REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


Kto jest winny ciężkiej sytuacji zawodowej osób niepełnosprawnych? Czy jest to tylko kwestia niewłaściwie przemyślanego systemu edukacji? A może problem jest znacznie głębszy? O przyczynach trudności osób  niepełnosprawnych na rynku pracy mówi Mikołaj Szwochert, przedstawiciel portalu pracy osób niepełnosprawnych Brevio.pl.

Jakie są bariery społeczne związane z zatrudnieniem osób niepełnosprawnych po stronie przedsiębiorstw i osób odpowiedzialnych za zatrudnienie?

Niewielu menedżerów ma kompetencje by zarządzać zróżnicowanym zespołem pracowników. Wprowadzenie niepełnosprawnego członka do grupy stanowi duże wyzwanie. Kierownik może mieć obawy, że zespół odrzuci niepełnosprawnego kolegę, a jednocześnie żywić przekonanie, że nowoprzyjęty będzie traktowany szczególnie ze względu na swoją dysfunkcję, co w dalszej perspektywie może zaburzyć wydajność. Innym problemem jest też nieuzasadnione założenie, że zatrudnieni dotychczas pracownicy mogliby stracić motywację po dołączeniu do zespołu niepełnosprawnego, uważając, że tylko będą musieli pracować także za niego.

Brak kompetencji zarządzania różnorodnością w zespole prowadzi do tego, że świadomy swoich ograniczeń menedżer nie zdecyduje się na zatrudnienie osoby niepełnosprawnej - niezależnie od jego rzeczywistych kwalifikacji. Nieumiejętne wdrożenie osoby niepełnosprawnej może faktycznie zrodzić wiele problemów w zarządzaniu, jednak jeśli proces ten uda się przeprowadzić poprawnie, pracodawca zyska lojalnego i zaangażowanego pracownika, który wie, że niezależnie od predyspozycji i aktualnego stanu zdrowia nie zostanie zwolniony z pracy.

Czy Polski system edukacyjny jest w stanie dobrze przygotować osoby niepełnosprawne do pełnienia ról zawodowych?

Osoby niepełnosprawne nie podejmują masowo edukacji z bardzo prozaicznej przyczyny. Polskie uczelnie po prostu nie są jeszcze dostatecznie przygotowane na studentów z dysfunkcjami. Według naszych szacunków na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu uczy się około 90 osób niepełnosprawnych na ponad 8,1 tys. studentów. Sytuacja wygląda lepiej na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu, czy na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie wdrażany jest program wsparcia dla studentów dotkniętych chorobami psychicznymi.

Jednak wiele działań natrafia na przeszkody systemowe. Studenci niepełnosprawni mają ze studiami wiele „technicznych” problemów – trudności z uzyskaniu trybu indywidualnej organizacji zajęć, czy z obecnością na zaliczeniach i dyżurach. Ich pobyt na uczelni gryzie się z wizerunkiem młodej i prężnej elity intelektualnej. W późniejszym toku edukacji, studenci niepełnosprawni napotykają problem z odbyciem obowiązkowych praktyk zawodowych, ponieważ, podobnie jak na otwartym rynku pracy, firmy obawiają się ich zatrudniać.

Zamknięcie na rynek pracy i edukacyjny nie wynika jednak chyba tylko z barier systemowych? Czy odpowiedzialność za bezrobocie osób niepełnosprawnych nie leży także po stronie samych zainteresowanych?

To prawda, że całej odpowiedzialności nie możemy przerzucić na instytucje państwowe i rozwiązania systemowe. Nieskuteczne system edukacyjny i problemy na rynku pracy powodują, że rodzice chcą uchronić niepełnosprawne dziecko przed trudnościami i sprawują nad nim bezpośrednią opiekę w domu. Ograniczone kontakty rówieśnicze i wąskie grono kontaktów prowadzą do zubożenia umiejętności komunikacyjnych i społecznych, co skutkuje problemami w przyszłości. Na współczesnym, wymagającym rynku pracy, kompetencje miękkie, są podstawą sukcesu. Niemożność sprawnej komunikacji z zespołem i współpracownikami wyklucza kandydata z procesu rekrutacji.

Nieprzystosowanie wyniesione z domu, rodzi problemy już na poziomie edukacji, gdzie brak umiejętności spontanicznej interakcji społecznej prowadzi do wykluczenia z grupy i stygmatyzuje osoby niepełnosprawne jako „odmienne”. Poza pierwotną niepełnosprawnością pojawia się niepełnosprawność „wtórna”, która staje się nowym ograniczeniem w codziennym funkcjonowaniu.

Czy nie jest tak, że system szkół specjalnych i integracyjnych, który przyjął model obniżania wymagań zamiast intensyfikacji pracy nad edukacją, sprzyja w pewnym stopniu problemom osób niepełnosprawnych w późniejszym funkcjonowaniu zawodowym?

W małych ośrodkach miejskich, gdzie dostęp do szkół specjalnych i integracyjnych jest mocno ograniczony edukacja dzieci niepełnosprawnych wiąże się z dużymi kosztami. Poradnie psychologiczno-pedagogiczne, które mogą orzekać o ewentualnym opóźnieniu w rozwoju lub upośledzeniu umysłowym dla bezpieczeństwa orzekają „pogranicze normy i upośledzenia umysłowego”. Takie orzeczenie jest swoistym wyrokiem dla dziecka z problemami rozwojowymi. Uczęszczanie do publicznej szkoły, gdzie zespoły klasowe są zdecydowanie większe niż w szkołach specjalnych, a warunki nauki mniej korzystne dla niepełnosprawnego dziecka prowadzi do pogłębiania się różnic intelektualnych.

Nauczyciele prowadzący zajęcia otrzymują informację o potrzebie „dostosowania wymagań” dla dziecka z orzeczeniem i jedynym narzędziem, którym dysponują jest obniżenie owych wymagań do takiego poziomu, by dziecko mogło przyswoić jakąkolwiek wiedzę. Jednocześnie bez wsparcia opiekunów, nauczyciel nie jest w stanie poświęcić w 20 osobowej klasie więcej czasu na pracę z jednym dzieckiem, tak by poradziło sobie z danym zadaniem. Obniżenie wymagań stanowi podstawę do tego, żeby uczeń nie powtarzał klasy. A decyzja taka na poziomie szkoły podstawowej musi być konsultowana z rodzicami, którzy niestety bardzo rzadko zgadzają się na takie rozwiązanie. System jest do tego stopnia wadliwy, że z roku na rok pojawia się coraz więcej dzieci z orzeczeniami o konieczności dostosowania wymagań – mimo stałego obniżania poziomu podstawy programowej.

© 2022 Perspektywy.pl   O nas | Polityka Prywatności | Znak jakości | Reklama | Kontakt!!!