Uderzenie w szkoły uczące biznesu nadeszło z niespodziewanego kierunku, bo z wewnątrz. Profesor Christopher Marquis przez czterdzieści lat uczył w programach MBA w amerykańskich uniwersytetach Harvarda i Cornell, a ostatnio w Oxfordzie. Kilka dni temu The New York Times na prominentnym miejscu zamieścił opinię Marquis’a pod wiele mówiącym tytułem: Wykładam w szkole biznesu. Czas je zamknąć.
Mimo radykalnego hasła, prof. Marquis bynajmniej nie chodzi o fizyczną likwidację szkół biznesu i programów MBA, lecz o to, jak prowadzona jest nauka biznesu zwłaszcza w takich rekomendowanych uczelniach jak Wharton czy Harvard Business School. „Współczesna szkoła biznesu ma promować zawieranie transakcji, upraszczanie i optymalizację. Ten sposób myślenia wymknął się spod kontroli i rozprzestrzenił się na cały świat. Elita wykształcona w biznesie coraz częściej obejmuje stanowiska polityczne, przynosząc ze sobą transakcyjne spojrzenie na życie publiczne”. Dalej zauważa Marquis: „Zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Danii, przedsiębiorstwa, które zatrudniły na stanowiskach kierowniczych osoby z wykształceniem biznesowym, obniżyły płace i zmniejszyły udział pracowników w dochodzie. Firmy te nie stały się jednak bardziej produktywne, nie przyspieszyły też wzrostu sprzedaży, inwestycji ani zatrudnienia. To, co postrzegane jest jako kompetencje menedżerskie, okazuje się w rzeczywistości transferem bogactwa – przesunięciem wartości od pracowników w stronę zysków, akcjonariuszy oraz kadry zarządzającej.”
Szkoły biznesu deklarują obecnie, że kształcą „liderów, którzy zmieniają świat” (Harvard Business School), podczas gdy Wharton stawia sobie za cel „wywieranie pozytywnego wpływu na skalę globalną”: „Aspiracje te opierają się na złudnej, lecz powszechnie akceptowanej koncepcji „kapitalizmu interesariuszy” (ang. *stakeholder capitalism*), zakładającej, że przedsiębiorstwa mogą jednocześnie generować zyski oraz zapewniać stabilność klimatu, godziwe płace, zdrowe społeczności i sprawne funkcjonowanie demokracji”.
Problem, zdaniem autora, polega na tym, że założyciele szkół biznesu przedstawiali zarządzanie jako profesję, „stawiając ją na równi z prawem czy medycyną. Jednak kształcenie w tamtych dziedzinach opierało się na ugruntowanych zasobach wiedzy – wiekach orzecznictwa sądowego czy naukach przyrodniczych, takich jak biologia, podczas gdy w przypadku zarządzania takie fundamenty nie istniały”.
Wołanie o likwidację istniejących szkół biznesu bierze się z tego, że przesiąknięte są one do głębi pogonią za dolarem. Potrzebne jest wprowadzenie w ich miejsce nowego sposobu nauki biznesu, bowiem:
„ironia - a zarazem niebezpieczeństwo - polega na tym, że w dobie sztucznej inteligencji sposób myślenia pielęgnowany w ramach nauk humanistycznych i sztuki staje się coraz bardziej niezbędny. Dominacja szkół biznesu ma wymiar nie tylko fizyczny czy finansowy, lecz także intelektualny - i wypiera ona kształcenie oparte na naukach humanistycznych”.
Opr. KB
Źródło: nytimes.com







Jak się uczyć, żeby się nauczyć






Jarosław Sroka