za pośrednictwem szkół misyjnych, a później poprzez pomoc międzynarodową i programy takie jak program Fulbrighta, ukształtował turecki system szkolnictwa wyższego.

Znaczna część tureckich wykładowców studiowała albo pracowała w amerykańskich uczelniach. Przekłada się nie tylko na sposób prowadzenia zajęć, czy na wygląd kampusów - czuje się też amerykańskie biznesowe podejście. Największe wrażenie w Middle East Technical University w Ankarze robią nie sale wykładowe, lecz znajdujący się na terenie uczelni park technologiczny. Tam wiedza jest dosłownie stosowana. Tu, przy wsparciu uczelni rozwijają się startupy, powstają technologiczne firmy, dobre pomysły przeobrażają się na poważne, nowoczesne biznesy. Uczelnia działa jak katalizator. Jest czego się od Turków uczyć!

Kazimierz Bilanow
Perspektywy

© 2022 Perspektywy.pl   O nas | Polityka Prywatności | Znak jakości | Reklama | Kontakt!!!