REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


Komentuje dr Robert Dwiliński, fizyk, autor ponad 200 międzynarodowych patentów, współzałożyciel firmy AMMONO, w latach 2015-2022 dyrektor Uniwersyteckiego Ośrodka Transferu Technologii Uniwersytetu Warszawskiego, a obecnie prezes fundacji PACTT (Porozumienie Akademickich Centrów Transferu Technologii).

Casus p. dr Olgi Malinkiewicz (więcej tutaj) po raz kolejny przypomina nam, jak bardzo potrzebna jest ochrona państwa nad firmami będącymi sercem innowacyjnej gospodarki, czyli opartymi na wynalazkach naukowców. Jej brak doprowadził w wielu znanych mi przypadkach do kuriozalnego rozpasania niektórych inwestorów, którzy wykorzystują niesprawność systemu wymiaru sprawiedliwości i przejmują lub niszczą (nierzadko doprowadzając do upadku) kolejne innowacyjne firmy. Stąd warto postawić głośno pytania o to, jak zmienić obecny system i zapobiec podobnym przypadkom w przyszłości.

Abstrahując od konkretnych przypadków, widzę kilka rzeczy do gruntownej poprawy. Po pierwsze, należałoby skrócić do kilku tygodni czas wydawania wyroków sądowych w sprawach dotyczących wrogich przejęć firm innowacyjnych. Obecnie takie wyroki to kwestia kilku czy nawet kilkunastu lat. A przecież w takich przypadkach mamy wyścig z czasem: chodzi o to, by można było zablokować wrogie przejęcie spółki, zanim zostanie ona sprzedana, a przejmujący ją pseudofundusz zlikwidowany, zatem zanim zniknie choćby możliwość prawna pociągnięcia do odpowiedzialności tego funduszu. Dla firm innowacyjnych konieczna jest ścieżka szybkiego rozstrzygania np. w sprawach o ustalenie składu zarządu, rozpoznawania wniosków o zabezpieczenie, decyzji dotyczących wpisów do KRS-u itd.

Po drugie, zmianie powinno ulec podejście prokuratury do firm innowacyjnych. Nie może być przecież tak, że państwo wykłada (np. w systemie grantowym) dziesiątki czy setki milionów złotych na wsparcie innowacyjnych badań i firm, a potem, gdy następuje wrogie przejęcie przez podmiot, który nie jest w stanie rozwijać innowacyjnej technologii i w konsekwencji doprowadza do upadku innowacyjnej firmy, prokuratura stwierdza, że takie działanie ma znikomą szkodliwość społeczną. W opinii prokuratury - firma dopiero rozwija jakieś technologie, tworzy ją zaledwie kilku „jakichś tam” naukowców, spółka nie oferuje dużej liczby miejsc pracy, nie przynosi jeszcze znaczących zysków… A że dana innowacja ma wielkie perspektywy? Dla prokuratora to nie jest argument, to raczej świadczy o „wybujałej wyobraźni” czy myśleniu życzeniowym założyciela firmy, a nie o realnych szansach i znaczeniu innowacji dla rozwoju gospodarczego. Tym samym innowatorzy stykają się z kompletnym lekceważeniem ich wysiłków i kilkudziesięciu lat ciężkiej pracy.

Ponadto, na przykładzie firm takich jak Saule Technologies widać jasno ogromną nierównowagę sił. Inwestorzy mają duże zasoby, które mogą wykorzystywać w walce z twórcami technologii. Jeśli inwestorzy mają złe intencje, mogą stosować agresywne metody działania w różnych obszarach, nawet w zakresie działań prawnych, np. natychmiast są wysyłane wezwania do zapłaty, pozwy o naruszenie dóbr osobistych, wnioski o zabezpieczenie, co dla kogoś nieposiadającego wielkiego zaplecza prawnego oznacza często paraliż.  Zdarza się, że zadziwiająco szybko zmieniane są  dane w KRS spółki na wniosek inwestorów, podczas gdy podobne wnioski od założycieli firmy rozpatrywane są tygodniami itp. To powoduje, że naukowcom, którzy podejmą walkę, bardzo trudno jest dalej prowadzić jakąkolwiek innowacyjną działalność.

Z tego wynika trzeci element konieczny do poprawy obecnej sytuacji, a mianowicie transparentność inwestycji w innowacje. Istnieje potrzeba stworzenia przez którąś z państwowych instytucji, np. Polski Fundusz Rozwoju, Komisję Nadzoru Finansowego czy NCBR, bazy inwestorów, która nie ograniczałaby się tylko do wymienienia ich nazw i portfolio, ale pokazywałaby historię ich działań zarówno udanych, jak i nieudanych. Nie chodzi tu o zamieszczanie opinii, lecz zweryfikowanych dokumentów źródłowych – wyroków sądowych, protokołów, raportów giełdowych itp. Czyli nie tylko ostracyzm i ostrzeżenie przed patoinwestorami, ale również przykłady dobrych praktyk. Podkreślę, że np. uzupełnienie bazy inwestorów dostępnej na stronie PFR o formularz do zgłaszania dokumentów źródłowych i zatrudnienie jednej osoby do ich weryfikacji można zrealizować natychmiastowo i kosztem znikomym w budżecie tej instytucji, a pokazanie dobrych i złych praktyk spowodowałoby ogromną zmianę jakościową ekosystemu innowacji.

