Rozmowa z Agatą Nykazą – kobietą pilot, jedyną w kadrze narodowej w akrobacji samolotowej oraz pierwszą i jedyną w Grupie Akrobacyjnej „Żelazny”.
– Czy to prawda, że Twoje zamiłowanie do lotnictwa pojawiło się podczas lotu do Grecji?
– Tak. Po raz pierwszy wzbiłam się w przestworza na pokładzie Airbusa, lecąc z rodziną na wakacje do Grecji. W trakcie tego lotu odkryłam w sobie pasję lotniczą. Wszystko, co od tej pory robiłam, konsekwentnie zmierzało do spełnienia marzenia o lataniu, choć wcześniej byłam szaloną koniarą.
– To był lot samolotem rejsowym, więc skąd pomysł na akrobacje lotnicze?
– Zaczynałam, jak większość adeptów, od szybowców. Ukończyłam naukę w liceum w klasie o profilu lotniczym, uzyskałam licencję pilota szybowcowego PL (G) i pilota turystycznego samolotowego PPL (A). Teraz studiuję na Politechnice Poznańskiej. W trakcie szkolenia instruktorzy – Piotr Haberland oraz Grzegorz Bartkowiak, pokazali mi parę elementów z lotów akrobacyjnych. Bardzo mi się to spodobało. Miałam i mam też szczęście latać z Wojtkiem Krupą, dzięki czemu udało mi osiągnąć tyle w akrobacji.
– Zastanawiałaś się nad wyborem lotnictwa wojskowego, jako pilot odrzutowca albo samolotu transportowego?
– Nigdy nie ciągnęło mnie do lotnictwa wojskowego. Kiedyś miałam działkę na Głuszynie, więc hałas i widok samolotów takich jak Mig-21 czy Su-22 nie był mi obcy. W wojsku chyba nie wytrwałabym zbyt długo, bo zawsze lubiłam chodzić własnymi ścieżkami, mam nieposkromiony charakter.
– Jakie wymagania trzeba spełnić, żeby zostać pilotem?
– Zaczyna się od szybowców, zazwyczaj lata się od wschodu do zachodu Słońca, przez kolejne 2-3 tygodnie. Wiele osób nie wytrzymuje takiego rytmu. Po paru dniach biegania z szybowcami, naprawdę widać, kto ma dobrą kondycję, a kto nie. Poza chęciami kandydat na pilota powinien być w miarę zdrowy (teraz nie trzeba już mieć zdrowia jak kosmonauta). Po przejściu badań lotniczych można rozpocząć szkolenie teoretyczne, zdać testy wewnętrzne w aeroklubie i zacząć latać.
– Jako jedyna kobieta, wchodzisz w skład kadry narodowej w akrobacji samolotowej.
– W zawodach biorę udział od 2010 roku, już trochę czasu minęło i przyzwyczaiłam się, że jestem w tak zacnym gronie pilotów.
– W jaki sposób jesteś traktowana przez męską konkurencję podczas zawodów?
– Od początku byłam bardzo miło odbierana przez kolegów. Choć wydaje mi się, że chyba nie bardzo wierzyli w to, że będę w akrobacji tak długo. Jako jedyna kobieta na zawodach wcale nie mam forów, często jest tak, że to ja szykuję samolot kolegom, którzy lecą przede mną. Oczywiście, jeżeli lecę jako pierwsza, to oni szykują samolot dla mnie. Chyba najtrudniej jest „oszukać” sędziów. Zawsze po starcie zawodnik musi zgłosić swój numer przez radio do sędziego głównego. Kiedy tylko się odezwę, od razu wiedzą, że leci dziewczyna. Kiedyś próbowałam mówić przez rękawiczkę, ale to niewiele dało. No, i wznoszenie samolotu. Jestem dość lekka, od razu widać, że samolot zdecydowanie szybciej się wznosi niż pozostałe.
– Jesteś również jedyną kobietą w Grupie Akrobacyjnej „Żelazny”. Trudno było do niej dołączyć?
– Z początku latanie w grupie wydawało mi się wręcz niewykonalne. Nauka patrzenia, pokonywanie własnych słabości, utrzymanie samolotu na określonej pozycji – nie było łatwo, ale po wielu treningach udało się. Potem przyszedł czas na latanie na pokazach lotniczych. Miałam przyjemność holować Jerzego Makulę w zespole. Bardzo długo docierało do mnie, że latam z Żelaznymi. Chyba nic lepszego w życiu nie mogło mi się przydarzyć!
– Jesteś nazywana „żelazną damą polskiego lotnictwa”. Brzmi groźnie…
– Troszeczkę, ale tak naprawdę jestem zwykłą dziewczyną. Bardziej „Żelazna 13”, bo to mój szczęśliwy numer. Wydaje mi się, że aby być prawdziwą żelazną damą polskiego lotnictwa, muszę jeszcze się sporo nauczyć.
– Co najbardziej cenisz w lataniu?
– W lotach akrobacyjnych bardzo podoba mi się śmiganie w różnych konfiguracjach po niebie. Pilot jest bardzo mocno przypięty pasami, co sprawia wrażenie, że staje się jednością z samolotem. Uczucie wręcz nie do opisania.
