Jeszcze dziesięć lat temu, gdy powstawało Stowarzyszenie Rozwoju Karier Doktorantów i Doktorów PolDoc, samo połączenie słów „kariera” i „nauka” uznawane było w Polsce za nietrafione, a organizowanie szkoleń dla doktorantów podpadało pod kategorię „tego się nie robi, bo tego robić nie wypada”. Dziś to same uczelnie i wydziały zgłaszają się do stowarzyszenia, by przeprowadziło dla doktorantów i doktorów szkolenie z tego, jak mogą rozwijać swoje kariery naukowe.
Na pomysł założenia w Polsce organizacji wspierającej młodych naukowców w ich ścieżkach rozwoju (także pozauczelnianego) wpadła dr Justyna Małkuch-Świtalska. Kiedy 10 lat temu pracowała nad swoim doktoratem we Francji, przekonała się, że stowarzyszenia szkolące najmłodszych akademików to na świecie od wielu już lat norma. Zwłaszcza w krajach Unii Europejskiej.

– Tymczasem w Polsce nie dość, że byliśmy pierwsi, to do dziś PolDoc pozostaje według mojej wiedzy jedynym w naszym kraju powołanym oddolnie stowarzyszeniem doktorantów, młodych naukowców, a także trenerów nauki, czyli osób, które specjalizują się w szkoleniu doktorantów i doktorów – opowiada Mariusz Kusion, prawnik i jeden z certyfikowanych trenerów nauki działających w PolDocu. I dodaje: – Co więcej, nasze działania podejmowane na rzecz młodych pracowników nauki to w znakomitej większości praca wolontariacka.

Jak to działa?
Trzon działalności PolDoc to prowadzenie kursów online i offline – na każdy semestr publikowany jest grafik kilkunastu spotkań, z których dowolnie można wybrać coś dla siebie (na każde szkolenie jednak należy się wcześniej zapisać). Przykładowe tematy z semestru letniego 2020: „Sprzedaj swoje wyniki – efektywna współpraca z redakcją czasopisma”, „Jak sprawnie napisać doktorat”, „Profesjonalne wystąpienia konferencyjne. Daj się (dobrze) zapamiętać!” czy „Dziennik laboratoryjny bez tajemnic – istota i zasady prowadzenia”.
Udział w pierwszym szkoleniu jest bezpłatny, by jednak uczestniczyć w kolejnych, należy opłacić składkę członkowską (obecnie to 70 zł/semestr lub 120 zł/rok). W ramach tej opłaty można brać udział w dowolnej liczbie szkoleń i za każde otrzymać zaświadczenie rozliczane potem w punktacji za aktywność na studiach doktoranckich.

Każdemu to samo – z wartością dodaną
Szkolenia (prowadzone metodami trenerskimi i interaktywnymi, nie zaś wykładowymi) są uniwersalne, co oznacza, że nie dzieli się ich uczestników według reprezentowanych przez nich dyscyplin naukowych czy typów uczelni. Dlaczego tak? – Przede wszystkim w pracy naukowej, niezależnie od dziedziny, jaką się uprawia, obowiązują pewne stałe zasady – tłumaczy dr Małkuch-Świtalska. – Na przykład odnośnie do rozprawy doktorskiej: powinna mieć uniwersalną strukturę, spełniać kryteria określonego stylu czy zawierać jednakowe dla wszystkich dyscyplin naukowych elementy. Jak wyjaśnia prezeska PolDocu, podobnie jest ze szkoleniami poświęconymi np. kontaktom z promotorem czy z wydawcą publikacji naukowej.
Jest też drugi powód organizowania wspólnych szkoleń dla reprezentantów różnych dyscyplin naukowych. To tzw. wartość dodana, jaką jest kontakt i rozmowa z osobami zajmującymi się na co dzień odmiennymi problemami badawczymi, a przez to mogącymi udzielać sobie wzajemnie cennych porad i wskazówek. Takie spotkanie osób z różnych dyscyplin naukowych pomaga uczestnikom szkoleń lepiej się rozwijać i szybciej rozwiązywać swoje problemy badawcze. – Wielokrotnie spotkałam się z sytuacją, w której jeden uczestnik szkolenia przez sam fakt, że zajmował się zupełnie inną dyscypliną naukową niż drugi uczestnik, potrafił spojrzeć na problemy tego drugiego w zupełnie świeży i innowacyjny sposób, przez co pomógł swojemu koledze szybciej znaleźć rozwiązanie – opowiada dr Małkuch-Świtalska. I dodaje, że w stowarzyszeniu są i takie osoby, które należą do niego tylko dlatego, że na szkoleniach mogą rozmawiać z innymi naukowcami na podobnym etapie kariery, dzieląc się spostrzeżeniami i wzajemnie wspierając w wyzwaniach. Niekiedy największą wartością jest dla nich możliwość wykonania telefonu i odbycia bezpośredniej rozmowy z kimś ze stowarzyszenia.