Pozostaje jeszcze ostatnia kwestia: czy poprawa wszystkich powyższych aspektów spowoduje radykalne zwiększenie innowacyjności polskiej gospodarki. Moim zdaniem… nie spowoduje, bo to dopiero początek drogi. Ponieważ te kilkadziesiąt miliardów złotych rocznie, które idzie na wsparcie sektora badań i rozwoju, wydawanych jest bez żadnej strategii. Dziś system działa w ten sposób, że istnieje wiele agencji wspierających, ale nie ma żadnej wspólnej dla tych wszystkich agencji polityki. Pieniądze są rozdawane losowo w ten sposób, że raz się je dostanie, a raz nie, nie ma żadnej ciągłości wsparcia projektów. A przecież, by startup mógł się rozwijać do scaleupu, by rozwijane przez niego innowacje przyniosły znaczący efekt gospodarczy w globalnym wyścigu, potrzebny jest wieloletni, ciągły dostęp do finansowania, poczynając od grantów, przez zamówienia publiczne i gwarancje kredytowe, które pozwolą te zamówienia publiczne i komercyjne zrealizować. Pozytywną rolę mogą odegrać także fundusze seed, venture i private equity, o ile nie będzie tolerowana przestępczość gospodarcza prowadzona pod takimi szyldami.

Przykładowa propozycja strategii wzrostu innowacyjności polskiej gospodarki w moim tekście tutaj.

Reasumując: paradoksem dziś jest to, że z jednej strony w publicznym przekazie innowacje to warunek rozwoju gospodarczego, i pod tym podpisują się wszystkie kolejne rządy, a z drugiej strony nie widać konkretnego wsparcia, ochrony państwa nad tworzonymi innowacjami, co najlepiej pokazuje przykład Saule Technologies i dr Olgi Malinkiewicz. Z jednej strony promowana jest teza, że dla rozwoju cywilizacyjnego trzeba prowadzić badania naukowe i potem wdrażać efekty tych badań do działalności gospodarczej, stąd powszechne przekonanie, że naukowcy są społecznie ważni jako inicjatorzy postępu, a z drugiej strony „oczywistością” dla wielu inwestorów jest przejmowanie od naukowców wyników ich pracy w imię społecznej (głównie własnej) korzyści, w imię podejścia: „naukowcy nie przepchną sami efektów badań do fabryk, weźmiemy więc od nich innowacje i zrobimy za nich to, co dla nich jest kłopotem”. W ich przekonaniu naukowcy „dobrze się bawią” realizując swoje projekty, więc ich udział w zyskach firmy lub z jej sprzedaży nie jest konieczny, co niektórzy inwestorzy uzyskują „po dobroci” lub przez wrogie przejęcie. Jeśli się to nie uda, wszyscy stracą – naukowcy wiele lat pracy (czasem kilkadziesiąt), a inwestorzy pieniądze, bo sprzedaż firmy lub jej dalszy rozwój po takich przejściach jest niezwykle trudny, szczególnie bez twórców technologii. I tu znów widać nierównowagę: naukowcy tracą często dorobek całego życia zawodowego, a inwestorzy tylko niewielką część kapitału, więc postrzegają ryzyko straty w konflikcie z naukowcami jako nieporównanie mniejsze, stąd ich brawura w stosowaniu rozwiązań siłowych, często kończących się jednak finansową porażką. Zatem oczywiście, inwestorzy mogą być pomocni we wdrażaniu efektów badań naukowych, szczególnie przy niedziałającym partnerstwie publiczno-prywatnym, ale znaczący efekt gospodarczy będzie możliwy tylko gdy podział zysków będzie w miarę sprawiedliwy. 

Opr. Magda Tytuła

Dr Robert Dwiliński w 1999 roku był współzałożycielem oraz prezesem/CEO (CEO do 2013 r.) firmy AMMONO, specjalizującej się w rozwoju i produkcji podłoży półprzewodnikowych z azotku galu (GaN) krystalizowanego opatentowaną metodą amonotermalną. Wynalazki i osiągnięcia komercjalizacyjne firmy AMMONO umożliwiają do dziś przełomy w dziedzinie optoelektroniki (lasery niebieskie i zielone oraz diody LED oparte na GaN) oraz elektroniki (szybkie tranzystory wysokiej mocy). Wniosek o upadłość złożony przez prezesa powołanego przez inwestora niezgodnie z umową inwestycyjną i statutem spółki (w uzasadnieniu prawomocnego wyroku sądu apelacyjnego) doprowadził do upadłości likwidacyjnej i sprzedaży majątku AMMONO S.A.

© 2022 Perspektywy.pl   O nas | Polityka Prywatności | Znak jakości | Reklama | Kontakt!!!