– Twoja ulubiona figura akrobacyjna to…
– Wraz ze zdobywaniem nowych doświadczeń zmieniają się moje ulubione figury. Kiedyś uwielbiałam Avalanche, tj. pętla z beczką szybką na górze figury. Teraz najchętniej kręciłabym figurę Lomcovak. Pilot nigdy nie wie, w jakiej konfiguracji figura ta się zakończy. Czy będzie to na plecach, na boku, czy normalnie.
– Jerzy Makula w jednym z wywiadów mówił, że kobiet-pilotów nie jest zbyt wiele, ale jeśli już latają, to poświęcają wszystko i robią to ze znakomitym efektem. Ile wyrzeczeń kosztowało Cię osiągnięcie poziomu, na którym teraz jesteś?
– Będąc w klasie lotniczej od początku wiedziałam, że całe wakacje i wolny czas będę przeznaczać na naukę latania i prace naziemne. Główne poświęcenie, to poświęcenie własnego wolnego czasu. Ale jeżeli w tym czasie robi się to, co się kocha, to naprawdę warto. Często nawet jeżeli mam wolne, a na lotnisku nic się nie dzieje, to i tak czuję że muszę tam jechać. To miejsce strasznie przyciąga. Bardzo lubię spędzać czas z kolegami i koleżankami z lotniska.
– Naukę zaczynałaś od szybowców, teraz jesteś instruktorem. Jakim jesteś nauczycielem?
– Myślę, że to pytanie najlepiej zadać moim uczniom. Może łatwym instruktorem nie jestem, ale przynajmniej wiem, że moi uczniowie nie wywiną mi żadnego „strusia” w powietrzu.
– W innych sekcjach Polskiego Związku Sportu Lotniczego zdecydowanie zauważa się obecność kobiet. Dlaczego, według Ciebie, akrobacja samolotowa nie jest wśród nich tak popularna?
– Nie oszukujmy się, to po prostu bardzo drogi sport. Ja mam to ogromne szczęście, że jestem w MOSALu (Młodzieżowym Ośrodku Szkolenia Akrobacji Lotniczej) przy Aeroklubie Poznańskim. Gdyby nie klasa lotnicza, nigdy nie zdecydowałabym się na szkolenie lotnicze. Po prostu nie stać na to mnie i mojej rodziny. Koszty latania w klasie były zdecydowanie niższe, dzięki czemu mogłam zajść tak daleko. Na zawodach w akrobacji nikt nie dostaje pieniędzy za wygraną, a jeżeli już coś wpadnie, jest to zazwyczaj suma symboliczna. To sport, do którego się dokłada. Niestety, w Polsce stawia się na piłkarzy… A szkoda, bo mamy wielu wspaniałych lotników i bardzo wiele sukcesów, o których mało kto wie. Mało jest też miejsc, gdzie można zrobić uprawnienia w akrobacji samolotowej.
– Wkrótce kończysz studia. Co dalej?
– Magisterkę bronię już w czerwcu, a póki co mam tylko wstęp do pracy. Chciałabym zostać na politechnice na doktoracie. Wtedy mogłabym zająć się przedmiotami stricte związanymi z lataniem. Mam nadzieję, że kolejny sezon będzie bezpieczny i przyniesie kolejne medale. Zimą zamierzam zacząć zdawać testy na atpl (a) w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego.
– Życzę Ci realizacji tych planów i dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała: Anita Kruk

Agata Nykaza, urodzona w r. 1990 w Poznaniu. Absolwentka XIV Liceum Ogólnokształcącego im. Kazimierza Wielkiego w Poznaniu (klasa lotnicza). Studentka Politechniki Poznańskiej (Wydział Maszyn Roboczych i Transportu, kierunek transport, specjalność transport lotniczy). Posiada licencję pilota szybowcowego i samolotowego turystycznego. Instruktor szybowcowy Aeroklubu Poznańskiego im. Wandy Modlibowskiej. Od 2011 r. należy do Stowarzyszenia Polish Aerobatic Club w Poznaniu. Od 2012 r., w kadrze narodowej Polskiego Związku Sportu Lotniczego w akrobacji samolotowej, jako jedyna kobieta (advanced). Od 2012 r. wchodzi w skład Zespołu Akrobacyjnego „Żelazny”, jako pierwsza i jedyna kobieta. Jedyna w Polsce kobieta – pilot wyczynowego samolotu akrobacyjnego Extra 330LC, biorąca udział w zawodach. Osiągnięcia: drużynowo brązowy medal na Mistrzostwach Polski w Akrobacji Samolotowej w Toruniu (2013). Najlepszy wynik, to 2. miejsce w konkurencji Unknow1 na zawodach Pucharu Polski w Radomiu, końcowo 5 miejsce (2011). Nalot ogólny: 550 godzin (200 na samolotach i 250 na szybowcach). Od 2012 r. zajmuje się strzelectwem. Osiągnięcia: m.in. 1. miejsce w pistolecie centralnego zapłonu (2013), dwukrotnie 3. miejsce w konkurencji karabinu centralnego zapłonu na 100 m, udział w zawodach typu 3 gun, Międzynarodowy Wielobój Strzelecki.










