Punkty za język na maturze z polskiego

Zero punktów za język! To musiało zaboleć. Większość odwołań od wyników matury z języka polskiego w roku 2023 dotyczyła właśnie oceny za język.

Maturzyści nie przyjmowali do wiadomości, że mogli napisać sensowną merytorycznie pracę, którą egzaminator wyzerował w części: Zakres i poprawność środków językowych. Jeśli wypracowanie zawiera wartościową treść, nie może przecież być bełkotem. To jakieś nieporozumienie.

Osoby, które będą pisać egzaminy w roku 2024, powinny wyciągnąć wnioski z tej sytuacji. Zasady oceniania wypowiedzi pisemnej na maturze zapewne nadal będą pozwalały egzaminatorowi przyznawać w części Kompetencje literackie i kulturowe nawet maksimum punktów, czyli 16, i jednocześnie zero za język (maksimum to 7 punktów plus 1 za stosowny styl). Prawdopodobnie znowu wzbudzi to zrozumiały opór maturzystów. Zdający nie zaakceptują bowiem oceny, która świadczy, że są oczytani i wyrobieni kulturowo, a jednocześnie kompletnie nieporadni językowo.

Perły w językowym błocie

Tegoroczne odwołania niewiele dały, gdyż prawo egzaminacyjne oparte jest na zupełnie innych podstawach niż zdrowy rozsądek. Twórcy zasad oceniania nie widzą paradoksu w tym, że wyzerowany przez egzaminatora język wypracowania, czyli de facto bełkot, wyraża wartościowe, bogate w odniesienia do lektur i kontekstów treści. To tak, jakby drogocenne perły leżały w błocie. Być może w CKE zauważą ten absurd, gdy wiele osób zacznie protestować przeciwko nielogicznym zasadom oceniania.

Obecnie obowiązuje reguła, że piękna i mądra treść tekstu nie ma nic do rzeczy, gdy w tekście znalazło się co najmniej 26 błędów językowych. Gdy tworzono podstawy nowej matury, ustalono nawet, że wystarczy popełnić 17 błędów, aby praca została wyzerowana za język, ale w marcu 2023 roku złagodzono reguły oceniania i zwiększono liczbę możliwych błędów. Jeśli jednak egzaminator znajdzie ich 26 lub więcej, nic już nie uratuje wypracowania przed zerem, na szczęście tylko w części za język.

Jeśli są punkty za treść, muszą też być za język

Uczniowie argumentują, że logicznie byłoby wprowadzić zasadę, że jeśli za kompetencje lekturowe i kulturowe zdający otrzymuje co najmniej jeden punkt, nie może za język otrzymać zera. Powinno być to zagwarantowane „ustawowo”, że jeśli tekst jest wartościowy pod względem merytorycznym, również w języku egzaminator powinien dostrzec jakąś wartość i przyznać chociaż jeden punkt (bez względu na liczbę błędów językowych).

Choć to bardzo rozsądny postulat, na razie nie został uwzględniony. Na pewno więc sytuacja się powtórzy i po ogłoszeniu wyników matury w lipcu 2024 kolejny rocznik będzie zdumiony, że za język otrzymał zero punktów, choć wypracowanie było mądre i zawierało dużo cennych treści. Chociaż pilnie potrzebne są nowe regulacje językowe na maturze, jest mało prawdopodobne, aby wypracowano je już dla kolejnego rocznika. Raczej egzaminatorzy będą sprawdzać i oceniać arkusze maturalne po staremu.

Kto nie chce więc należeć do grona oburzonych tak surową oceną, powinien spróbować zrozumieć, jak to się dzieje, że w krótkim przecież wypracowaniu maturalnym egzaminator potrafi znaleźć 26 i więcej błędów językowych. Gdy się zrozumie, z czego wynika aż tak wielka liczba błędów, zapewne uda się pisać w ten sposób, aby błędów było mniej lub nawet wcale. Z językiem jest tak, że człowiek nawet nie wie, iż popełnia błędy, dopóki ktoś mu tego nie wytknie.

