REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


REKLAMA


Rozmowa z Julią Brzózką, najlepszą maturzystką 2016, studentką filologii romańskiej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

– Co takiego było w klasie III H płockiej Małachowianki, co wyniosło Cię do tytułu najlepszej polskiej maturzystki 2016?

– Mam zaszczyt być w gronie dwudziestu pięciu laureatów konkursu „Matura na 100 procent”, który organizuje fundacja „Zawsze warto”. To jej twórcy przyznali też trzem osobom, do których się zaliczam, roczne stypendia. Rola mojego liceum? Klasa H była niemal jak skrojona dla mnie, jeśli chodzi o przedmioty rozszerzone: polski, francuski i historię. Przyznaję, że nauka historii nie jest dla mnie łatwa, ale ponieważ nazywam siebie humanistką, nie chciałam jej zaniedbywać.

Pierwsze tygodnie w szkole pokazały, że stanęłam przed nowymi wyzwaniami. Czułam, że poszerzam moje horyzonty, więc inspirowało mnie to do pracy i przynosiło dużo satysfakcji. Trzy nauczycielki wiodących przedmiotów miały pasję, rozległą wiedzę i wymagały od nas uczciwego zaangażowania. Moja klasa składała się z osób o różnych zainteresowaniach, wiele miało zacięcie artystyczne. Atmosfera sprzyjała indywidualizmowi, może nie byliśmy najlepiej zorganizowani, ale za to nie ustawała wymiana doświadczeń.

– Z perspektywy trzech lat widzisz swoje liceum jako najbardziej odpowiednie – no właśnie – dla kogo?

– Wybór szkoły po gimnazjum był koszmarem. Oczywiście, myślałam o perspektywach na przyszłość, rozwoju i tak dalej, ale miałam też obawy, może trywialne, czy będzie miało sens wstawanie bladym świtem i dojeżdżanie do szkoły, która oferowała klasę z interesującym profilem. Co gorsza, nie byłam całkiem zdeterminowana – wtedy byłoby łatwiej. Kiedy zadawałam sobie pytanie, co chcę robić w przyszłości, miałam jakieś marzenia, różne pomysły, ale to nie były jeszcze sprecyzowane cele. Zazdrościłam tym, którzy widzieli dla siebie jedną drogę zawodową. Sama rozpatrywałam i klasy z rozszerzeniami biologia-chemia, i matematyka-geografia... Trochę wbrew sobie. Pamiętam, jak jesienią w trzeciej klasie gimnazjum moja polonistka – niezwykła nauczycielka, jeden z moich autorytetów – prowadziła lekcję wprowadzającą do epoki międzywojnia. Pomyślałam wtedy: Boże, przecież ja muszę iść do humanistycznej!. Ostatecznie tak zostało i nigdy nie żałowałam wyboru.

Wgimnazjum trudno sprecyzować, co chce się zdawać na maturze – a te decyzje są prawie tożsame w systemie wąskiej specjalizacji w szkołach średnich. Ale nie powinno się chyba zapominać, co się lubi, na co chciałoby się przeznaczać czas. Dużo czasu. Niespecjalnie przekonują mnie statystyki szkół – mogą być pomocne dla ogólnego rozeznania, ale wysoka zdawalność matury w ogóle nie przełoży się, tak po prostu, na sukces jednostki.

W Małachowiance wielu nauczycieli chce prowadzić uczniów, oczekuje ich pracy własnej. Trzeba wkładać wysiłek w to, co się robi; na początku to zaskakujące, potem może frustrujące – w wymiarze codziennym czasem narzeka się na swój los – ale właśnie w ten sposób dochodzimy do prawdziwej wiedzy.

– Jakie techniki uczenia się stosowałaś w szkole? Jakaś „tajna broń”?

– Staram się wyrobić w sobie nawyk bycia przyzwoicie systematyczną albo chociaż systematyczną na tyle, żeby nie zarywać nocy... Każdy ma swoje grzeszki, a z drugiej strony swoje sposoby na naukę. Myślę, że nie do przecenienia są samodzielnie robione notatki – nie umiem uczyć się z czyichś, bo każdy wypracowuje własne metody, ma też inny zasób dotychczasowej wiedzy. Na mnie na przykład nie robią żadnego wrażenia podkreślenia, wyróżnianie czegoś kolorem... Im większa koncentracja, tym krótsze zapiski. W moim przypadku nauka była o tyle bezbolesna, że cały czas robiłam to, co lubię.

Pozostaje jeszcze specyfika języków – o ile po polsku czytałam, robiłam notatki i pisałam prace, o tyle po francusku i angielsku musiałam jeszcze mówić. Jestem słuchowcem, więc często potrzebuję wypowiedzieć to, co chcę zapamiętać. Zresztą wymowę też trzeba ćwiczyć. Dlatego mówię i czytam na głos.

