Studenci dziennikarstwa Erasmus Mundus w Aarhus - pochodzący z ponad 40 krajów - mierzą się z kulturowymi, językowymi i akademickimi wyzwaniami, próbując odnaleźć się w duńskiej codzienności. Dania oferuje bezpieczeństwo, ale integracja jest trudniejsza do osiągnięcia.
„Gdybym miała opisać bycie studentem zagranicznym w Danii w kilku słowach, powiedziałabym: bezpieczny, wykluczony… może odizolowany. Większość czasu spędza się z obcokrajowcami” – mówi Arina z Rosji. Jej słowa odzwierciedlają doświadczenia wielu studentów zagranicznych. Każdego sierpnia ponad 90 studentów z ponad 40 krajów przyjeżdża do Aarhus, aby rozpocząć studia magisterskie Erasmus Mundus Journalism – studia finansowane przez UE, które łączą teorię akademicką z praktyką dziennikarską. Pierwszy rok spędzają razem w jednej sali wykładowej w Aarhus, po czym rozjeżdżają się po Europie, by kontynuować naukę w Londynie, Amsterdamie, Monachium lub Pradze. W międzyczasie uczą się funkcjonować w duńskiej pogodzie, życiu akademickim i niewidzialnych barierach między obcokrajowcami a Duńczykami.
Reputacja
Reputacja Danii jako jednego z najbezpieczniejszych krajów świata jest powszechnie znana, ale dla studentów z państw o wyższym wskaźniku przestępczości ta rzeczywistość bywa wręcz surrealistyczna. Dla Danielli z Meksyku kontrast z jej ojczyzną okazał się ogromny. „Mogłam jeździć komunikacją miejską, wracać późno do domu i ani razu nie pomyślałam, że coś mi się stanie”.
Bezpieczeństwo nie było jedynym zaskoczeniem. Dla Roberty duńska pogoda była gorsza niż sobie wyobrażała. Jako Niemka sądziła, że jest przygotowana. „Słyszałam o pogodzie i nie myślałam, że będzie aż tak źle. Ale i tak byłam w szoku” - mówi.
Dla wielu studentów kluczem do integracji okazały się akademiki. Uniwersytet w Aarhus zapewnia zakwaterowanie w ramach programu, a większość uczestników Mundusa mieszka z duńskimi i zagranicznymi współlokatorami. Wygląd także może mieć znaczenie. „Niezależnie od tego, czy mówisz po duńsku, czy nie, i jak wyglądasz - jeśli pochodzisz z kraju nordyckiego, łatwiej jest się zintegrować” - mówi Arina. „Stereotyp, że Duńczycy są introwertyczni i zamknięci w sobie, jest bardzo prawdziwy. Przez pierwsze miesiące trudno było przełamać lody. Ale kiedy mi się to udało, moi współlokatorzy stali się jednymi z moich najbliższych przyjaciół”.
Nieformalna hierarchia
Dla wielu obcokrajowców jednym z największych zaskoczeń jest płaska hierarchia duńskiego systemu edukacji. Podejście, które może wydawać się wyzwalające lub dezorientujące, w zależności od tego, skąd ktoś pochodzi. Epsita natychmiast dostrzegła ten kontrast. „W Indiach system był o wiele bardziej hierarchiczny. Tutaj profesorowie są otwarci i traktowani na równi z innymi” - mówi.
Roberta zwraca uwagę na różnice językowe i kulturowe. „W Niemczech profesorowie zawsze musieli być tytułowani. W Danii zwraca się do nich po prostu po imieniu - co sprawiło, że czułam się swobodniej, rozmawiając” - wyjaśnia.
Bariera językowa
Kolejnym wyzwaniem okazała się praca - często utrudniona przez barierę językową. „Znalezienie pracy przez studenta jest trudne. Większość ofert pracy w sektorze usług wymaga znajomości duńskiego, mimo że wszyscy tutaj mówią po angielsku. Ostatecznie pracowałam w restauracji, ponieważ to było jedyne miejsce, gdzie nie wymagano znajomości duńskiego” - mówi Daniella.
Epsita miała ustabilizowaną karierę zawodową w Indiach. „W Danii nie mogłam pracować jako dziennikarka - pracowałam w sektorze usług, żeby związać koniec z końcem. Czułam się, jakbym zaczynała od nowa” - dodaje. „Ale byli ludzie, którzy znaleźli pracę, jaką chcieli, po angielsku. To zależy od tego, czego szukasz i jak bardzo jesteś wytrwały”.
Opr. MTA