Uczniowie dużo czytają i piszą, ale nie to, co trzeba

Dawniej narzekało się na uczniów, że mało czytają i jeszcze mniej piszą. Nie było bowiem internetu i smartfonów. Obecnie każdy nastolatek bardzo dużo czyta i jeszcze więcej pisze. Młodzież pod tym względem bije na głowę starsze pokolenia. Jednak z punktu widzenia zasad oceniania uczniowie wiele piszą i mnóstwo czytają, ale nie to, co trzeba. Każdy maturzysta jest wyrobiony w języku, wręcz jest nadzwyczajnie wprawny w pisaniu, jednak w zupełnie innym, niż określają wymagania egzaminacyjne.

Można to porównać do sytuacji, kiedy nastolatek zaczyna naukę jazdy samochodem, a instruktor orientuje się, że kandydat do zdobycia uprawnień dużo już jeździł, np. squadem, ale niezgodnie z normami obowiązującymi na drogach publicznych. Teraz więc musi oduczyć się złych nawyków, które nabył w wyniku samodzielnej jazdy, i nauczyć się nowych. Często oduczenie się takich nawyków jest dużo trudniejsze niż uczenie się od zera jazdy samochodem.

Dialekt egzaminacyjny

Podobnie bywa z uczniami, którzy napisali na smartfonie morze słów i przeczytali ocean cudzych wypowiedzi w internecie. Teraz nie potrafią pisać tak, jak się wymaga na egzaminie maturalnym. Piszą wyłącznie po swojemu, gdyż kompletnie nie znają maniery egzaminacyjnej. Modele stylistyczne, które są popularne w internecie czy w komunikacji smartfonowej, w ogóle nie przystają do reguł obowiązujących na maturze. Choć to ten sam język, czyli polszczyzna, w rzeczywistości to dwa odrębne „dialekty”.

Maturzyści, którzy otrzymali zero punktów za język, pokazali mi parę fraz uznanych przez egzaminatora za błędne. Sami nie dostrzegli w tych wypowiedziach niczego niewłaściwego. Jaki błąd mogą zawierać na przykład zdania: Kmicic był cały w bliznach życiowych, Gryzie mnie to, czy Zosia powinna wyjść za mąż za Tadeusza, Miłość to jest mieszkanie pod jednym dachem i nigdy od tej definicji nie odstąpię, Jackowi Soplicy musiało się pomylić prawo z lewo, że zabił ojca Ewy, Po śmierci stolnika Horeszki Gerwazy przewalał się po Soplicowie jak potłuczone szkło, nie mogąc zemścić się na mordercy czy Izabela Łęcka czerpała radość z kopania zakochanego w niej Wokulskiego i po prostu to lubiła albo Polska to jednak inne społeczeństwo (przykłady cytuję z pamięci)?

Powyższe zdania świadczą o tym, że ich twórcy są bardzo wyrobieni w języku, jednak język ten zostanie uznany przez egzaminatorów za nieodpowiedni. Być może po raz pierwszy w życiu egzaminatorzy widzą takie sformułowania, dlatego odruchowo traktują je jako błędne. W ten sposób hamują zmiany, jakie wprowadzają w języku jego młodzi użytkownicy. Niestety, wielu egminatorów nie dorosło do stylu nastolatków, nie dostrzega więc wartości, jakie zawierają cytowane powyżej frazy, tylko od razu je dyskwalifikuje. Zasady oceniania języka na maturze powinny zostać dostosowane do zmian, jakim podlega polszczyzna.

Twórczy język zawsze jest błędny

Celem języka, którym posługuje się młodzież, jest tworzenie więzi, co przecież stanowi istotę komunikacji. Językiem można zrażać albo przyciągać. Natomiast egzaminatorom przyświeca wyłącznie poprawność, co zabija tworzenie więzi z innymi użytkownikami języka. Gdy trzeba bez przerwy pilnować się przed popełnieniem błędów, zabija to naturalność języka, twórcze myślenie i innowacyjne podejście do tematu.

Błąd zawsze się wkrada, gdy człowiek zaczyna samodzielnie o czymś myśleć. Większość fraz, które uznają egzaminatorzy za poprawne, jest już od dawna martwa. Tak się już nie pisze ani nawet nie mówi. Żeby pisać całkowicie bezbłędnie na maturze, uczniowie musieliby się nauczyć martwego języka, tzw. dialektu egzaminacyjnego. Gdy posługują się żywym językiem, popełniają, ale tylko w rozumieniu egzaminatorów, mnóstwo błędów.