– Zdarzało Ci się dostawać gorsze stopnie niż piątki i szóstki?

– Znam jedynki nie tylko z opowieści. Oczywiście, że się zdarzały!

– Czy w dobrym liceum potrzebne są korepetycje? Korzystałaś z nich czasem?

– To nie jest tak, że w renomowanej szkole wszystko wszystkim przychodzi łatwo; jeśli mamy jakieś braki albo trudności, to nie znikną z powodu pieczątki z nazwą szkoły. O ile chcemy coś z nimi zrobić, czasem pozostaje

szukać pomocy poza lekcjami. Owszem, kontynuowałam naukę francuskiego i angielskiego na dodatkowych zajęciach. Niekoniecznie nazwałabym je korepetycjami, bo chodziło raczej o pogłębianie zainteresowań, zawsze szłam na te lekcje z prawdziwą przyjemnością.

– Ścigasz się w życiu z sobą samą, czy nakręca cię rywalizacja?

– Mam poczucie, że trzeba się rozwijać, ale nigdy nie rywalizowałam z innymi. Nie przeglądałam się w cudzych wynikach, nie wyliczałam, jaką będę mieć średnią. Po prostu nie chciałabym tkwić ciągle w tym samym miejscu, ale inni nie są dla mnie najważniejszym punktem odniesienia. Raczej inspiracją – ci, których podziwiam, ci, którzy coś przede mną odkrywają.

– Jesteś świetną polonistką, olimpijką, zdecydowałaś się na filologię romańską...

– Kochałam polski w szkole i nadal kocham literaturę. Bardzo dużo przede mną, jeśli chodzi o film, a to też interesujące, zwłaszcza kino spoza ośrodków amerykańskich. Filologia romańska pozwala mi studiować język, który uwielbiam, ale też zetknąć się z bardzo bogatą kulturą, mocno wpływającą na kulturę europejską i światową, a jednocześnie będącą przeciwwagą  dla powodzi „towarów” – czy odrzutów  – „z eksportu”.

 – Wielu humanistów odczuwa kompleks wobec kompetencji i możliwości, jakimi dysponują osoby zafiksowane na przedmiotach science. Masz z tym jakiś kłopot?

– Ani trochę. Nie wolno nie doceniać roli humanistów. Chyba najczęściej robi się to w kontekście rynku pracy. Humanistyka niektórym kojarzy się z pisaniem wierszy nad strumykiem i łatwo to przeciwstawić nowoczesności, zarabianiu. Wierzę, że można być humanistą i… mieć. Myślę, że znajdę swoje miejsce we współczesnym świecie, bo same umysły ścisłe też by sobie w nim nie poradziły.

Głębszy problem tkwi w tym, że niektórzy rzeczywiście nie poważają nauk humanistycznych, kultury, języka, sztuki... Dość często zarzuca się nam bycie mało konkretnymi, ambiwalencję, lanie wody... W naturze humanistyki leży brak arbitralności, stałe poszukiwanie, debata. To nic złego. Nawet z pragmatycznego punktu widzenia to bardzo potrzebne współczesnym społeczeństwom: wysoki poziom wiedzy ogólnej, wrażliwość na sprawy człowieka i świata. Poza tym trzeba zrozumieć, że humanistyka nie jest zero-jedynkowa, to nie oznacza kompletnej dowolności. Wszystko, co się mówi, pisze i głosi, powinno się także uargumentować, a więc oprzeć na wiedzy, obserwować, wyciągać wnioski... Nie chodzi o to, że wiersz jest o niczym, a ktoś ma doszukać się w nim nieistniejących sensów. Złożoność, wielowymiarowość to nie to samo, co miałkość i pustota.

Ludzie, którzy kształtują mój ogląd świata, to w dużej części humaniści. Tacy prawdziwi – oczytani, światli, pełni ciekawości świata, która nie gaśnie. Ludzie o szerokich horyzontach. Miałam szczęście spotkać takie nauczycielki polskiego i francuskiego, księdza, który w mojej klasie z religii zrobił fascynujące lekcje, wspaniałą anglistkę, do której nie szłam nigdy z myślą: korepetycje, znowu, ale z prawdziwą przyjemnością... Są przebłyski, które zapadają w pamięć i na zawsze pozostają pewnym drogowskazem, wystarczyło mi raz usłyszeć wykład doktora Korpysza albo profesora Miodka... I są trwałe relacje, tak jak ta z moimi przyjaciółmi – z jednym z nich nie zgadzam się prawie w żadnej kwestii i pewnie dlatego – a nie mimo tego  – możemy gadać bez końca... Z naszego humanistycznego usposobienia płynie siła.