Problemy młodych naukowców
Moi rozmówcy, pytani o braki, z jakimi przychodzą na szkolenia młodzi polscy naukowcy, wymieniają ich kilka. – Tym, z czym najczęściej ja się spotykam, są różnego rodzaju kwestie prawne, zwłaszcza z prawa autorskiego, jak na przykład dotyczące prawidłowego cytowania – wskazuje M. Kusion.
Z kolei dr Małkuch-Świtalska zauważa, że problemem osób, które zaczynają studia doktoranckie, jest często niewiedza na temat charakteru tych studiów i tego, czym różni się rozprawa doktorska od pracy magisterskiej. – Sporo młodych ludzi myśli, że rozprawa doktorska ma być taką „większą” pracą magisterską, podczas gdy tak naprawdę te prace mają zupełnie inny charakter, bo w rozprawie doktorskiej wnioski wysnuwa się na podstawie prowadzonych samodzielnie badań, a w pracy magisterskiej tylko na bazie gotowych materiałów. Stąd rozmaite problemy natury technicznej, z którymi zderzają się młodzi naukowcy.
Z doświadczenia dr Małkuch-Świtalskiej wynika też, że świeżo upieczeni doktoranci borykają się z wyzwaniem, jakim jest zbudowanie efektywnej relacji z promotorem. – Efektywnej, czyli opartej na wzajemnym szacunku i wzajemnym zaufaniu. Innymi słowy: relacji początkującego naukowca z doświadczonym naukowcem. Zamiast takiej wzorcowej relacji promotora z doktorantem najczęściej widać wyniesioną z wcześniejszych etapów kształcenia relację uczącego i nauczanego. Powoduje to nieporozumienia i opóźnienia, a niekiedy nawet porzucanie studiów doktoranckich – a my, w Stowarzyszeniu PolDoc, od lat uczymy budowania konstruktywnych relacji doktorantów z doświadczonymi naukowcami. Większości zaobserwowanych przez nas nieporozumień można uniknąć, z korzyścią dla wszystkich.

Promotor nie jest wszechmocny
Zastanawiać może, dlaczego potrzebne są dziś organizacje w rodzaju PolDocu. Czy taka wiedza, jaką przekazują na swoich szkoleniach trenerzy nauki, nie powinna być dostępna na uczelni, a wręcz przekazywana przez promotorów w ramach ich pracy z doktorantami? Prezes stowarzyszenia nie ma wątpliwości, że oczekiwanie, by w jednym miejscu (na uczelni czy w instytucie) zgromadzona była zarówno najdoskonalsza wiedza merytoryczna, najlepsza aparatura, jak i najskuteczniejsze metody trenerskie, jest zbyt wygórowane, by nie rzec: niemożliwe do zrealizowania. – My, jako trenerzy nauki, specjalizujemy się od lat we wspieraniu młodych naukowców w ich rozwoju i zarządzaniu kompetencjami. Na bieżąco śledzimy trendy w metodach trenerskich i dzielimy się tą wiedzą z uczestnikami naszych szkoleń.
Jej zdaniem promotor na uczelni ma za dużo obowiązków związanych zarówno z prowadzeniem własnych badań czy pracą nad publikacjami, jak i współpracą z doktorantami, recenzowaniem rozpraw itp. – stąd trudno mu całościowo i idealnie pokierować rozwojem każdego młodego człowieka, który do niego trafia.
– Inna sprawa, że w całym akademickim świecie, a orientuję się w tym, co się dzieje na uczelniach w co najmniej kilkudziesięciu krajach, są odrębne organizacje zajmujące się tylko szkoleniem młodych naukowców i pomaganiem im w rozwijaniu swoich kompetencji – mówi prezeska PolDocu.
Zresztą takie szkolenia wpisują się w ogólniejszy trend – uczenia się przez całe życie i podnoszenia swoich kompetencji. – Ten trend dotyczy także naukowców i fakt, że oni też powinni się szkolić, nie jest dla nich żadną ujmą.
Magda Tytuła
Doktoranci w Polsce – garść danych
Z raportu „Doktoranci w Polsce” opracowanego w 2019 r. przez Ośrodek Przetwarzania informacji – Państwowy Instytut Badawczy wynika, że:
- od 2015 r. liczba doktorantów w Polsce systematycznie spada (w 2015 było to 42 911 osób, w 2018 – 39 020 osób)
- ponad połowa doktorantów (55 proc.) to kobiety
- zdecydowana większość doktorantów (67 proc.) to osoby przed 30. rokiem życia
- w 2017 r. kształciło się w Polsce 11 doktorantów na 10 tys. mieszkańców (w najlepszej pod tym względem Finlandii było to 34 osób na 10 tys., a na najsłabszej Malcie 3,2 osoby), co plasuje Polskę w środku tabeli wśród krajów europejskich
- aż 94 proc. przewodów doktorskich otwieranych jest na uczelniach, najrzadziej w instytutach badawczych (w 2018 r. wybrało je tylko 339 osób)
- w 2018 r. studia doktoranckie ukończyło 13 proc. wszystkich doktorantów.