Prawo dziesięciu błędów

Naturalna myśl jest zawsze w jakimś stopniu błędna. Bezbłędna jest tylko myśl odtwórcza. Całkowicie poprawne jest tylko powtarzanie tego, co zostało już powiedziane. Próba osiągnięcia pełnej poprawności językowej musi więc skończyć się niepowodzeniem, gdyż każdy człowiek jest w jakimś stopniu twórczy. Żeby więc nie zabijać innowacyjności uczniów, należałoby przyjąć zasadę, że pierwszych np. dziesięciu błędów w ogóle nie bierze się pod uwagę (obecnie bezkarne jest popełnienie pięciu błędów).

Każdy miałby prawo popełnić dziesięć wykroczeń przeciwko skostniałym zasadom językowym, a dopiero jedenaste naruszenie normy miałoby negatywne konsekwencje, czyli prowadziłoby do obniżenia punktacji za język. Większe przyzwolenie na błędy sprzyjałoby rozwojowi języka, w końcu każda zmiana w języku uznawana jest na początku za błąd, a dopiero upowszechnienie błędu prowadzi do jego akceptacji.

Skorupa słusznych słów

To jednak dopiero pieśń przyszłości, a na razie na maturze obowiązuje zero tolerancji dla błędów, czyli dla swobodnego myślenia i innowacyjnego podejścia do pisania. Maturzyści muszą więc zrozumieć, że wprawdzie znają język polski, ale nie taki, jak trzeba. Posługują się bowiem językiem społecznym, żywą mową, która daje im pełną sprawność w działaniu na forach internetowych, natomiast kompletną nieporadność na egzaminach. Muszę więc wyjść z żywego języka i wejść w skorupę mowy polskiej, która jest uznawana za poprawną przez egzaminatorów.

Choć trudno to pojąć i jeszcze trudniej zaakceptować, na maturze obowiązuje wyłącznie sztuczny język, który poza salą egzaminacyjną i poza arkuszem egzaminacyjnym nie występuje nigdzie. No może jeszcze spotyka się go na lekcjach i w pracach klasowych, ale też nie aż w takim stopniu, jak na maturze. Nauczyciele bowiem pozwalają zwykle na większą swobodę niż egzaminatorzy. Dostać zero za język, gdy praca świadczy o dobrej znajomości lektur, to się w szkole prawie nie zdarza.

Rozczarowujące reguły oceniania

Nauczyciele mają nieomal zerowy wpływ na rozwój języka, a egzaminatorzy jeszcze mniejszy. Natomiast młodzież miała i ma wpływ bardzo duży na rozwój języka, wręcz największy. Tej zdolności zmieniania świata – także mowy – nie wolno w nastolatkach zabijać. Jeśli ktokolwiek miałby się więc od kogoś uczyć twórczego podejścia do mowy, innowacyjności i swobody wyrażania myśli, to raczej starsze pokolenie od młodszego, a nie odwrotnie. Dlatego zbyt skostniałe zasady oceniania języka maturzystów wyrządzają wiele szkody.

Dla dobra rozwoju mowy należy je zliberalizować, aby nikt nie bał się mówić i pisać po polsku w żadnej sytuacji życiowej, również na egzaminie. Jest pilnie potrzebna dyskusja o zasadach oceniania języka na egzaminie maturalnym, aby nie dochodziło więcej do sytuacji, że zeruje się wartościową merytorycznie pracę z powodu rzekomych błędów językowych. To jak nałożyć blokadę na koła samochodu wyścigowego z powodu dziwnych odgłosów dochodzących z silnika. A może ten silnik tak ma, więc nakładanie blokady nie ma sensu? Językowa kondycja młodego pokolenia nie jest wcale tak zła, jak się nauczycielom i egzaminatorom wydaje.

 

Dariusz Chętkowski

© 2022 Perspektywy.pl   O nas | Polityka Prywatności | Znak jakości | Reklama | Kontakt | E-booki