– Wybrałaś Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Czy to było przesądzone dużo wcześniej?

– Wybór studiów był czymś innym niż wybór liceum, ale wahałam się równie długo. Rozważałam nawet gap year. Ostatecznie zdecydowałam się na UAM ze względu na dobrą sławę kierunków filologicznych, ale to nie był dawno zaplanowany krok. Przyznaję, że w dużej mierze kierowałam się tym, co mnie pociągało z bliżej niesprecyzowanych, nieskalkulowanych powodów. Ocena po pierwszym semestrze? Miły był gest powitalny uczelni – dostałam list gratulacyjny od pani prorektor. Jestem bardzo zadowolona z kierunku. Mogę tu robić to, co lubię. Na nowo uczę się organizować sobie czas, żeby nie zmarnować możliwości, jakie otwierają się na studiach. Poznałam wspaniałych ludzi, z którymi dużo mnie łączy, a to zawsze daje pragnienie rozwijania się.

Bardzo się cieszę, że znalazłam się na tej uczelni, na tym kierunku, w tym mieście. Choć w przyszłym roku mam nadzieję zamienić je na Francję, bo będę się starać o wyjazd w ramach programu wymiany.

– Czy Twoim zdaniem powinna być na uczelni jakaś specjalna ścieżka dla najlepszych absolwentów szkół ponadgimnazjalnych?

– Ja jej w każdym razie nie potrzebuję. Na uczelni dzieje się dużo i najlepsi maturzyści nie będą się nudzić. Nie ma sensu wydzielać jakichś grup na podstawie wyników jednego egzaminu. Można szukać szans na aktywność w samorządzie studenckim. Niedawno odbył się świąteczny jarmark Wydziału Neofilologii... Sama bardzo lubię comiesięczne seanse Ciné-Club des romanistes (klubu filmowego mojego kierunku), a ostatnio włączyłam się w bardzo obiecujący projekt. Studenci wszystkich lat romanistyki pasjonaci z zewnątrz – restaurujemy Koło Naukowe Romanistów Thélème. Mamy namaszczenie naszych opiekunów, pracowników uczelni.

– Rodzinny Gostynin, Płock, Poznań... To znaczące zmiany w życiu. Wynajmujesz mieszkanie w Poznaniu, masz miejsce w akademiku?

– Dzielę mieszkanie z koleżanką. Zmiana miasta to zastrzyk czegoś nowego, bardzo pozytywny. „Pełnia dorosłości” byłaby może wtedy, gdybym miała niezależność finansową; tymczasem chodzi po prostu o to, żeby pamiętać o zrobieniu zakupów, opłaceniu czynszu... Bycie studentką to dla mnie mnóstwo przyjemności i pewne obowiązki, które są normalne w żaden sposób nie ograniczają.

– Masz już pomysł na siebie w przyszłości?

– Chciałabym podróżować, chciałabym, żeby dalsza edukacja faktycznie i dosłownie była drogą. Liczę na program Erasmus+, widzę się w dalszych podróżach... Gdybym mogła je połączyć z nauką, a potem z pracą zawodową, to byłoby spełnienie marzeń. Ostatnio powiedziałam sobie, że tak naprawdę chcę trzech rzeczy, z czego dwie to – podróżować i pisać.

– Co Cię cieszy poza studiami?

– Spotkania ze znajomymi z przyjaciółmi, choć zaliczają się do nich też ci ze studiów... Uwielbiam wyjazdy, długie i krótkie. Podróż albo krótki wypad w nowe miejsce to najpierw coś, na co czekam, potem czerpię z nich przyjemność, a potem zostaję z cennym doświadczeniem i wspomnieniami. Podobnie wygląda to z chodzeniem na koncerty, muzyka jest dla mnie bardzo ważna, mimo że nie mam słuchu za grosz. Ostatnio koleżanka zabrała mnie do teatru i nie mam zamiaru poprzestać na tej jednej sztuce. Czytam, oczywiście, choć nie tyle, ile bym chciała. Bardzo też cenię sobie relacje z rodziną i takie chwile, jak rozmowa przy przeciągającej się do późna kolacji, gdy przyjeżdżam do domu.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Magda Rulska

 

Matura Julii Brzózki

Język polski

  • poziom podstawowy 100%
  • poziom rozszerzony 100%
  • ustny 100%

Język francuski

  • poziom podstawowy 98%
  • poziom rozszerzony 100%
  • egzamin ustny 100%

Język angielski

  • poziom rozszerzony 100%
  • ustny 100%

Matematyka

  • poziom podstawowy 94%
© 2022 Perspektywy.pl   O nas | Polityka Prywatności | Znak jakości | Reklama | Kontakt!!!